czwartek, 26 września 2013

Rozdział 14.

Jak Wam się podoba nowa Piosenka ♥ ?
**********************************************************************************************************
***Wciąż oczami Susan***
E: Lou nie róbcie sobie jaj...
Lo: Kochanie mówimy prawdę...
S: Na prawdę?
Lo: Tak...
S: No dobra, wygraliście, ale w czym i co my mamy w tym wspólnego?
H: Wygraliśmy na loterii i jak to co macie z tym wspólnego? Jesteście naszymi dziewczynami, czyli są to nasze wspólne pieniądze...
S: Przepraszam bardzo, ale Harry bardzo dobrze wiesz, że ja Cię nie kocham za pieniądze...Kocham Ciebie...-cmoknął mnie w nos.
E: Oooo jakie słodkie...-Lou pocałował ją w usta.
H: Ja też Cię kocham, ale...
S: Żadnych, ale! Nie będziesz mi nic kupował...
H: Ooooo , myślisz, że nie będę Ci nic kupował? Mylisz się...
S: Yhhh z tobą to normalnie jak z dzieckiem... Idziemy już?
Lo: My jeszcze zostaniemy... - uśmiechnął się do mnie.
S: To do zobaczenia.
Wyszliśmy z Harry'm z kawiarni trzymając się za ręce. Rozmawialiśmy, aż doszliśmy do ławki w parku. Usiedliśmy na niej i przytuleni do siebie napawaliśmy się spokojem i ciszą, dopóki nie podeszła do nas jakaś kobieta, około 25 lat.
T: Cześć kochanie!-zwróciła się do mojego chłopaka.
Harry, zdezorientowany spojrzał na Taylor, bo tak miała na imię, wywnioskowałam po napisie na teczce która trzymała.
H: Jakie kochanie? Co ty ode mnie chcesz?!
T: Co to za zdzira?!-wskazała na mnie.
S: Kim ty w ogóle jesteś, żeby się tak do mnie zwracać?!
T: No jak to jestem przyszłą matką dziecka Harrego!
S: Że...że co?-łzy spłynęły po moim policzku.
H: Jak śmiesz tak kłamać?!
T: No co już nie pamiętasz naszej nocy? Jak było nam dobrze?-pokręciłam z niedowierzeniem głową i spojrzałam na Harrego, a on spojrzał na mnie.
H: Susan...
S: Nienawidzę Cię!-krzyknęłam mu w twarz i uciekłam stamtąd.
Biegłam  przez alejki w parku słysząc nawoływania Harryego, ale nie zwracałam na nie uwagi... Jak on mógł mi to zrobić? Czy ja mu nie wystarczałam? Myślałam, że on naprawdę mnie kocha, ale chyba się myliłam...
Dobiegłam do kawiarni, gdy zobaczyłam Emily i Louisa, wychodzących z niej... Ruszyłam w ich stronę i wtuliłam się w Em.
E: Co Ci się stało?! Gdzie Harry?
S: On...on będzie mieć dziecko z inną!
Lo: Co?! Nie wierzę! Przecież on Cię kocha, nigdy by tego nie zrobił!
S: Chyba jednak mnie nie kochał...-wyłkałam.
Lo: Zabiję go jeżeli to prawda! Idę z nim pogadać...gdzie on jest?
S: Umm... Byliśmy w parku nie wiem, czy ona tam jeszcze jest... Pójdę już...
E: Nie moja droga, nigdzie sama nie pójdziesz, dopóki nie poczujesz się lepiej zamieszkasz u mnie...
S: Nie chcę przeszkadzać, jak Louis przyjdzie, na pewno będziecie chcieli być sami, a w ogóle Em nie chcesz słyszeć chyba jak wciąż ryczę...-łzy znowu ciekły po mojej twarzy na myśl o tym zdarzeniu.
Lo: Myślę, że to dobry pomysł nie będziesz sama... Em Cię pocieszy. Zgódź się!- uśmiechnął się i wytarł moje łzy.
S: No dobrze, to pójdę po moje rzeczy...
***Oczami Emily***
E: Poczekaj chwilę, pójdę z tobą...Tylko coś powiem Lou...- uśmiechnęłam się pocieszająco w stronę Sus, a ona odeszła kawałek na bok.
E: Lou pogadaj z Harrym, nie wierzę, że mógłby takie coś zrobić, on ją kocha...
Lo: Wiem, że ją kocha, pogadam z nim za chwilę, a ty pociesz Susan, spójrz jaka jest roztrzęsiona...
E: Potem przyjdź z nim do mnie, pogadają...
Lo: Dobrze, idę pa skarbie...-cmoknął mnie w usta i odszedł.
Poszłyśmy bardzo wolnym spacerkiem z Sus do mojego domy, zajęło nam to około 30 minut. Kiedy zaszłyśmy pod dom zobaczyłyśmy...
**************************************************************************
Komentujcie! <3!

