środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 46. (OSTATNI)

PRZEPRASZAM, ŻE DOPIERO DODAJĘ, ALE NIE MIAŁAM CZASU! :c 
***kilka lat później***
-Jak je nazwiemy? - spytałem Susan, gdy dowiedziałem się, że za 7 miesięcy po raz 3 zostanę ojcem. 
-Mamy już Darcy, Louisa no to może dziewczynka Angela, a jak będzie chłopczyk to... Josh. Co ty na to? - spytała z entuzjazmem.
-No fajne imiona. - powiedziałem i zacząłem prowadzić ją na dół, gdzie siedziała 7 - letnia Darcy i 2 - letni Louis.
-Chcieliśmy Ci coś powiedzieć Darcy. - zaczęła moja żona. 
-Będziesz miała kolejnego brata albo siostrę. - dokończyłem i spojrzałem na moją ukochaną. Tak jak ja bała się reakcji naszej córki, która ma charakter Susan, czyli niezdecydowany. Raz coś jej się podoba, a raz nie. Ta wstała z kanapy i przytuliła nas.
-Ojejku, ale się cieszę! - ulżyło mi.
-No to może uczcimy te wiadomość wypadem na plac zabaw?
-Tak! Tak! Tak! - Darcy była zachwycona.
-No to leć na górę się ubrać skarbie. 
-Pomożesz mi uszykować Louisa? 
-No jasne. Chodź. - wziąłem naszego synka na ręce i zaniosłem do pokoju. Przebraliśmy go w czerwone szorty, białą bluzkę w paski i białe trampki. Oczywiście te ciuszki dostał od wujka Louisa, a jakby inaczej. Haha.

                             ***

-Darcy kochanie uważaj na Louiska dobrze? 
-Tak mamusiu - pobiegli do piaskownicy, a ja i Harry usiedliśmy na jednej z ławek. Usiadłam na kolanach swojego męża. Siedzieliśmy rozkoszując się spokojem i ciszą, co jakiś czas spoglądając na nasze dzieci.
-Harry? - obrócił głowę w moją stronę.
-Myślałeś kiedyś co byś teraz robił, gdybyś mnie nie poznał i za mnie nie wyszedł?
-Szukałbym Cię. - pocałował mnie.
-Jej, ale Ty jesteś słodki. Kocham Cię. - wzruszyłam się.
-Hormony buzują co? - zaśmiał się.
-Jak oszalałe. - również się zaśmiałam.
Spojrzałam w stronę dzieci. Śmiały się i rzucały piaskiem. No cóż dzisiaj im na to pozwolę. Usłyszałam dźwięk telefonu. Odebrałam. Dzwoniła Emily.
-Cześć kochana, jak po wakacjach? 
-Wspaniale! Opowiem Ci wszystko jak się odwrócisz. - zdziwiłam się. Odwróciłam się, a za chwilę również Harry. Zastałam widok Louisa i Emily. Wstałam i zaczęłam iść w ich stronę. Najpierw przywitałam się z Em. Później wtuliłam się w Lou. On wziął mnie na ręce i obrócił dookoła. Debil jeden. Haha.
-Bez obrazy słońce, ale chyba Ci się przytyło. - zaśmiał się.
-Bo jestem w ciąży. - cmoknęłam swojego męża w usta. 
-Serio?! Ja też! - przytuliłyśmy się. 
-No to gratulacje stary! - krzyknęli równo Hazz i Lou. 
-No to działo się trochę co? - poruszałam brwiami. 
-No, a co myślałaś? - śmiałyśmy się. 
-Wujek! - przybiegła uradowana Darcy i wskoczyła Lou na ręce. 
-Cześć księżniczko - cmoknął ją w głowę. 
-Wujku muszę Ci coś powiedzieć. - szeptała mu coś na ucho. 
-Hahaha nie kochanie. Tatuś nie bije mamusi. Oni się... em... bawią. Leć do braciszka. - odstawił ją na ziemię i nie mógł opanować śmiechu.
-No i co Ci mówiła? - spytał loczek.
-Że bijesz Susan bo słyszała jak krzyczy w nocy. - zarumieniłam się i pociągnęłam Em na inną ławkę, żeby porozmawiać.
-No to opowiadaj co tam robiliście. - zaczęłam.
Opowiedziała mi wszystko w skrócie. Nie powiem z jej opisu wynikało, że były to wakacje jej marzeń. Cieszę się, że jest szczęśliwa. Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, ale usłyszałam płacz Louisa. Szybko do niego podeszłam. Byłam przestraszona, bo nie wiedziałam co się stało. Okazało się, że po prostu uderzył się w rączkę. 
-Daj mamusia pocałuje. Już nie boli co? 
-Nie. Ja chce spać. - przetarł oczka. 
-No to pójdziemy do domku. Darcy zawołaj tatusia niech Ci pomoże pozbierać zabawki. 
-Już jestem kochanie. - zaczęli chować rzeczy do torby.
*** 7 miesięcy później ***
-Oddychaj Susan. - mówił poddenerwowany Louis, który zawoził mnie do szpitala. Harry akurat jechał po Darcy do szkoły. 
-Już jesteśmy. - wysiadł. Zabrał mnie na ręce i zaniósł do środka. 
Przybiegł lekarz i zawiózł na porodówkę. 
Po 2 godzinach na świat przyszedł Josh. Na sali gdzie miałam przebywać był już Harry, Louis i Emily z 4 - dniowym synkiem Alexem. 
-Za chwilę przyniosą... Josha. 
-Boże jak się ciesze! - Hazz mnie przytulił. 
-A jak się czujesz? 
-Tak jak kobieta po porodzie. - zaśmialiśmy się, chodź nie miałam siły. 
Żadne słowo nie opisze tej radości, że mam tak wspaniałe dzieci. No i oczywiście kochającego męża i przyjaciół. Pamiętam słowa, które wciąż krążyły w mojej głowie za czasów dzieciństwa *"Give Me Love". Tę miłość dał mi Harry. Najcudowniejszy chłopak, a raczej już mężczyzna na całym świecie.
KONIEC
________________________________________
CIEKAWE ILE KOMENTARZY BĘDZIE POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM.  

