**********************************************************************************************************
***Wciąż oczami Susan***
E: Lou nie róbcie sobie jaj...
Lo: Kochanie mówimy prawdę...
S: Na prawdę?
Lo: Tak...
S: No dobra, wygraliście, ale w czym i co my mamy w tym wspólnego?
H: Wygraliśmy na loterii i jak to co macie z tym wspólnego? Jesteście naszymi dziewczynami, czyli są to nasze wspólne pieniądze...
S: Przepraszam bardzo, ale Harry bardzo dobrze wiesz, że ja Cię nie kocham za pieniądze...Kocham Ciebie...-cmoknął mnie w nos.
E: Oooo jakie słodkie...-Lou pocałował ją w usta.
H: Ja też Cię kocham, ale...
S: Żadnych, ale! Nie będziesz mi nic kupował...
H: Ooooo , myślisz, że nie będę Ci nic kupował? Mylisz się...
S: Yhhh z tobą to normalnie jak z dzieckiem... Idziemy już?
Lo: My jeszcze zostaniemy... - uśmiechnął się do mnie.
S: To do zobaczenia.
Wyszliśmy z Harry'm z kawiarni trzymając się za ręce. Rozmawialiśmy, aż doszliśmy do ławki w parku. Usiedliśmy na niej i przytuleni do siebie napawaliśmy się spokojem i ciszą, dopóki nie podeszła do nas jakaś kobieta, około 25 lat.
T: Cześć kochanie!-zwróciła się do mojego chłopaka.
Harry, zdezorientowany spojrzał na Taylor, bo tak miała na imię, wywnioskowałam po napisie na teczce która trzymała.
H: Jakie kochanie? Co ty ode mnie chcesz?!
T: Co to za zdzira?!-wskazała na mnie.
S: Kim ty w ogóle jesteś, żeby się tak do mnie zwracać?!
T: No jak to jestem przyszłą matką dziecka Harrego!
S: Że...że co?-łzy spłynęły po moim policzku.
H: Jak śmiesz tak kłamać?!
T: No co już nie pamiętasz naszej nocy? Jak było nam dobrze?-pokręciłam z niedowierzeniem głową i spojrzałam na Harrego, a on spojrzał na mnie.
H: Susan...
S: Nienawidzę Cię!-krzyknęłam mu w twarz i uciekłam stamtąd.
Biegłam przez alejki w parku słysząc nawoływania Harryego, ale nie zwracałam na nie uwagi... Jak on mógł mi to zrobić? Czy ja mu nie wystarczałam? Myślałam, że on naprawdę mnie kocha, ale chyba się myliłam...
Dobiegłam do kawiarni, gdy zobaczyłam Emily i Louisa, wychodzących z niej... Ruszyłam w ich stronę i wtuliłam się w Em.
E: Co Ci się stało?! Gdzie Harry?
S: On...on będzie mieć dziecko z inną!
Lo: Co?! Nie wierzę! Przecież on Cię kocha, nigdy by tego nie zrobił!
S: Chyba jednak mnie nie kochał...-wyłkałam.
Lo: Zabiję go jeżeli to prawda! Idę z nim pogadać...gdzie on jest?
S: Umm... Byliśmy w parku nie wiem, czy ona tam jeszcze jest... Pójdę już...
E: Nie moja droga, nigdzie sama nie pójdziesz, dopóki nie poczujesz się lepiej zamieszkasz u mnie...
S: Nie chcę przeszkadzać, jak Louis przyjdzie, na pewno będziecie chcieli być sami, a w ogóle Em nie chcesz słyszeć chyba jak wciąż ryczę...-łzy znowu ciekły po mojej twarzy na myśl o tym zdarzeniu.
Lo: Myślę, że to dobry pomysł nie będziesz sama... Em Cię pocieszy. Zgódź się!- uśmiechnął się i wytarł moje łzy.
S: No dobrze, to pójdę po moje rzeczy...
***Oczami Emily***
E: Poczekaj chwilę, pójdę z tobą...Tylko coś powiem Lou...- uśmiechnęłam się pocieszająco w stronę Sus, a ona odeszła kawałek na bok.
E: Lou pogadaj z Harrym, nie wierzę, że mógłby takie coś zrobić, on ją kocha...
Lo: Wiem, że ją kocha, pogadam z nim za chwilę, a ty pociesz Susan, spójrz jaka jest roztrzęsiona...
