czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 7.

Poinformowaliśmy o tym chłopców, którzy zaczęli skakać ze szczęścia po kanapach. Harry zadzwonił do ginekologa, chociaż sama chciałam to załatwić, ale jak Harry się uprze to koniec.
S: No i na którą i kiedy?-usiadłam mu na kolanach.
H: Jutro na 15, musisz iść sama ja będę w pracy.
S: Dobrze.
Lo: Ja mogę iść z Sus.
S: Nie będę Ci zawracać głowy Lou.
Lo: Słońce, nie będziesz.- Harry skomentował to cichym warknięciem.
S: Spokojnie Hazz. - Jeśli nie będę Ci zawracać głowy Lou to możesz mnie podwieźć.
Lo: Okey.- uśmiechnął się.
Poszłam się napić, nalałam do szklanki soku pomarańczowego, ale nagle poczułam mocne ukłucie w dole brzucha. Upuściłam szklankę i syknęłam z bólu, łapiąc się za brzuch.Szybko podszedł do mnie Niall, który przebywał jak zwykle w kuchni.
N: Sus wszystko w porządku?! Co się stało?!-spytał przerażonym głosem.
S: Aaa!Ałł! Boże! Szybko zawołaj Harry'ego!- zaczęłam krwawić.
N: HARRY! Szybko!- zawołał przerażony.
Mój chłopak szybko pojawił się w kuchni. Podbiegł do mnie.
H: Jezu święty! Co się stało?!
S: Szybko zawieź mnie do szpitala!Krwawię! Aaa!- łzy ciekły mi strumieniami z bólu.
Po jakiś 10 minutach byłam już w gabinecie lekarskim. Lekarz mnie badał. Wciąż strasznie bolało. Już mniej krwawiłam, ponieważ dali mi zastrzyk na jakieś zatamowanie krwawienia czy coś tam.
H: Doktorze mógłby pan dać jej coś przeciw bólowego?
Doktor: A pańska...?
H: Dziewczyna.-dokończył Harry.
D: Jest na coś uczulona?
H: Nie.
D: Dobrze podamy jej kroplówkę z lekiem.
Zawieźli mnie na jakąś salę, podłączyli do kroplówek i kazali leżeć i odpoczywać przed jakimiś badaniami.
Yhhhh nienawidzę szpitali.Dopiero co w nim byłam (chodzi o zdejmowanie gipsu z ręki). Spędziłam w nim dużo czasu jako małą dziewczynka, wciąż miałam coś połamane. Najgorsze, że teraz nie wiem co mi jest. Po 10 minutach przyszedł do mnie Harry.
S: Co mi jest?
H: Na razie nie wiadomo za chwile przyjdzie lekarz, słonko nie bój się wszystko będzie w porządku.
S: Harry...-łkałam. -A co jeśli nie będzie?
H: Spokojnie, będzie musimy tylko w to wierzyć.
S: Odwołaj tą wizytę u ginekologa.
H:  Już dzwoniłem i przyjedzie tutaj, żeby Cię zbadać.
S: Kocham Cię najmocniej na świecie.-szepnęłam tak, żebym tylko ja mogła usłyszeć.
 Po chwili przyszedł lekarz (ginekolog) i zabrał mnie na badania. Harry poszedł do reszty, która siedziała na korytarzu, była też Em.
***Po 2h***
Przyjechałam do swojej sali z bardzo nie przyjemnych badań. Spał tam na podłodze Harry. Uśmiechnęłam się lekko, słodko wyglądał. Lekarz podszedł do niego i obudził. Niemrawy podszedł do mojego łóżka pocałował w policzek i usiadł na krześle.
H: Jak badania? - gładził moją rękę.
S: Strasznie nieprzyjemne -powiedziałam z grymasem na twarzy, a Hazz zachichotał na widok mojej miny.
H: Kiedy będą wyniki?
S: Jutro rano. - Miśka zadzwoniłeś do mojej siostry?
H: Zapomniałem, zaraz zadzwonię.
S: Nie, ja zadzwonię. Daj swój.- powiedziałam z bananem na twarzy.
Harry podał mi swój telefon i poszedł do reszty. Poinformowałam siostrę, ze jestem w szpitalu i żeby się nie martwiła, że nie ma mnie w domu. Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę. Yhh co ja będę tutaj robić?! Umrę z nudów. Po chwili do mojej sali wparowali moi przyjaciele. Zaczęli mnie wypytywać o to co mi jest. Louis jak zwykle nas rozśmieszał. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie ma Harry'ego.
S: A tak w ogóle gdzie MÓJ CHŁOPAK się zapodział?- Strzeliłam smajla.
Em: Pojechał po twoje rzeczy.
S: Ooo jaki kochany!- w tej chwili właśnie wszedł Harry, ale gdy tylko Susan go zobaczyła wystraszyła się  i chciała wstać z łóżka, ale powstrzymała ją Emily...
_________________________________________________________________________________
C.D.N.
Hehehehe macie ten jakże ,,ZAJEBISTY'' rozdział...
Kompletnie mi nie wyszedł, ale wstawiam go dla Was. :D

♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Idziecie na This Is Us? Jak tak to gdzie i kiedy?

Ja jadę do Multikina w Starym Browarze w Poznaniu z kuzyneczką <3!
Chyba w Sobotę 7. Będzie ktoś?

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 6.