                          DARCY (7 lat)

LOUIS(2 lata)


*Te słowa odnoszą się do matki Susan, która miała ją za przeproszeniem w dupie. 
No to już koniec opowiadania. :') 
Dziękuję tym co czytali od początku i nie tylko im. Wszystkim! <3! 


<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Liebster Awards.

Dziękuję bardzo za nominację od: http://opowiadanieoonedirection1dlove.blogspot.com/p/liebster-awards.html.

1.Jak masz na imię?
   Dagmara. ;d

2.Czytasz jakieś gazety? Jak tak to jakie?
   Czytam czasem BRAVO, ale się zeosuło. ;c

3.Twój idol?
   One Direction oczywiście no i też lubię Robbie'go Williams'a, The Ramones, Coldplay etc. 

4.Gdzie mieszkasz?
   Okolice Poznania. xd

5.Ulubione seriale?
Hmm... Rodzinka.pl, M jak Miłość, Barwy Szczęścia i Szpital. Chyba wszystkie. ;P

6.Ulubiony zespół muzyczny?
   1D, Coldplay, The Ramones.

7.Z jakiej sieci masz telefon?
   Orange. :)

8.Co Cię skusiło do pisania bloga?
   Nuda przede wszystkim. Chciała też spróbować sił i zobaczyć czy ktoś będzie czytał i cy będzie się podobać. Wyszło na to, że ktoś lubi czytać i obecnie prowadzę bez tego jeszcze 2 blogi.

9.Kiedy się urodziłaś?
   22 października 1999r.

10.Opisz krótko swój wygląd?
   Napisz trochę tak inaczej. xd 
   Włosy: Ciemny blond.
   Wzrost: 159cm ;c
   Oczy: Niebieskie.
   Waga: 47kg

11.Co byś zrobiła gdybyś wygrała 100.000zł? Na co byś je wydała?
   Pojechała na koncert One Direction.    
   No na pewno kupiłabym sobie dużo ciuchów. :P
   No i zapewne przeprowadziłabym się do nowego domu. :) 
   