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 13.

***Następnego dnia***
Obudziłam się około godz. 10, wstałam,  ubrałam sięi poszłam zrobić Śniadanie. Myślałam nad tym co.wydarzyli się w nocy. źle.postąpiliśmy starając się znów o dziecko. boje.się kolejnego poronienia. nie wytrzymałabym. lzy spływały mi.po.policzkach. ktoś podszedł do mnie od.tylu a mając na.myśli ktoś chodziło o Harrego. obrocil.mnie do siebie.przodem. spojrzał na moją zapłakana twarz i otarł łzy.
H: Czemu płakałaś..?
S: Boje się, Harry bardzo się boje.
H: Czego
S: Tego ze znowu poronię...
H: Kochanie wszystko.będzie dobrze musi być tylko będziesz Musiała się oszczędzać, a na razie nie.wiadomo nawet czy jesteś w ciąży.
S: Czuje ze.teraz bedzie dobrze ale i tak się.boje wydaje mi się.ze.będę w ciąży i mam szczerą nadzieję, że wszystko będzie.w.porządku.
H: Musi byc dobrze słyszysz? Musi! A teraz kładź się i.odpoczywaj.ja.zrobię śniadanko.
Poszłam się położyć. Harry przyniósł śniadanie, zjedliśmy i postanowiliśmy iść na spacer. Po przyjściu z
,,romantycznego'' jak uznał Harry spaceru postanowiliśmy spędzić dzień na leniuchowaniu.
***Tydzień później***
Właśnie z Emily wyszłyśmy z kliniki. Idziemy teraz do CH.
E: Ejj nie smutaj, kiedyś na pewno się uda.
S: Tak bardzo chciałam mieć dziecko...
E: Musisz uwierzyć, że następnym razem wam wyjdzie i będziecie mieć z Harrym takiego maluszka. A ja będę chrzestną!-zaśmiałyśmy się.
S: Spokojnie kochana, będziesz.- powiedziałam ze śmiechem.
Zaszłyśmy do Milkshake City, usiadłyśmy i zamówiłyśmy shake.
S: Ty mi lepiej opowiadaj jak to między tobą,a Louisem?-poruszyłam zabawnie brwiami.
E: Debil! No fajnie...
S: Yhh coś więcej jak tam z TYMI sprawami?
E: A jest zajebiście. -wyszczerzyła się.
S: Uuuu ostro!
E: Ogarnij się! hahahahha
H: Cześć dziewczyny!- podskoczyłam.
S: Głupku nie strasz mnie!
H: Cicho już kochanie.-cmoknął mnie w usta, napił się mojego picia i zrobił śmieszną minę.

Lo: Siema!- przybiegł zdyszany Lou i pocałował Em w policzek.
S: A ty co taki zdyszany?
Lo: No bo jak Was śle... To znaczy jak szliśmy to ten debil zaczął biec i nie nadążyłem!
E: Czemu nas śledziliście?
H: Nudno nam było!- wyszczerzył się.
S: A ty nie powinieneś być w pracy?- uniosłam jedną brew.
H: Nie! Zwolniłem się.
S: Czemu?
H: Bo... Mamy dla Was niespodziankę kobitki!
S i E: Hahahahahahahahahaha kobitki hahahahahahhahahhahaha...- po paru minutach śmiechu nie wytrzymałam i przestałam się śmiać, a zaraz po mnie Em.
S: A mój brzuch... Hahahaha...J-jaką?
H: Co w tym śmiesznego?
E: Nigdy nas nie nazywałeś ,,kobitki''- zrobiła cudzysłów w powietrzu,a ja wzięłam łyka kawy.
Lo: Dobra mniejsza z tym...Wygraliśmy 1,000,000 dolców!-wyplułam shake na mojego loczka, a wszyscy się zaśmiali.

************************************************************************************
No nie jest, aż taki długi, ale przynajmniej dodałam ;))
Komentujcie!
SORKI ZA TE KROPKI, ALE PISAŁAM NA TELEFONIE. :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział 12.