Weszliśmy do mojego domu, rozpakowaliśmy zakupy.Poszłam przebrać się w jakąś koszulkę i dres. Zaczęłam gotować, gdy poczułam ręce na biodrach. Harry przytulił się do mnie, a ja kontynuowałam robienie obiadu.
S: O której pójdziemy do chłopców?
H: nie wiem o której chcesz?
S: Pod wieczór?
H: Okey, pójdę Cię spakować.
S: Po co pakować?
H: Będziesz ze mną spała.
S: To idź. :D
Harry poszedł na górę, po jakimś czasie przyniósł spakowaną torbę i postawił w przedpokoju.
S: Skarbie chodź na obiad!
H: Już idę!
Wyciągnęliśmy talerze nałożyłam jedzenie i zaczęliśmy jeść. Po zjedzeniu, Harry poszedł umyć talerze, a ja położyłam się na kanapie w salonie. Leżałam chwilę, a później zasnęłam.
*** Pod wieczór około godziny 18***
H: Kochanie? Obudź się...
S: Co? Która godzina?
H: 18, wstawaj idziemy do chłopaków.
S: Co?! Spałam 5godzin?! Dlaczego mnie nie obudziłeś wcześniej? Co cały czas robiłeś?
H: Spałem koło Ciebie.
S: Aaa okey to możemy iść.
***15 minut później***
Oglądaliśmy z chłopakami film,Niall jadł swoje żelki, które Harry mu kupił. świetnie się bawiliśmy, ale pod koniec filmu już prawie przysypiałam. Zauważył to Harry, który wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Zasnęłam prawie natychmiast.Obudziłam się około 10. Harry;ego nie było obok mnie. Zeszłam na dół, gdzie wszyscy, już byli na nogach. Przywitałam się z nimi i podeszłam do mojego chłopaka i wtuliłam się w niego.
H: Cześć skarbie.
S: Hej.-daliśmy sobie po buziaku.
H: Masz śniadanie i kawę.- zjadłam.
S: Dziękuję.
H: Mam do Ciebie pytanie.
S: Jakie?
H: Nie jesteś czasem na coś chora?
S: Nie, a dlaczego pytasz?
H: Bo strasznie dużo śpisz.
S: Nie teraz to normalne.
H: Ale jak to teraz?
S: Mam okres.
H: A chyba, że tak.
Poszłam na górę, wzięłam prysznic i ubrałam się w to (bez tego psa czy co to tam jest xD) i zeszłam na dół.
S: Harry nie było niczego barziej eleganckiego w mojej garderobie?
N: Spoko wyglądasz! :D
Lo: No właśnie co Ci się nie podoba?!
S: To jest takie bardziej do chodzeniu po domu, a teraz jestem w gościach
Li: Czuj się jak u siebie w domu.
Z: Czyli jesteś w domu :D
S: Yhh no dobra nie będę się kłócić.- usiadłam Harry'emu na kolanach.-Co dzisiaj robimy?
H: Leniuchujemy w domu.
S: Oo tak! Idę spać.
H: Kochanie ja wiem, że w te dni wciąż śpisz, ale nie za dużo?
S: Nieee, po prostu chce mi się spać!
Lo: Jakie TE dni?
S: Yyy no bo ja ten no...nie ważne- zarumieniła się.
H: Ma okres!
S: Zamknij się! Cały dom nie musi wiedzieć!
Z: Teraz już wie!
S: Idioci! Przynajmniej już wiecie, że teraz lepiej mnie nie denerwować.
Z: Czemu?
S: Bo jak mam okres to mam strasznie zmienne humorki.
N: Dzięki za ostrzeżenie!
I tak spędziliśmy cały dzień na leniuchowaniu.
***3 tygodnie później około 9 rano ***
Muszę przyznać, że mój związek z Harry'm jest wspaniały. Dogadujemy się wspaniale. Byliśmy już chyba na 3 imprezach. Regularnie się kochamy, ale jednak jest jedna rzecz, która mnie męczy. Któregoś dnia podczas stosunku, pękła nam prezerwatywa i boje się, że mogę być w ciąży. To nie byłoby złe, ale bałabym się reakcji Hazzy, w sumie to chciałby mieć dziecko... Dobra nie będę się tym zamęczać. Dzisiaj przyjeżdża moja siostra z rodzinką. Nie mogę się doczekać, aż ich zobaczę. Stęskniłam się za nimi, a najbardziej za moją małą siostrzenicą. Ten mały szkrab zawsze poprawiał mi humor, chociaż widziałam malutką zaledwie 4 razy. Na pewno będą nocować u mojej matki... ughh... Moje rozmyślenia przerwał Harry, który przyniósł mi śniadanie.
S: Dziękuję kochanie.- pocałowałam go.
H: Nie ma za co, o której przyjeżdża twoja siostra?
S: Około 16, a co?
H: Muszę się jakoś przygotować, żebym nie wyszedł na głupka.
S: Miśka... Zachowuj się tak jak zwykle, bądź sobą, takiego Cię kocham.
H: Ja Ciebie też kocham, a teraz jedz.
Zjadłam śniadanie i poszłam się ubrać w tą miętową sukienkę, którą dostałam od Harry'ego na urodziny.Weszłam do pokoju po telefon, ale źle się poczułam, szybko pobiegłam z powrotem do łazienki. Zwymiotowałam. Boję się, że to jednak może być ciąża. Szybko zbiegłam na dół. Wtuliłam się w Harry'ego i zaczęłam płakać.
H: Co się stało? - zapytał zmartwiony.
S: Bo...bo... bo ja mogę być w ciąży!- jeszcze bardziej się rozpłakałam.
H: Kotek, to wspaniale, ale nie rozumiem dlaczego płaczesz... Nie chcesz mieć ze mną dziecka?- zapytał ze smutkiem w głosie.
S: Nie miśka! Oczywiście, że chcę, ale nie teraz...Ja mam dopiero 18 lat. Teraz mam czas na imprezy, a nie na dziecko, ale jeśli będę w ciąży to i tak będę skakać ze szczęścia!
H: Nie bój się przejdziemy przez to razem, najpierw zadzwonię i umówię Cię do ginekologa.
S: Kocham Cię.
H: Ja Ciebie też. - pocałowaliśmy się, ale był to inny pocałunek, francuskie, romantyczny.
_________________________________________________________________________________
Dziękuję za tyle miłych komentarzy.
Cieszę się, że podoba Wam się nowy wygląd bloga.
Kolejny rozdział pojawi się jak będzie 10 komentarzy. Tak wiem jestem zła. xD

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 5.