Nominuję: 
1)http://summer-love-fanfiction.blogspot.com/
2)http://fighter-fanfiction.blogspot.com/
3)http://enigma-liampayneff.blogspot.com/
4)http://niebezpiecznie-przystojny.blogspot.com/
5)http://sorenessharrystyles.blogspot.com/
6)http://blackniallhoran.blogspot.com/
7)http://jakzesn.blogspot.com/
8)http://city-of-angels-harry.blogspot.com/
9)http://dark-fanfiction.blogspot.com
10)http://after-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
11)http://dangerous-harry.blogspot.com

Moje pytania:
1.Jaki masz telefon?
2.Do której klasy chodzisz?
3.Masz zwierzaka?
4.Ile/u masz przyjaciół/ek?
5.Masz dobre oceny w szkole?
6.Twoja ulubiona piosenka?
7.Prowadzisz jakąś stronę na facebook'u?
8.Ulubiony film?
9.Lubisz robić zakupy?
10.Jak często robisz zakupy?
11.Twój idol?

czwartek, 9 stycznia 2014

NOWY BLOG.

Pewnie połowa z Was nie słyszała o tym, że założyłam nowego bloga? :)
Opowiada On o przyjaźni między Harrym, a Summer, która MOŻE przerodzi się w miłość?
Serdecznie zapraszam na czytanie, obserwowanie i komentowanie! <3 
Piszcie, czy się podoba. :)

KLIK <-- link do bloga. :)

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 45.

-Kochanie nie chciałem na Ciebie nakrzyczeć... Przepraszam. - usiadłem na łóżku, a Susan wtuliła się w moje ciało. Usadziłem ją sobie na kolana.
-Przejdziemy przez to razem. - uśmiechnęła się do mnie. 
-Ile trwa to leczenie?
-To zależy od Ciebie. Jak będziesz się chciał z tego wyleczyć to będzie potrzeba kilka wizyt. Załatwię Ci najlepszego psychologa. - na chwilę wstrzymała oddech. 
-Powiedz mi proszę... Dlaczego to robiłeś? Co Cię do tego nakłoniło? - patrzyłem w jej oczy. Były lekko zaszklone przez co były jeszcze bardziej urokliwe.
-Myślałem, że... że już Ci się nie podobam, że już Cię nie pociągam... Te myśli nie dawały mi spokoju.
-Harry Skarbie! Zawsze będziesz dla mnie najprzystojniejszy i najseksowniejszy. Nigdy nie przestaniesz mi się podobać. Zawsze będę mieć na Ciebie ochotę. Jaka ja byłam głupia, że niczego nie zauważyłam. - mówiła to z takimi emocjami, że nie mogłem się powstrzymać. Pocałowałem ją i ścisnąłem jej pośladek. Wiedziałem, że jęknie, ale musiałem to usłyszeć.
-Nie jesteś głupia!+ w domu zobaczysz na co mnie stać. - wymruczałem jej w usta. 
-Jesteś świrem! - zaśmiała się. Jak ja kocham ten jej uroczy śmiech. 
-A tak w ogóle to gdzie moja mama i Darcy?
-Twoja mama była zbyt zdenerwowana i postanowiła zostać z malutką w domu i przy okazji nacieszyć się nią.
-Kochana babcia, po mamie oczywiście. - cmoknąłem ją w nos. 
-Zawołać chłopa... - nie dokończyłam bo cała gromada rzuciła mi się na plecy.
-Idioci!
-My też Cię kochamy! - powiedział z sarkazmem Louis. Oh tak powinno być zawsze... Śmiechy, żarty, zero smutku. Nigdy nie powinno być na naszych, a w szczególności na twarzy Susan żadnych łez...

*****************************************************************
Krótki, ale następny będzie najdłuższy jak do tej pory! :)

10 ewentualnie 6 komentarzy = next!

wtorek, 24 grudnia 2013

;)

                
Kochani! 

Wesołych, Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, Udanego, Upitego Sylwestra i Szczęścia w Nowym Roku 2014! :* <3

                

PS. Nowy rozdział będzie po Świętach, przed Sylwestrem! :)


piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 44.

KOMENTUJCIE <3!