H: Co się stało?!
S: Brzuch...boli...
H: Jedziemy do szpitala.
S: Harry, nie trzeba, lekarz mówił, że jak będzie mnie bolało to mam coś zimnego przyłożyć do brzucha, położyć się i coś przeciw bólowego.
H: No dobra to kładź się to zaraz Ci wszystko przygotuję skarbie. Chcesz herbatę?
S: Miętową poproszę.-uśmiechnęłam się.
Harry poszedł do kuchni, a ja położyłam się w salonie na kanapie. Nie ukrywam bolało...strasznie bolało, ale nie chciałam za bardzo straszyć Harry'ego. Mam nadzieje, że zaraz ten ból przejdzie.Wzięłam telefon Harry'ego do ręki i włączyłam zdjęcia. Wtedy do salonu wszedł Hazz.
H: Co ty robisz? Kontrola?!-lekko podniósł głos.
S: Nie... tylko oglądam zdjęcia.-powiedziałam lekko przestraszona.
H: To dobrze.
S: Masz tyle moich zdjęć.-powiedziałam zadowolona.
H: Muszę mieć zdjęcia mojej księżniczki.
S: Słodzisz, oj słodzisz.
H: A komu mam słodzić jak nie swojej dziewczynie?- powiedział i przyłożył mi worek z lodem do brzucha/
S: Gdzie chłopcy?
H: Pojechali do swoich rodzin nie wiem tak jakoś.
S: Okey, położysz się ze mną?
Nic nie mówiąc położył się koło mnie i przytulił do moich pleców.
Rozmawialiśmy przez dobre 30 minut,ale po chwili usłyszałam chrapanie. Aż tak przynudzam? No nic
wstałam i poszłam coś zjeść. Jak słodko śpi-pomyślałam. Zrobiłam sobie i Harremu kanapki, po przebudzeniu zawsze jest głodny.Zaniosłam je do pokoju i zobaczyłam, że Harry się obudził.
H: Gdzie byłaś?
S: Robiłam kanapki. Zgłodniałam.
H: Boli Cię jeszcze?
S: Już nie.
H: To dobrze.-pociągnął mnie za rękę kładąc na kanapie.
S: Co robisz skarbie?-uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
H: Mam zamiar zrobić Ci dziecko kochanie.-cmoknął mnie w nos i zaczął mnie rozbierać...Możecie się domyślić jak się to skończyło.
***********************************************************************************************************
Macie tutaj BARDZO KRÓTKI rozdział, ale przynajmniej dodałam.

Nie miałam czasu za bardzo pisać, byłam u kuzynki i disowaliśmy się z kolegami xd

NASTĘPNY BĘDZIE W NAGRODĘ BARDZO DŁUGI!

sobota, 14 września 2013

Rozdział 11.