***Następnego dnia***
Wstałam i ubrałam się o 10. Pół godziny rozmawiałam z Elizabeth musiałam jej dokładnie wszystko opowiedzieć o moim związku z Harry'm. Przyjadą do Londynu za jakieś 3 tygodnie.Wyszłam z domu zabierając potrzebne rzeczy do torebki. Weszłam do piekarni, w której pracuje Harry i do której często chodziłam. Zobaczyłam jak mój misiek układa chleb na półkach. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
S: Dzień dobry, poprosiłabym moje ulubione ciastko francuskie, mam nadzieję, że mój chłopak nie będzie miał nic przeciwko. Wie pan nie chcę przytyć, bo chcę mu się podobać.
H: Sus?! Kochanie, jasne, że nie! - zaśmiałam się. - Zawsze będziesz najpiękniejsza i najchudsza słońce.
S: Kocham Cię.
H: Ja Ciebie też, a właśnie mój cukiereczek chciał ciastko?
S: Tak! Jestem głodna daj mi moje śniadanie :D.
H: Ojej myszko, najpierw zjesz coś porządnego. Masz moją bułkę.
S: Nie ty jedz, a ja sobie zjem ciastko. - wyszczerzyłam zęby.
H: Masz i nie gadaj.
S: Dobrze, ale w takim razie dzisiaj widzimy się na romantyczne kolacji u mnie.
H: A będzie wspólna kąpiel?- wymruczał do mojego ucha, aż przeszły mnie ciarki.
S: Niewykluczone misiu. - Daj mi się napić twojej kawy.
Harry podał mi swoją kawę i cmoknął w usta. Wtedy do sklepu weszła klientka około 30 lat  z małą 2- roczną dziewczynką.
Harry obsługiwał ją, a dziewczynka przyglądała się mi z uwagą. Kucnęłam przy niej i otarłam buzię, którą miała brudną od loda. Była taka słodka. Kiedyś też będę chciała mieć taką malutką córeczkę, ale jeszcze nie czas. Mała powiedziała mi swoim dziecięcym głosikiem: Dziękuję.-Nie ma za co skarbie.- odpowiedziałam.
Usiadłam z powrotem na blat z boku i czekałam, aż Harry obsłuży klientkę. Klientka wyszła.
S: Harry, ja chcę mieć taką córeczkę!
H: Nie ma sprawy, kiedy?- pokiwał zabawnie brwiami.
S: Nie teraz głupku.
H: Ja też, będzie mieć urodę po mamusi, a intelekt po tatusiu.
S: (Wybuchłam śmiechem) Harry nie żartuj tak więcej bo nie wytrzymam.
H: Dziękuję Ci bardzo skarbie.-powiedział z ironią.
S: Kochanie nie fochaj się już.- zaczął delikatnie muskać moją szyję i wkładał ręce pod moją koszulkę.
- Harry nie teraz, jesteśmy w sklepie, a poza tym ja się zbieram muszę zrobić pyszną kolację dla mojego Skarba. Może wynagrodzę Ci to w nocy kochanie.
H: Z tym skarbem i tym ostatnim to mnie przekonałaś. To leć już.
S: Idę pa. Przyjdź około 18.- dałam mu soczystego buziaka w usta i wyszłam.-pokiwał mi jeszcze przez szybę. Zaszłam do domu, zdjęłam buty i zaczęłam sprzątać w salonie i jadalni. Gdy posprzątałam, udekorowałam stół, na którym potem położyłam ugotowaną przeze mnie kolację.Ubrałam ten zestaw, poprawiłam makijaż i zeszłam na dół. Wyciągnęłam wino i kieliszki, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć, jak otworzyłam drzwi nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. W drzwiach stała moja matka. Nigdy się mną nie interesowała, a teraz po co przyszła?
M: Cześć Susan.- chciała mnie przytulić, ale się odsunęłam.
S: Wynoś.się.stąd!- krzyknęłam przez zaciśnięte zęby.
M: Jak śmiesz się tak do mnie odzywać!- wparowała do salonu, lekko mnie szturchając.
S: Czy ty nie rozumiesz, że ja nie chcę mieć z tobą nic, a nic wspólnego!
M: Ale ja chcę Cię przeprosić.
S: Za co?! Za to, że przez te 2 lata, miałaś mnie głęboko w dupie?! Nie interesowałaś się mną w ogóle!
M: To ja pracuję dla Ciebie całymi dniami i nocami, żeby wysyłać Ci pieniądze, a tak mi się odwdzięczasz?
S: Myślisz, że te twoje pieprzone pieniądze załatwią sprawę?! Grubo się myliłaś! Wynoś się stąd suko!
M: O nie Susan teraz to przesadziłaś!- chciała mnie uderzyć, ale się powstrzymała.- Nie myśl, że z tobą skończę, masz to spłacić, bo skończy się to dla ciebie źle! - rzuciła mi jakąś kartkę i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Trzęsącymi rękoma otworzyłam kartkę, opadłam na kolana. Wyrzuciłam kartkę do śmietnika i wzięłam butelkę wina ze stołu. Poszłam do sypialni i usiadłam w kącie. Otworzyłam butelkę i wypiłam połowę zawartości za jednym razem. Piłam patrząc się przed siebie, łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach.
Wypiłam całą zawartość butelki i spojrzałam na zegarek, 18:00, wydaje mi się, że ktoś dzwoni do drzwi, Nie... Kto miałby do mnie przyjść? Nikt mnie nie kocha nikt...
***Z perspektywy Harry'ego***
Przyszedłem z pracy do domu. Chłopaki jak zwykle nic nie robili. Poszedłem do kuchni, napiłem się soku i usiadłem w salonie, koło Louisa i Emi, która u nas była. Leciał jakiś badziewny film, więc postanowiłem iść już na górę się szykować, bo dochodziłam 17, a na 18 idę do Sus. Założyłem koszulę i rurki psiknąłem się perfumami, zabrałem róże i zszedłem na dół.
Lo: Gdzie się wybierasz?
H: Idę do Sus.
Li: O której przyjdziesz?
H: Nie wiem.
Z: Przyjdziesz w ogóle na noc?
H: Chłopaki! Przesłuchanie?!
Z: Tak.
H: To skończcie.
Li: Dobra, dobra.
N: Ej Harry!
H: Co?
N: Jak będziesz wracał to możesz mi kupić żelki. :D
H: Okey, ale Niallerku raczej wrócę rano.
N: Dobra.
H: Idę pa!
Ch i Emi: Pa!
Wsiadłem w samochód i podjechałem pod dom Susan. Zapukałem, ale nikt mi nie otworzył. Zacząłem się martwić, bo gdzie o tej godzinie miałaby pójść.Zapukałem jeszcze raz, i znowu nic. Nacisnąłem klamkę..., na szczęście otwarte. Sprawdzałem pokoje w nerwach. W końcu wszedłem do sypialni, w której siedziała, a obok niej pusta butelka po winie. Szybko podbiegłem do niej, wziąłem na ręce, a ona wciąż mówiła , że nikt jej nie kocha.                                                  