Spojrzałam w stronę, z której dochodził hałas. Harry leżał na podłodze. Zaczęłam się trzęść. Szybko pobiegłam do salonu. 
-Louis, Lou! Szybko obudź się! - płakałam. 
-Jezu Susan co się stało?! - zerwał się szybko z kanapy. 
-Harry! Zemdlał, szybko dzwoń po karetkę!
-Uspokój się wszystko będzie okey! - w nerwach wyciągnął telefon i wezwał pogotowie. Wszyscy się pobudzili. Louis poinformował ich o zaistniałej sytuacji.
Poszłam do kuchni. Płakałam i mówiłam do niego. Ocknął się. 
-Kochanie, słyszysz mnie?! - pokiwał głową. 
-Pogotowie już jedzie! Boli Cię coś? - próbowaliśmy go podnieść. Pokazał na brzuch. 

                               ***

-Będzie dobrze! - pocieszała mnie Emily, gdy byliśmy w drodze do szpitala. 
-Ale przecież wszystko było okey, a tu nagle zemdlał... Nie rozumiem... - rozpaczałam, jak to ja. 
Co mogło mu się stać? Może to z nerwów, że nie poradzimy się z dzieckiem? A propos Darcy. Została w domu z Anne, stwierdziła, że nie będzie w stanie normalnie funkcjonować, a przy dziecku nie będzie o tym myśleć. 

                               ***

-Panie doktorze co z moim mężem? 
-Jego stan jest dobry, to było osłabienie spowodowane... bulimią.
-Nie! To niemożliwe! Na pewno się pan nie pomylił? - spytałam z niedowierzeniem.
-Niestety, ale to prawda. Musi się pani skontaktować z psychologiem. Pan Styles musi zacząć leczenie, a teraz przepraszam, ale muszę już iść. Może pani iść w odwiedziny. 
-Dziękuję.
Skierowałam się do sali nr 6, w której leżał Harry. Usiadłam koło jego łóżka, był taki blady! Złapałam go za rękę. 
-Harry kochanie... Musimy porozmawiać... - łzy cisnęły mi się do oczu.
-O czym? - spytał niewyraźnym, zmęczonym głosem. 
-O twojej chorobie...

***Oczami Harrego***

-A co mi jest? - udawałem, że o niczym nie wiem.
-Harry, proszę Cię... - mówiła do mnie takim troskliwym tonem. Nie wytrzymałem.
-Tak! Mam tę pieprzoną bulimię! Zadowolona?! - wydarłem się na nią.
Z jej oczu wypłynęły łzy. Jestem głupi...
*****************************************************************
No i jest! Dziwny rozdział. o.O
15 komentarzy = next :D

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 43.

*** Oczami Susan ***
Obudził mnie płacz Darcy. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 5 nad ranem. Zorientowałam się, że zasnęliśmy na kanapie w pokoju małej. Wstałam z nią na rękach. Podeszłam do przewijaka. Zmieniłam Darcy pieluszkę i włożyłam ją do nosidełka zakładanego jak plecak, tylko że na brzuch. Zeszłam na dół zrobić śniadanko dla wszystkich gości, którzy spali w salonie. Zabrałam się za przyrządzanie jajecznicy i kanapek. Jest jeszcze bardzo wcześnie więc trochę potrwa zanim wszyscy się dobudzą, a znając Harrego wstanie bardzo późno, nygus jeden. Póki mam czas poszłam posprzątać w naszej garderobie. Po godzinie wszystkie półki błyszczały, a ubrania były pięknie poskładane, aż sama się dziwie, że zajęło mi to tylko godzinę! Jest 06:20, czyli jeszcze kupa czasu! Posprzątam jeszcze u Darcy, a co mi tam! Wzięłam potrzebne rzeczy i skierowałam się do pokoju, w którym obecnie przebywają moje dwa ukochane skarby. Zabrałam się za mycie okien, które były strasznie okurzone. Później wypakowałam z wielkiej torby jej ciuszki i inne rzeczy. Układałam je w szufladach, gdy poczułam dłonie na ramieniach, a później pocałunek na czole. 