LOVE ♥
BEZNADZIEJNY ROZDZIAŁ! Przepraszam... ;c PRZECZYTAJCIE INFO POD ROZDZIAŁEM.
*********************************************************************************
Położył ręce na dole moich pleców, a że jestem niska i mała to zwinnie przerzucił mnie przez swoje ramię.
S: Harry?-zachichotałam.
H: Hmm?
S: Co ty chcesz zrobić?
H: Zanieść Cię do chłopaków do salonu.
S: Yh myślałam, że coś lepszego.- wyszczerzyłam się.
H: Na kolację i seans filmowy, ale to o czym myślisz też może być skarbie.
S: Harry! Mógłbyś mnie łaskawie nie całować w tyłek?!-krzyknęłam rozbawiona.
H: Nie moja wina, że masz taki sexi tyłeczek.-walnęłam go w tył głowy.-Ałł! Ja Ci tu prawie komplementy a ty mnie bijesz?! Zostaniesz dzisiaj ukarana kochanie.-wymruczał do mojego ucha.
S: A będzie to miła kara?
H: Niestety tak.
S: Pff... Niestety?!
H: No nie w tym sensie. - cmoknął mnie znowu w tyłek.
S: Harry!- krzyknęłam, a on posadził mnie sobie na kolanach. Zaczęliśmy jeść kolację i oglądać film. Harry mnie karmił. Jak zwykle zresztą zasnęłam w połowie filmu, nie wiem jak reszta.
***Następnego dnia*** ***Oczami Harrego***
Obudziłem się jakoś koło 9, ponieważ poczułem jak ktoś się wierci i wbija łokcie w moją klatkę piersiową. Otworzyłem zaspany oczy i zobaczyłem moją Sus.
H: Ygkh... Susi?
S: Hmm?- wymruczała.
H: Gnieciesz mi klejnoty.-wyjęczałem.
Susan zachichotała i dała mi buziaka w policzek, chciała wstać i pójść, ale pociągnąłem ją za rękę przez co położyła się na mnie, ale po drodze kopnęła jeszcze Lou w głowę, a on tylko krzyknął ,,MARCHEWKI ATAKUJĄ'' i spał dalej. Debil.Zaczęliśmy się z Susan śmiać przez co obudziliśmy resztę.
Z: Cicho! Na sex to do siebie!
S: Yhh Zayn? Perrie dzwoniła i jest wkurzona.
Z: OMG! Serio?!
S: Nie.
Z: Yhh Susan!
S: Co?
Z: Nico.-dźgnął Susan między żebra.
I tak zaczęła się bitwa i na poduszki i na dźganie.
S: Hahahahahahahahahahhaa dobra chłopaki koniec! hahaahahahha Harry!
Nachyliłem się nad nią i złapałem za nadgarstki, które przeniosłem nad jej głowę. Zacząłem całować jej szyję i dekolt, wzdrygnęła się.
***Oczami Susan***
Harry zaczął całować moją szyję i dekolt, ale nie mogłam na to pozwolić, ponieważ zaraz doszło by do czegoś innego, a z resztą są tutaj chłopcy, a ja nie jestem pewna, ale zdaje mi się, że dostałam okres. yghh jak ja tego nie cierpię!
S: Harry...nie.
H: Dlaczego nie?
S: Bo nie, a z resztą jesteśmy w salonie...
H: yghh no dobra, a propo masz okres?
S: Po co Ci to?
H: Wzdrygnęłaś się jak zacząłem Cię całować...- no tak to wszystko wyjaśnia.
S: Nie wiem, ale wydaje mi się, że dostałam.-zaczerwieniłam się.
H: Kochanie nie masz się czego wstydzić.
S: Łatwo powiedzieć.
Cmoknął mnie w czubek nosa, podniósł się i pomógł mi wstać. Syknęłam, poczułam pieczenie w okolicach brzucha...
*********************************************************************************
Wiem, że nie ma jeszcze 30 komentarzy, ale dodaję, bo muszę się uczyć... -,-' (CHEMIA I FIZYKA)
Masakra ;c
Następny rozdział najprawdopodobniej będzie w następną sobotę dopiero :)
I DZIĘKUJĘ  ZA TE PRAWIE 3 000 WEJŚĆ!
A TERAZ WYSILCIE SIĘ! 25 KOMENTARZY (+/-)
:) DLA WAS TO MINUTA DLA MNIE OGROMNA MOTYWACJA DO DALSZEJ PRACY NAD ROZDZIAŁAMI.xx Z GÓRY DZIĘKUJĘ :)


KOCHANY MÓJ.
♥  :D

wtorek, 10 września 2013

Rozdział 10.