H: Spokojnie kochanie.
S: Kim jesteś? Nikt mnie nie kocha dlaczego?
H: Ja Cię kocham skarbeńku.
S: Nie kłam!
H: Nie kłamie, kocham Cię najbardziej na świecie.
S: Nie... nie możliwe...
H: Możliwe kotku...Kocham Cię.
Wziąłem ją na ręce, rozebrałem do bielizny, ściągnąłem z siebie koszulę i ubrałem w nią Susan. Położyłem się z nią na łóżku. Zasnęła, a ja zaraz po niej.Około 8 obudziłem się. Leżałem i czekałem, aż się obudzi. Po 10 minutach zaczęła się wiercić i coś krzyczeć przez sen.
H: Susan kotku spokojnie.
S: Nie! Zostawcie mnie!
H: Kochanie obudź się!
S: Co...co się stało?
H: Coś Ci się przyśniło skarbie, a teraz chodź zrobię Ci śniadanie.- wstaliśmy i poszliśmy do kuchni.
S: Ohhh moja głowa!
H: Wypiłaś wczoraj całe wino, dlaczego?
S: P...p...przyszła moja matka i...
H: Kochanie nie płacz. Co się stało? - wskazała palcem na kosz na śmieci.Podszedłem do niego i wyciągnąłem jakąś kartkę, przeczytałem i przytuliłem moją dziewczynę.
H: Kochanie co to jest?
S: Moja matka kazała mi to spłacić, bo inaczej coś mi zrobi...Harry boję się.
H: Skarbie nic się nie bój spłacimy to, a tobie nic się nie stanie.
S: Nie ja nie mam tyle pieniędzy.
H: Ja Ci je dam.
S: Nie nie nie! Nie szukają nikogo u Ciebie?
H: Zapytam. A teraz już się nie przejmuj :)
S: Kocham Cię.
H: Ja ciebie też.
***Z perspektywy Susan***
Zrobiliśmy z Hazzą śniadanie, zjedliśmy je. Gdy skończyliśmy zmywać po śniadaniu i wczorajszej nie zjedzonej kolacji podszedł do mnie i posadził na blacie.Zdjął ze mnie swoją koszulę, przez co zostałam w samej bieliźnie. Zaczął całować mnie po szyi, a ja jęknęłam, gdy przygryzł mi skórę.
S: Kochanie przenieśmy się do sypialni.-wymruczałam mu do ucha. Oplotłam mu nogi wokół bioder i zaniósł nas do sypialni. Ostrożnie położył mnie na łóżku. Zdejmował ze mnie moją ulubioną, czarną bieliznę.
H: Kochanie jakie ty masz ciało!- powiedział i zdjął z siebie spodnie i bokserki. Położył się na mnie i zaczął całować od policzka, po szyję. Następnie zjechał na brzuch, kreślił na nim ślady językiem. Przejechał palcami po mojej kobiecości. Jęknęłam. Włożył mi tam palec. Jęknęłam tym razem głośniej, oddech mi przyśpieszył, a w brzuchu poczułam motylki. Zaczął poruszać we mnie tym razem 3 palcami.
S: Harry! A! Zaraz dojdę!
H: Nie poczekaj!- wyjął ze mnie palce i wytarł w chusteczkę.- Dojdziemy razem.
S: Masz prezerwatywy?
H: Nie, ale spokojnie nie zajdziesz w ciąże.
S: Na pewno?
H: Postaram się, żeby nie doszło do tego kotku.- wszedł we mnie.Krzyknęłam.
S: O Boże! Aa!
H: Coś się stało? Kotku?
S: Nie! Nie przestawaj!- poruszał się we mnie szybko. Nasze oddechy były nie równe. Jęczałam pod nim.
S: Jezu Harry dochodzę!
H: Poczekaj dojdziemy razem!
S: Ale już nie mogę!
H: Teraz!- krzyknęłam imię mojego chłopaka, a on moje.-Skarbie jesteś taka wąska. Ale za to perfekcyjna. Kocham Cię. - pocałował mnie.
S: Ty też.
Poleżeliśmy 30minut i poszliśmy wziąć wspólny prysznic. Umyliśmy się i poszliśmy do salonu. Włączyliśmy jakiś serial i zaczęliśmy oglądać.
H: Kochanie chcesz kawy?
S: Ja zrobię skarbie.
H: Dobrze.- poszłam do kuchni zrobić kawę. Wzięłam jeszcze jakieś ciastka i zaniosłam do salonu.
S: Później trzeba iść do sklepu, kupić coś na obiad.
H: Dobra, co ugotujemy?
S: Spaghetti?
H: Tak tak tak tak tak! :D
S: Hahha głupek!
H: Twój głupek!- pocałował mnie.
Wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastka i poszliśmy na zakupy do marketu. Braliśmy potrzebne rzeczy z półek.
S: Jeszcze muszę iść po mydło i ...tampony.- szepnęłam i zarumieniłam się.
H: Nie masz się czego wstydzić kochanie to normalne.- pocałował mnie w policzek.
Poszliśmy i wzięłam to co potrzebowałam. Zabrałam jeszcze tabletki rozkurczowe.
H: Po co Ci tabletki?
S: Jak mam okres strasznie boli mnie brzuch i teraz też mnie boli.
H: Czyli się spisałem.- mruknął mi do ucha.
S: Można tak powiedzieć. :P
H: Weźmiemy jeszcze prezerwatywy co kotku? - poruszał zabawnie brwiami.
S: Tak Styles.- zachichotałam.
H: A! Jeszcze muszę wziąć Niallowi żelki, obiecałem, że mu kupię jak będę wracał do domu.
S: To bierz i idziemy.
Byliśmy już przy kasie, gdy spotkaliśmy Lou i Emi.
S: Emi!
E: Sus!-przytuliłyśmy się.
H: Lou!- przedrzeźniali nas.
Lo: Harriet!
S: Hahaha nie śmieszne.
E: Nie przedrzeźniać nas dzieciaki.
H: My nie jesteśmy dzieciakami!
S: Nie Harriet wcale.
H: Ja nie jestem Harriet! Kochanie jak śmiesz tak na mnie mówić?!
S: Styles spokojnie. - stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.
Lo: A to co?- wyjął z naszego koszyka prezerwatywy.
S: Gumki?- zarumieniłam się.
Lo: Tyle widzę, ale...
E: Lou zostaw ich już, mają prawo.
Lo: Dobra kotek, ale ja nie chcę zostać jeszcze wujkiem, zrozumiano?
H i S: Oczywiście! :D
S: To my już idziemy bo się z obiadem nie wyrobimy.
Lo: Przyjdźcie razem dzisiaj do nas Styles.
H: Zobaczymy.Pa.
S: Narazie.- dałam buziaka w policzek Emi.
E: Papa.-też dała mi buziaka.
Poszliśmy do kasy, chciałam zapłacić, ale Harry mnie uprzedził.
S: Styles nie wkurzaj mnie.
H: Cichutko myszko.- posłał mi całusa.
S: Zabije Cię kiedyś.
Wyszliśmy ze sklepu, szliśmy wolno chodnikiem trzymając się za ręce i rozmawiając.
_________________________________________________________________________________
Taki trochę dłuższy napisałam, przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale nie miałam czasu.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
I JAK WAM SIĘ PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA?
7komentarzy=next