-Dzień dobry kochanie. - usłyszałam jeszcze zaspany głos mojego męża.
-Dobry, wyspałeś się? 
-Nawet, ale niezbyt wygodna ta kanapa. - chwycił się za kark, a ja zamknęłam szufladę i wstałam. 
-Od której jesteś na nogach? - spytał.
-Od 5. Darcy mnie obudziła. - przytuliłam się do niego. 
-Nie słyszałem, teraz ja będę wstawał. - podniosłam głowę, pocałował mnie, tym razem dłuuugo. 
-Chodź na dół, zrobiłam Ci śniadanie. - chwyciłam go za rękę i poszliśmy na dół. Zaparzyłam sobie i Harremu herbatę. Postawiłam przed nim kanapki. Zabrał mnie na kolana.
-A ty co jadłaś? 
-No, nic?
-To proszę bardzo jemy. - zaczął mnie karmić. 

Harry zmywał, a ja siedziałam i przeglądałam TT i FB przy włączonej muzyce. Nagle usłyszałam huk. Zerwałam się z miejsca.
************************************************************
Nudny rozdział, wiem. :( 
Ale lepszy będzie za 12 komentarzy! 
Jest już napisany, tylko potrzeba 12 komentarzy! :) 
Komentujcie! <3 Obserwujcie! <3

Zapraszam na drugi blog!
ANGEL ♥

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 42.

***Oczami Harrego*** -Wszystko jest okey, masz mnie, chłopaków, Em, moją mamę... -Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła... Kocham Cię... Tak bardzo Cię kocham - zaszlochała, nie mogłem już dłużej kryć łez wzruszenia, ale niby mężczyźni nie płaczą? 

-Masz wszystko skarbie? -Chyba tak, proszę pani... tzn. mamo? - byłem cholernie szczęśliwy, że tak nazywa swoją teściową. -Tak skarbie? - moja matka także była z tego powodu zadowolona. -Mogłabyś ponieść Darcy? Ja nie mam siły... -Oczywiście, chodź malutka... - po chwili do sali wparowali nasi przyjaciele. -Sus słoneczko, jak się czujesz? - zapytał opiekuńczo Lou. -Czuję się najszczęśliwsza na świecie Loulou... - przytulił ją. -A teraz pokażcie mi moją ''bratanice", no tak, przecież jesteśmy dla siebie jak bracia. -Chrześnicę Louis... - odezwała się moja żona i spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem, odwzajemniłem go. -Na... na prawdę? - miał łzy w oczach, chyba jak wszyscy. -Na prawdę. - Susan chciała wstać, ale była zbyt słaba. Jeszcze chwila i by upadła, ale złapałem ją. -Nie dam rady dojść do samochodu... - złapała się za głowę. -Ja Cię poniosę, chodź skarbie. - chwyciłem ją jak Pannę młodą,a ona się zaśmiała.


-Wysiadamy. - zabrałem ją znów na ręce i wniosłem do domu.
-Idź połóż się na kanapie, zrobię Ci coś do zjedzenia.
-Ktoś chce coś do picia?! - krzyknąłem z kuchni.
-Herbatę! - wszyscy krzyknęli równocześnie, a później się zaśmiali.

***Oczami Susan***
-Nareszcie spokój! - powiedziałam, gdy chłopcy zajęli się oglądaniem jakiegoś programu.
-Patrz, w końcu zasnęła. - szepnął Harry.
-Zaniesiemy ją na górę?
-Chodź. - wziął mnie na ręce, a ja trzymałam małą. To musiało komicznie wyglądać.

Siedzieliśmy i już głośniej rozmawialiśmy.
-Nie mogę w to uwierzyć... Pamiętam jak niedawno się poznaliśmy... A teraz już jesteśmy małżeństwem i mamy dziecko, nic lepszego nie mogło mnie spotkać... - pocałowaliśmy się.
-Ej! My też tu jesteśmy gołąbeczki! - powiedział śmiesznie Lou i strzelił focha, nawet nie wiem za co, ale to pomińmy.
-Chcesz buziaka obrażalski? - zaśmiałam się, a on obrócił głowę i pokazał palcem na policzek. Cmoknęłam go.
-Mam być zazdrosny?!
-Nie kochanie.
Nagle Darcy zaczęła płakać. Poszłam do niej razem z Harrym. Nie chciała ponownie zasnąć więc położyliśmy się z nią na małej kanapie w jej pokoiku. Nie pamiętam co się dalej działo bo chyba zasnęliśmy.
*****************************************************************
12 komentarzy -= next