E: Potem przyjdź z nim do mnie, pogadają...
Lo: Dobrze, idę pa skarbie...-cmoknął mnie w usta i odszedł.
Poszłyśmy bardzo wolnym spacerkiem z Sus do mojego domy, zajęło nam to około 30 minut. Kiedy zaszłyśmy pod dom zobaczyłyśmy...
**************************************************************************
Komentujcie! <3!
S: Żadnych, ale! Nie będziesz mi nic kupował...
H: Ooooo , myślisz, że nie będę Ci nic kupował? Mylisz się...
S: Yhhh z tobą to normalnie jak z dzieckiem... Idziemy już?
Lo: My jeszcze zostaniemy... - uśmiechnął się do mnie.
S: To do zobaczenia.
Wyszliśmy z Harry'm z kawiarni trzymając się za ręce. Rozmawialiśmy, aż doszliśmy do ławki w parku. Usiedliśmy na niej i przytuleni do siebie napawaliśmy się spokojem i ciszą, dopóki nie podeszła do nas jakaś kobieta, około 25 lat.
T: Cześć kochanie!-zwróciła się do mojego chłopaka.
Harry, zdezorientowany spojrzał na Taylor, bo tak miała na imię, wywnioskowałam po napisie na teczce która trzymała.
H: Jakie kochanie? Co ty ode mnie chcesz?!
T: Co to za zdzira?!-wskazała na mnie.
S: Kim ty w ogóle jesteś, żeby się tak do mnie zwracać?!
T: No jak to jestem przyszłą matką dziecka Harrego!
S: Że...że co?-łzy spłynęły po moim policzku.
H: Jak śmiesz tak kłamać?!
T: No co już nie pamiętasz naszej nocy? Jak było nam dobrze?-pokręciłam z niedowierzeniem głową i spojrzałam na Harrego, a on spojrzał na mnie.
H: Susan...
S: Nienawidzę Cię!-krzyknęłam mu w twarz i uciekłam stamtąd.
Biegłam przez alejki w parku słysząc nawoływania Harryego, ale nie zwracałam na nie uwagi... Jak on mógł mi to zrobić? Czy ja mu nie wystarczałam? Myślałam, że on naprawdę mnie kocha, ale chyba się myliłam...
Dobiegłam do kawiarni, gdy zobaczyłam Emily i Louisa, wychodzących z niej... Ruszyłam w ich stronę i wtuliłam się w Em.
E: Co Ci się stało?! Gdzie Harry?
S: On...on będzie mieć dziecko z inną!
Lo: Co?! Nie wierzę! Przecież on Cię kocha, nigdy by tego nie zrobił!
S: Chyba jednak mnie nie kochał...-wyłkałam.
Lo: Zabiję go jeżeli to prawda! Idę z nim pogadać...gdzie on jest?
S: Umm... Byliśmy w parku nie wiem, czy ona tam jeszcze jest... Pójdę już...
E: Nie moja droga, nigdzie sama nie pójdziesz, dopóki nie poczujesz się lepiej zamieszkasz u mnie...
S: Nie chcę przeszkadzać, jak Louis przyjdzie, na pewno będziecie chcieli być sami, a w ogóle Em nie chcesz słyszeć chyba jak wciąż ryczę...-łzy znowu ciekły po mojej twarzy na myśl o tym zdarzeniu.
Lo: Myślę, że to dobry pomysł nie będziesz sama... Em Cię pocieszy. Zgódź się!- uśmiechnął się i wytarł moje łzy.
S: No dobrze, to pójdę po moje rzeczy...
***Oczami Emily***
E: Poczekaj chwilę, pójdę z tobą...Tylko coś powiem Lou...- uśmiechnęłam się pocieszająco w stronę Sus, a ona odeszła kawałek na bok.
E: Lou pogadaj z Harrym, nie wierzę, że mógłby takie coś zrobić, on ją kocha...
Lo: Wiem, że ją kocha, pogadam z nim za chwilę, a ty pociesz Susan, spójrz jaka jest roztrzęsiona...
E: Potem przyjdź z nim do mnie, pogadają...
Lo: Dobrze, idę pa skarbie...-cmoknął mnie w usta i odszedł.
Poszłyśmy bardzo wolnym spacerkiem z Sus do mojego domy, zajęło nam to około 30 minut. Kiedy zaszłyśmy pod dom zobaczyłyśmy...
**************************************************************************
Komentujcie! <3!