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 4.

Lo: Nie jesteście tu sami gołąbeczki!
E: Lou daj im spokój niech się sobą nacieszą gołąbki.
Z: No to my już może pójdziemy co? Zostawimy was samych.
S: Nie! Zostańcie i tak nie mamy żadnych planów prawda skarbie?
H: Chłopaki no zostańcie.
N: Dobra dobra, ale Sus masz jakieś jedzenie głodny jestem. - wyszczerzył się.
S: Zrobimy razem obiad co? Już 11 pójdziemy z Emily do sklepu i coś przygotujemy.
E: To dalej Sus ubieraj buty!
S: Chłopaki tylko mi domu nie roznieście! Kochanie pilnujesz ich.- wskazałam na Harry'ego i cmoknęłam go w usta.
Wyszłyśmy z domu kierując się do pobliskiego marketu. Po drodze cały czas rozmawiałyśmy.
Weszłyśmy do sklepu i zaczęłyśmy zbierać potrzebne produkty do zrobienia obiadu postanowiłyśmy zrobić tortille i babke cytrynową, wzięłyśmy jeszcze jakieś słodycze, soki i chipsy ,podeszłyśmy do kasy, zapłaciłyśmy i wróciłyśmy do domu. Cała droga znowu minęła nam na rozmowie. Otworzyłyśmy drzwi, a chłopcy podbiegli do nas i odebrali siatki, tylko Harry stał w framudze drzwi i patrzył na mnie z miną zabójcy.
S: Emi pójdziesz pomóc chłopakom rozpakować siatki?- pokazałam kątem oka na Harry'ego. Kiwnęła glową i poszła.
S: Coś się stało?
H: Kochanie, dlaczego nosisz te ciężkie siatki, przecież masz chorą rękę i nie powinnaś się przemęczać, masz silne leki przeciwbólowe, bardzo dobrze o tym wiesz. Mogłaś powiedzieć to poszedłbym z wami, albo podjechalibyśmy samochodem.
S: No przepraszam skarbie, nie wiedziałam, że tyle nakupimy.
H: No dobrze nie umiem się na Ciebie gniewać myszko.- przytulił mnie i pocałował w czoło.
Uśmiechnął się, gdy spojrzał na moją szyję.
S: Co się tak uśmiechasz?
H: Widzę, że zrobiłem Ci malinkę skarbie.
S: Yhh... Idę się przebrać w coś wygodniejszego i zaraz będziemy robić obiad.
H: Pomogę Ci. :D
S: Chodź.
S: Idziemy na chwilę na górę. Poradzicie sobie?
Chłopcy i Em: Tak jest! :D
Poszliśmy na górę. Wyciągnęłam zestaw (bez torebki) z szafy, wyminęłam Harry'ego, który stał za mną.
Weszłam do łazienki, a za chwilę pojawił się w niej Harry.
S: Harry, możesz wyjść wstydzę się.
H: Kochanie nie masz się czego wstydzić.
S: Yhh no dobrze.
Rozebrałam się do bielizny. Oczywiście nie obyło się bez komentarza Harry'ego.
H: Koronka mmm... Musisz być taka pociągająca?
S: Loczuś na seks możesz liczyć dopiero po dłuższej znajomości.
H: Kochanie jak ja Ci zrobię dobrze to nie usiądziesz przez tydzień.
S: Yhh Hazza!- pisnęłam.
H: No co?! Prawdę mówię mała.
S: Pomożesz mi założyć bluzkę?
H: Podaj.
Harry założył mi bluzkę i postanowił założyć też spódniczkę. Chociaż wiedziałam, że była to wymówka, żeby dotykać mój tyłek. Ojj Harry.
Zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy jak chłopcy rzucali się żelkami.
S: I niech jeszcze raz Louis mi powie, że nie jest dzieckiem.- zaśmiałam się i obróciłam się do Harry'ego, ale zobaczyłam, że jego już nie ma. Rzucał się z nimi żelkami. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Louisa i Emi, którzy się całują. Gdy mnie zobaczyli od razu się od siebie oderwali.
S: Czy ja o czymś nie wiem? :D
Lo: Bo wiesz Sus, jesteśmy razem.
S: :D! Od kiedy?!- przytuliłam ich.
E: Od jakichś 2 minut.
S: Ojj jak słodkoo. :) - Chłopaki chodźcie!- chłopcy od razu przybiegli.
Lo: Chcielibyśmy wam powiedzieć, że jestem z Emi.
Ch: Gratulacje!
E: Dziękujemy.
S: Siadajcie, zaraz podam obiad. :)
Jadalnia Sus.
H: Nie nie skarbie, ty usiądź, a ja zrobie. Masz ręke w gipsie.
S: Harry nie jestem kaleką.
H: NIe dyskutuj.- wstał i mnie pocałował.
Z: Jakie to słodkie. fuu...
N: Cicho siedź.
Li: Chłopcy pogadamy jak wy będziecie mieć dziewczyny.
Wyszło w końcu na to, że Harry podał do stołu. Zjedliśmy obiad, później deser i postanowiliśy obejrzeć
film. Wybraliśmy jakąś komedie. Położyłam się z, a raczej na Harry'm na fotelu, chwile się wierciłam, w
końcu ułożyłam się wygodnie na jego torsie, a reszta na kanapie i drugim fotelu. Po obejrzeniu filmu, wszyscy zaczęli zbierać się do domu.
Tak leżeli Harry i Susan.
Został tylko jeszcze Harry.
H: Kochanie muszę już iść. Chłopaki będą się martwić.
S: Musisz?
H: Muszę, jutro idę do pracy.
S: Przyjdę do ciebie.
H: Dobrze.
Wstaliśmy, Harry ubrał buty. Wyszliśm przed drzwi. Patrzeliśmy sobie w oczy, pocałowaliśmy się długo i namiętnie.Powiedział krótkie ,,Dobranoc Kochanie'', ja odpowiedziałam ,,Papa Mój Loczku''-uśmiechnął się. Cmoknął mnie w czoło i poszedł do samochodu.
_________________________________________________________________________________
To jest chyba mój najgorszy rozdział. Przepraszam Was, ale nie mam weny. :P
6 Komentarzy = Next ;))

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 3.