Dziękuję za tyle wejść. Jesteście extra! Jak chcecie możecie reklamować mój blog xD :P + KOMENTUJCIE. I również teraz będzie krótki rozdział.
*********************************************************************************
Była to ręka Sus. Patrzyła na mnie swoimi zaszklonymi oczami.
S: Długo tutaj siedzisz?
H: Jakieś 1,5 godziny skarbie.-uśmiechnąłem się.
S: Idź już do domu, odpocznij, a nie będziesz tracić czas na jakąś pojebaną dziewczynę, którą musieli uśpić...- posmutniała, gdy wstałem.- A jednak.
H: Kochanie nie mów tak, dla mnie zawsze będziesz moją ukochaną Sus. Zawsze będę Cię kochał i był przy tobie.-usiadłem na jej łóżku i przytuliłem ją.
S: Cholernie Cię kocham wiesz?- moją odpowiedzią był pocałunek.
H: Pójdę się spytać kiedy Cię wypisują dobrze?
S: Mogę iść z tobą?
H: Leż...Przyjdę za jakieś 5 minut.
S: Dobrze...
Wyszedłem z sali, ale zamiast iść do lekarza, oparłem się o futrynę drzwi i czekałem, aż Sus wyjdzie z sali, bo wiedziałem, że nie zostanie tak jak jej mówiłem. Nie czekałem długo bo jakieś zaledwie 20 sekund, a drzwi otworzyły się i zobaczyłem Susan. Posłałem jej złe spojrzenie.
S: No przepraszam, ale ja nie lubię siedzieć na jednym miejscu i to jeszcze sama i dobrze o tym wiesz.-śmiesznie machała rękami, zaśmiałem się.
H: Wiem, wiem, a teraz chodź- podała mi rękę i poszliśmy do lekarza.
Wyszliśmy z gabinetu po około 10 minutach.
Spakowałem walizkę Sus, a ona poszła się ubrać.Po 15 minutach byliśmy w naszym domu. Rozpakowałem jej walizki, a ona położyła się na łóżku.
S: Harry?
H: Tak?
S: Czemu rozpakowujesz moje walizki? Przecież ja mieszkam gdzie indziej.
H: Sus...Myślałaś, że zostawię Cię samą w tamtym domu? 
S: No... tak przecież wszystko jest już dobrze i nic mi nie jest nie musisz się martwić.
H: Ale boję się o ciebie... Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Ci się coś stało!
S: Miśka kochany jesteś, ale najpierw idę spytać chłopaków.
H: Oni na pewno się zgodzą nie musisz nawet pytać, tutaj jest twój drugi dom, przy mnie...
***Oczami Susan***
S: Ale i tak spytam wiesz o tym... Bardzo dobrze mnie znasz skarbie.- cmoknęłam go w nos i uciekłam do salonu, za mną pobiegł Hazz, pchaliśmy się na schodach jak kumple, aż Harry się wywalił. Moja kochana łamaga...-pomyślałam i śmiejąc się podniosłam go z podłogi. Spojrzałam na chłopców, którzy patrzyli na nas ze zdziwionymi minami. Przyglądali się nam, a my wybuchliśmy śmiechem. Po jakiś 5 minutach opanowaliśmy się i zaczęliśmy robić kolację. 
Wygodne ,,siedzenie'' Susan.
Li: Nie za dużo tych czułości? Robicie tylko kolacje.-zaśmiał się Liaś.
S: Hehehe śmieszne Liaś.-dźgnęłam go między żebra, a on spojrzał na mnie z miną mordercy i po prostu odszedł. Hahaha ja ich czasem nie ogarniam.
N: To ja się boję co będą robić podczas robienia obiadu! - wystraszył się Niall, a my wybuchliśmy śmiechem. Podeszłam do stolika i wygodnie ,,usiadłam''. Myślałam nad naszą przyszłością, naszą i Harry'ego i jak to będzie. Kiedy będziemy gotowi na zostanie rodzicami. Czy w ogóle nimi będziemy? Czy weźmiemy ślub. Czasem chciałabym zobaczyć przyszłość, ale niestety nie da się... Rozmyślałam, do czasu, gdy poczułam pocałunek na kolanie i drapanie loczków. Harry.
*********************************************************************************
Podoba się rozdział? Mam nadzieję, że tak jak widzicie rozdział dodany szybko. :)
Następny pojawi się niebawem, ale do tego potrzebne są wasze KOMENTARZE.
JAK WIDZICIE NOWA CZCIONKA XD
30 komentarzy=next. :))


Macie tutaj HAZZE :D

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 9.

***Z perspektywy Harry'ego***
Elizabeth zbierała się już do domu.
El: Do zobaczenia. Jutro przyjdę z małą, bardzo się za tobą stęskniła i bardzo chce poznać nowego wujka.-ucieszyły mnie te słowa.
S: ...Bo straciliśmy dziecko!-w końcu to powiedziała.
H: C...co? Jakie dziecko?-Byłem rozkojarzony.
S: Nasze...-Sus płakała jeszcze bardziej.
H: Kochanie nie płacz wszystko jest dobrze.- powstrzymywałem łzy.
S: Nie Harry, nie jest... Ja...ja chciałam to dziecko.
H: Ja też bym je chciał, ale czasu nie cofniesz słońce, spokojnie, kiedyś zrobimy sobie maluszka, a teraz już nie płacz.-mówiłem to także ze łzami w oczach.
S: A jak następne znowu stracę? Nie wytrzymałabym tego! Zabiłabym się! Najlepiej zaraz to zrobię!- zaczęła się strasznie szarpać.
H: Spokój! Skarbie! Spokój!
S: Nie! Idę się zabić! Zostaw mnie!-widziałem w jej oczach ból po utracie dziecka, ale też furie i wściekłość. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie, i mam nadzieje, że ostatni.
H: Niech mi ktoś pomoże!
Po chwili do sali wbiegli lekarz, i chłopcy, którzy przed chwilą pewnie przyszli. Trzymali ją, ale ona szarpała się jak chora psychicznie, w końcu lekarz podał jej jakieś leki i wreszcie się uspokoiła i zasnęła.
Lo: Harry?! Co jej się stało?
H: Ciszej. Chciała się zabić...
Lo: Czemu?
H: Bo boi się, że jak będzie kolejny raz w ciąży to stracimy dziecko...
Lo: W...w...wy straciliście dziecko?- mówił i miał ,,chyba'' łzy w oczach.
H: Niestety tak Lou...- łzy leciały po moich policzkach. Louis przytulił mnie na pocieszenie.
Chłopcy wyszli z sali, a ja zostałem jeszcze u Sus.Gładziłem jej rękę myśląc o nas i o naszej przyszłości.
Jak to będzie? Czy kiedyś weźmiemy ślub? Czy będziemy ze sobą do śmierci? Czy nic nam nie stanie na drodze? Myślałem długo nad tym...gdy poczułem uściśnięcie na mojej dłoni.
*********************************************************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale teraz tylko takie krókie będą, ale przynajmniej dodałam ;)
Dodam następny jakoś w weekend, albo później. Komentować! Bez komentarzy nie mam motywacji! Dziękuję.x