HEJ NA POCZĄTKU CHCIAŁABYM WAM PODZIĘKOWAĆ ZA TYLE WEJŚĆ I PARĘ TYCH KOMENTARZY. TO BARDZO MIŁE :)

TEN ROZDZIAŁ BĘDZIE KRÓTKI, JAK JUTRO BĘDĘ MIAŁA CZAS TO DODAM NASTĘPNY.
_________________________________________________________________________________

H: Czy ty musisz wyglądać tak seksi?
S: Harry przestań, zawstydzasz mnie. - mruknął coś pod nosem niezrozumiale. - Dobranoc skarbie. - powiedziałam i zasnęłam.
O 10:00 obudził mnie dzwonek do drzwi. Z niechęcią wstałam i poszłam otworzyć drzwi. Za drzwiami zobaczyłam Louisa, Emily i resztę chłopaków. Naciągnęłam koszulkę Harry'ego na uda i zalałam się czerwinią na policzkach. Chłopcy zaśmiali się, gdy zobaczyli moją minę.
Z: Uuu była ostra noc...
S: Wcale nie.
N: To dlaczego masz bluzkę Hazzy na sobie?
S: Pożyczyłam, kocham spać w takich bluzkach. :D
E: Dobra nie męczcie jej.- wtedy w przedpokoju pojawił się zaspany Harry.
H: Kochanie kto to?- spytał przecierając oczy i jęcząc.
Li: Kochanie?!
S: No bo my tak jakby chodzimy ze sobą. :)
E: Oooo moja Sus ma chłopaka!!!- rzuciła mi się na szyję.
S: Emi nie krzycz tak.-zaśmiałam się.-Wejdźcie do środka.
Wszyscy weszliśmy do salonu.
S: Idę się ubrać, kochanie zrób coś do picia.
E: Idę z tobą.
H: Okey. Co chcecie?
                               ***Z perspektywy Harry'ego***
Mój kotek poszedł na górę z Emily, a ja poszedłem do kuchni po szklanki i sok. Wróciłem z powrotem do salonu i usiadłem na fotelu. Chłopcy zaczęli mnie wypytywać.
Z: I jak noc?
H: W porządku wyspałem się. :D
N: Baranie nie o to chodzi.
Lo: Coś między Wami zaszło?
Li: Mam nadzieję, że się zabezpieczaliście?
H: Chłopaki przestańcie! Nic między nami nie zaszło!
Z: No dobra nie bulwersuj się tak. Jesteśmy przyjaciółmi chcieliśmy się tylko dowiedzieć.
H: Dobra dobra. :P
***Z perspektywy Susan***
Poszłyśmy z Emi do sypialni. Stanęłam przed szafą, natomiast Emily usiadła na moim łóżku. Zaczęłam grzebać w szafie, żeby znaleźć jakieś ciuchy. O dziwo szybko wybrałam ten zestaw bez torebki, poszłam do łazienki się ubrać. Wyszłam po 10 minutach, ponieważ nie mogłam przez ten gips założyć sukienki.
Weszłam do pokoju i zabrałam telefon.
S: Idziemy?
E: Chciałam z tobą pogadać. :D
S: O czym?
E: Nie o czym tylko o kim. O tobie i Harry'm jak to z Wami jest? Spaliście już ze sobą? Doszło do czegoś?
S: Jak miało do czegoś dojść jak mam rękę w gipsie?
E: Są inne spo...
S: Emi przestań nic nie robiliśmy.
Emi tylko się uśmiechnęła. WYszłyśmy z pokoju i zobaczyłyśmy chłopaków drących się w nieboglosy. Rzucali się poduszkami.
S: Jak dzieci...
Lo: Harry twoja dziewczyna nas obraża!
S: Louis'ku spokojnie bez nerwów.:P
Harry do mnie podszedł, a Emily poszłą do chłopaków na kanape i zaczeli oglądać jakiś film.
H: Noo noo kochanie pięknie wyglądasz.
S: Dziękuje skarbie.
Harry zostawiał pocałunki na mojej szyi, a ja zapomniałam o obecności chłopaków w salonie.
Gdy Hazza przygryzł moją skórę na szyi jęknęłam, a wszystkie oczy zostały skierowane w naszą stronę.
_________________________________________________________________________________
Jak są jakieś błędy to przepraszam za nie. 5 komentarzy = next. :))

Rozdział 2.

Przy tej piosence powstał rozdział: WŁĄCZ
Znowu patrzyliśmy sobie w oczy, przybliżyliśmy się do siebie, gdy...
_________________________________________________________________________________