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 8.

Przeczytajcie pod rozdziałem. :)
----------------------------------------------
Harry podszedł do mojego łóżka, usiadł na krześle. Miał rozciętą wargę, z nosa leciała mu krew.
S: Boże Harry co się stało?!- spytałam przerażona.
H: Umm... Wychodziłem z twojego domu patrzyłem w telefon i wpadłem na słup.-nie wierzyłam mu, mówił to zakłopotany.
Z: Powinien obejrzeć to lekarz. Chodź Harry.
S: Nie Zayn poczekajcie chwile, zostawicie nas chwile samych? - spytałam.
Z: Oczywiście.-uśmiechnął się.
Wyszli. W sali zostałam tylko ja z Harry'm.
S: Dobra, nie kłam co Ci się tak na prawdę stało?
H: No... mówię, że wpadłem na słup.
S: Harry!Nie kłam! Spójrz mi w oczy i to powiedz...
H: No dobra...
S: No, więc co Ci się stało?
H: Bo wychodziłem od ciebie z domu i podbiegł do mnie jakiś chłopak i mnie uderzył, a potem po prostu odbiegł.-wzruszył ramionami.
S: Kto to mógł być? Masz jakiś wrogów?
H: Nie.
S: Dobra, nieważne idź poproś doktora, żeby Ci to obejrzał.
H: Nie trze...
S: Trzeba, trzeba idź!
Harry wyszedł, a ja postanowiłam się zdrzemnąć.
***Z perspektywy Harry'ego***
Wyszedłem i powiedziałem, aby nasi przyjaciele pojechali już do domu, a sam poszedłem do doktora, aby obejrzał moje rany. Wszystko było w porządku. Następnie poszedłem do Susan. Zastałem ją śpiącą. ,,Moja księżniczka...''- pomyślałem. Przykryłem ją bardziej kołdrą, pogłaskałem po głowie, pocałowałem w czoło i wyszedłem z sali. Poszedłem do domu, po drodze wstąpiłem jeszcze do sklepu. Kupiłem jakieś jedzenie i picie. Wróciłem do domu. Chłopcy siedzieli i oglądali jakiś film, gdy tylko zobaczyli, że wróciłem od razu zaczęli mnie wypytywać o Sus. Opowiedziałem na wszystkie pytania chłopaków i poszedłem do siebie odpocząć. Jutro muszę wcześnie wstać, żeby iść do niej. Mam nadzieje ze wszystko będzie w porządku i będzie mogla iść do domu.
***Następnego dnia***
Wstałem ubrałem się i pojechałem do mojej dziewczyny do szpitala. Wszedłem do jej sali, ale zastałem nie ten widok co oczekiwałem. Na łózku siedziała Susan ze swoją siostrą, ale nie obecność jej siostry mnie zdziwiła, tylko fakt, że Susan płakała. Podszedłem szybko do mojej Sus i przytuliłem. Głaskałem ją po głowie, w między czasie przywitałem się z jej siostrą. Spytałem się mojej dziewczyny co się stało, a ona zaczęła jeszcze bardziej płakać i zaczęła się jąkać.
S: Bo..bo...
*********************************************************************************
Przepraszam, ale nie będę za często dodawać nowych rozdziałów, ponieważ muszę skupić się na nauce, już 2gimnazjum ;c eh...
Mam nadzieje, że rozdział się podoba komentować!
Pozdrowienia!. x      :D