Gdy ktoś na mnie wpadł. Upadłam na podłogę, uderzając głową o parkiet. Zakręciło mi się w głowie i chyba zemdlałam, bo nic więcej nie pamiętam.
                                                     *** Z perspektywy Harry'ego***
Już prawie byśmy się pocałowali, gdyby nie ten koleś, który na nas wpadł. Ale nie to jest teraz najważniejsze. Moja... To znaczy Susan upadła z wielkim hukiem na podłogę. Szybko kucnąłem obok niej i podnisłem ją. Cały czas miała zamknięte oczy.
H: Susan! Susan! Otwórz oczka proszę.
E: Jezu! Co jej się stało?!
H: Jakiś dupek ją popchnął. CHodź musimy jechać do szpitala, może ma coś złamane.
E:Szybko, ale czym masz samochód?
H: Lou! Szybko jedziemy do szpitala.
Louis szybko popędził do samochodu wsiadłem z Susan na rękach na tylne siedzenie, a Emily usiadła koło Louisa z przodu. Louis jechał bardzo szybko, a ponieważ jest już późna godzina nie było zbędnych korków.
Boże biedna Susan, dopiero co rozpoczęły się wakacje, a ona już będzie w szpitalu. Zaopiekuję się nią najlepiej jak mogę. Wiem, że dopiero co się poznaliśmy, ale mnie to nie przeszkadza, bo bardzo mi na niej zależy, chcę ją dobrze poznać. Jaka ona jest piękna. 
S: Ha...Harry?
H: Susan kotku coś Cie boli? Zaraz będziemy w szpitalu.
S: Strasznie boli mnie ręka i trochę głowa. Ale nie musimy jechać do szpitala, wszysko jest w porządku.
H: Pokaż tą rękę. - złapałem ją za łokieć i próbowałem lekko ruszyć ręką, ale od razu pisnęła.
S: Ał! Harry to boli!
H: Widzisz, dlatego musimy jechać do szpitala.
S: Ohh no dobra już. - Usiadła na moich kolanach i wtuliła się w moją szyję. Dojeżdżaliśmy do szpitala. Wysiadłem i wziąłem Susan na ręce i zaniosłem do środka. Podszedłem z Susan do jakiejś pielęgniarki.
H: Dzień dobry poprosiłbym doktora. 
Pielęgniarka: A co się stało? Już wołam.
H: Najprawdopodobniej złamana ręka.
Pielęgniarka wyciągnęła ze swojego fartucha komórkę, nadusiła jakiś numer i zadzwoniła. Po chwili przyszedł chirurg i wskazał na drzwi do jakiegoś gabinetu. Weszliśmy i położyłem Susan na kozetkę. Stanąłem obok, ale lekarz mnie wyprosił. Ygh...
E: I coo?
H: Narazie kazał mi wyjść.
L: Stary wszystko będzie w porządku. Mogę Cię na słówko?
Odeszliśmy kawałek. Louis przytulił mnie, a ja zdezorientowany spytałem.
H: Co się stało?
L: Widać, że się w niej zakochałeś, nawet Emi to zauważyła.
H: No może...
L: Nie może stary tylko tak widać to!
H: No dobra prawda, a teraz chodź zaraz Emily będzie się niecierpliwić.
L: Dobra.
Po 5 minutach z gabinetu wyszedł lekarz z Sus. Miała rękę w gipsie. Miała smutną minę, aż zachciało mi się płakać, a to u mnie rzadko się zdarza. Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Oplotłem ją rękami i pogłaskałem po głowie.

                                                          *** Z perspektywy Susan***
Że też taki początek wakacji musiał spotkać mnie, a zapowiadało się tak fajnie. Ręka strasznie mnie bolała S: Louis zawiózł byś mnie do domu? :) 
L: Tak mała chodźćcie.
Wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do samochodu. Do mojego domu jest jakieś 10-15 minut drogi. Przytuliłam się do Harry'ego i oparłam głowę na jego torsie. Nachylił się nade mną i przytulił.
H: Nawet nie wiesz jak się martwiłem.-szepnął.
S: Na prawdę?-spytałam równie cicho.
H: Na prawdę, jesteś dla mnie bardzo ważna.
S: Dla mnie też jesteś ważny.Ał.
H: Boli mocno ręka?
S: Już mniej. Harry?
H: Hmm?
S: Zostaniesz u mnie?
H: Jeśli chcesz to oczywiście.-pocałował mnie w głowę.
S: Jasne, że chcę-szepnęłam tak, żebym tylko ja mogła usłyszeć.
Zajechaliśmy do domu, wysiadłam i otworzyłam drzwi od domu. 
S: Chodźcie do środka.
L: Nie ja muszę jechać do chłopaków. Harry jedziesz czy zostajesz? :)
S: Harry zostaje ze mną :D Emi ty też?
E: Nie ja będę się zbierać jestem zmęczona. :) Papa
L: Podwieźć Cię?
E: Okey :)
I odjechali. Weszliśmy z Harry'm do salonu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy się poznawać. Harry okazał się być taki jak myślałam opiekuńczy i słodki.
S: Chcesz coś do picia?
H: Oj nie kochana, ja zrobię picie, a ty idź się przebierz.
S: A co nie łądnie wyglądam? :D
H: Pięknie, ale pewnie Ci nie wygodnie co?
S: No nie zbyt :P
H: No to zmykaj na górę, a ja zrobię coś do jedzenia i picia co?
S: Dobrze :)
Pobiegłam na góre się przebrać się w coś wygodnego i zeszłam na dół do Harry'ego. Zobaczyłam jak siedzi na kanapie z rękami opartymi o kolana. Myślał nad czymś intensywnie. Podeszłam do niego i kucnęłam przy nim. 
S: Harry? Coś się stało?
H: Nie...to znaczy...Tak. 
S: Powiesz mi co się stało?
H: Nie wiem czy mogę boję się, że Cię strace, a jesteś na prawdę wyjątkowa.
S: Nie stracisz mnie obiecuję, a teraz mów co się dzieje.-złapałam go za ręke.
H: Bo ja...ja się...zakochałem w Tobie.Susan Kocham Cię-poczułam motylki w dole brzucha.Też go kocham...-Tak wiem wszystko zepsułem już pójdę.
S: Nie! Harry stój.- obrócił się, a ja wpiłam się w jego usta.-Ja też Cię Kocham!- uśmiechnął się promiennie.
H: W takim razie Susan Leight czy zechcesz być moją dziewczyną?
S: Nie wiem...-posmutniał. Żartuje, no oczywiście, że tak! - pocałowałam go w czybek nosa, na co zareagował chichotem.
H: Co robimy?
S: Jestem padnięta idziemy spać?
H: Razem w jednym łóżku?
S: Tak kochanie.
H: To chodź skarbie.- wziął mnie na ręce jak panne młodą i zaniósł do pokoju. Postawił mnie przed szafą. Harry zdjął spodnie i bluzkę i położył się do łóżka, gdy ja stałam przed szafą postanowiłąm wziąć mu koszulkę. Cały czas mnie obserwował. 
S: Harry!
H: Co?!
S: Przestań się tak na mnie gapić.
H: To nie moja wina, że jesteś taka seksowna.
S:Ugh...-poszłam do łazienki.
Przebrałam się i wyszłam z łazienki. Harry już słodko spał. Spojrzałam na zegarek... O Boże już 4 w nocy. Położyłam się obok Harry'ego. Przyciągnął mnie do siebie i szepnął...
_________________________________________________________________________________

Proszę o komentowanie, bo nie wiem czy się nadaję do pisania. :) 

Kolejna część pojawi się, gdy będą conajmniej 2 komentarze. :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 1.

 Już dzisiaj ostatni dzień szkoły, jak długo czekałam na ten dzień. Mam tyle planów, które mam nadzieje wypalą. Mam zamiar spędzić te wakacje na dobrej zabawie z przyjaciółką. 
  Równo o godzinie 06:30 zadzwonił mój budzik. Podniosłam się z łóżka jak poparzona.Po drodze do łazienki zgarnełam potrzebne rzeczy i ubrania po czym wparowałam do niej trzaskając drzwiami. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy moim ulubionym malinowym szamponem. Wyszłam z łazienki o 7:00. Nałożyłam delikatny makijaż i czekałam na moją przyjaciółkę jedząc śniadanie. Włączyłam radio i pakowałam potrzebne rzeczy do małej torebeczki. Po 5 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, krzyjnęłam krótkie ,,Proszę'' i zapięłam torebkę. Przyjaciółka weszła do środka, gdy zakładałam baletki. Przywitałyśmy się i wyszłyśmy z domu. Do szkoły mamy jakieś 15 minut drogi, czyli zdążymy na czas.
Emily (przyjaciółka Susan): No to gdzie wybieramy się na początek wakacji?-spytała podekscytowana.
Susan: Może pójdziemy do MONSTER?- odpowiedziałam.
E: Widzę, że chcesz poderwać jakieś ciacho!- powiedziała z bananem na twarzy.
S:Skąd to wiesz?!-zaśmiałam się.
E:Bo zawsze, gdy chodzimy do MONSTER kogoś poderwiesz!
S:No może i tak, ale tym razem chcę znależć chłopaka, takiego prawdziwego.
E:Uuu moja Susan chce się ustatkować? 
S:Dokładnie i mam nadzieje, że tak się stanie.
E:Będe trzymać kciuki jak kogoś wyrwiesz.
S:Dzięki, a Leon idzie z nami?
E:Nie wyjeżdża z chłopakami na jakiś obóz jutro rano.
S:Czyli sobie poszalejemy!
E:No będzie impreza na całego! A teraz chodź bo zaraz się spóźnimy!
Doszłyśmy w niecałe 5 minut. Weszłyśmy na sale, w której za chwile ma odbyć się uroczyste zakończenie roku. 
 Po niecałych 2 godzinach przynudzania dyrektora szłyśmy z Emily do domów. Przebrałam się i wyszłam w stronę CH, gdzie miałyśmy się spotkać. Gdy doszłam na miejsce Emily już czekała. Od razu poszłyśmy do naszego ulubionego sklepu. Wybrałam ten zestaw i poszłyśmy do następnego sklepu, w którym Emily wybrała swój zestaw na impreze. Następnie poszłyśmy do drogerii po kosmetyki. Wyszłyśmy z CH po jakichś 3 godzinach. Poszłyśmy do Milkshake City i omówiłyśmy wszystkie szczegóły odnośnie dzisiejszego wieczoru. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy w strone swoich domów. Po drodze postanowiłam wejść jeszcze do mojej ulubionej piekarni po jakieś ciastko. Podeszłam do sprzedającego, którego widziałam tu po raz pierwszy. Wysoki brunet z uroczymi loczkami i pięknymi zielonymi tęczówkami obdarzył mnie słodkim uśmiechem. Postanowiłam z nim pogadać. 
S: Hej jestem Susan.-posłałam mu uśmiech.
H: Harry miło mi.-ohh te dołeczki.
S: Jak długo tutaj pracujesz? Jestem tutaj codziennie i jakoś nigdy Cię nie widziałam.
H: Od dzisiaj. W sumie jesteś moją pierwszą klientką i mam nadzieję, że jutro znowu się spotkamy. 
S: Ja też bo wydajesz się bardzo miły.
H: W takim razie co Ci podać piękna?
S: A co mi polecasz?- uśmiechnęłam się słodko.
H: Ciastko francuskie.
S: W takim razie poproszę :).
Harry poszedł po moje ciastko a ja przyglądałam się jego ruchom. Czy to możliwe, że zakochałam się w Harry'm? Ale tak szybko? Może to miłość od pierwszego wejrzenia? Susan ty idiotko przecież takie coś nie istnieje. Moje rozmyślenia przerwał Harry, który podał moje zamówienie. 
H: Proszę. Zamówienie dla pięknej Susan. 2 funty poproszę :)
S: Dziękuję. Słodki jesteś. :)
H: Miło mi. Do zobaczenia?
S: Do jutra Harry. :)
Weszłam do domu po drodze zjadłam moje ciastko. Spojrzałam Na zegarek... O Matko już 17 muszę się zacząć szykować. Weszłam do łazienki, wyprostowałam włosy, ubrałam mój zestaw, umalowałam się i wyszłam z łazienki o 18:30. Gdy spakowałam torebkę zadzwonił dzwonek do drzwi. Ubrałam buty i otworzyłam drzwi. Ruszyłyśmy z Emily bo to ona stała pod drzwiami do MONSTER. Po 20 minutach już siedziałyśmy przy barze. Piłyśmy swoje zamówione drinki i rozmawiałyśmy, gdy podeszła do nas grupka chłopaków.
H: Hej dziewczyny jak się nazywa... Susan? :D
S: O! Cześć Harry!
H: Co tutaj robisz?
S: Świętujemy z E... Emily?
H: Tańczy z Niallem.
S: No faktycznie no więc świętujemy zakończenie roku.
H: Zatańczysz? Kocham wolne kawałki.
S: Z chęcią.
Wyszliśmy na środek parkietu. Położyłam ręce na jego szyji, a Harry oplótł swoje ręce na mojej talii. Kołysaliśmy się w rytm piosenki patrząc sobie w oczy. Położyłam głowę na tors Harrego i wsłuchiwałam się w rytm jego serca, gdy podniósł mój podbródek dwoma palcami. Znowu patrzyliśmy sobie w oczy, przybliżyliśmy się do siebie, gdy...
________________________________________________________________________________
Tak wiem, że nie najlepszy był ten rozdział, ale starałam się napisać jak najlepszy. Proszę o komentowanie, bardzo mi na tym zależy :)