wtorek, 24 grudnia 2013

;)

                
Kochani! 

Wesołych, Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, Udanego, Upitego Sylwestra i Szczęścia w Nowym Roku 2014! :* <3

                

PS. Nowy rozdział będzie po Świętach, przed Sylwestrem! :)


piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 44.

KOMENTUJCIE <3!

Spojrzałam w stronę, z której dochodził hałas. Harry leżał na podłodze. Zaczęłam się trzęść. Szybko pobiegłam do salonu. 
-Louis, Lou! Szybko obudź się! - płakałam. 
-Jezu Susan co się stało?! - zerwał się szybko z kanapy. 
-Harry! Zemdlał, szybko dzwoń po karetkę!
-Uspokój się wszystko będzie okey! - w nerwach wyciągnął telefon i wezwał pogotowie. Wszyscy się pobudzili. Louis poinformował ich o zaistniałej sytuacji.
Poszłam do kuchni. Płakałam i mówiłam do niego. Ocknął się. 
-Kochanie, słyszysz mnie?! - pokiwał głową. 
-Pogotowie już jedzie! Boli Cię coś? - próbowaliśmy go podnieść. Pokazał na brzuch. 

                               ***

-Będzie dobrze! - pocieszała mnie Emily, gdy byliśmy w drodze do szpitala. 
-Ale przecież wszystko było okey, a tu nagle zemdlał... Nie rozumiem... - rozpaczałam, jak to ja. 
Co mogło mu się stać? Może to z nerwów, że nie poradzimy się z dzieckiem? A propos Darcy. Została w domu z Anne, stwierdziła, że nie będzie w stanie normalnie funkcjonować, a przy dziecku nie będzie o tym myśleć. 

                               ***

-Panie doktorze co z moim mężem? 
-Jego stan jest dobry, to było osłabienie spowodowane... bulimią.
-Nie! To niemożliwe! Na pewno się pan nie pomylił? - spytałam z niedowierzeniem.
-Niestety, ale to prawda. Musi się pani skontaktować z psychologiem. Pan Styles musi zacząć leczenie, a teraz przepraszam, ale muszę już iść. Może pani iść w odwiedziny. 
-Dziękuję.
Skierowałam się do sali nr 6, w której leżał Harry. Usiadłam koło jego łóżka, był taki blady! Złapałam go za rękę. 
-Harry kochanie... Musimy porozmawiać... - łzy cisnęły mi się do oczu.
-O czym? - spytał niewyraźnym, zmęczonym głosem. 
-O twojej chorobie...

***Oczami Harrego***

-A co mi jest? - udawałem, że o niczym nie wiem.
-Harry, proszę Cię... - mówiła do mnie takim troskliwym tonem. Nie wytrzymałem.
-Tak! Mam tę pieprzoną bulimię! Zadowolona?! - wydarłem się na nią.
Z jej oczu wypłynęły łzy. Jestem głupi...
*****************************************************************
No i jest! Dziwny rozdział. o.O
15 komentarzy = next :D

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 43.

*** Oczami Susan ***
Obudził mnie płacz Darcy. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 5 nad ranem. Zorientowałam się, że zasnęliśmy na kanapie w pokoju małej. Wstałam z nią na rękach. Podeszłam do przewijaka. Zmieniłam Darcy pieluszkę i włożyłam ją do nosidełka zakładanego jak plecak, tylko że na brzuch. Zeszłam na dół zrobić śniadanko dla wszystkich gości, którzy spali w salonie. Zabrałam się za przyrządzanie jajecznicy i kanapek. Jest jeszcze bardzo wcześnie więc trochę potrwa zanim wszyscy się dobudzą, a znając Harrego wstanie bardzo późno, nygus jeden. Póki mam czas poszłam posprzątać w naszej garderobie. Po godzinie wszystkie półki błyszczały, a ubrania były pięknie poskładane, aż sama się dziwie, że zajęło mi to tylko godzinę! Jest 06:20, czyli jeszcze kupa czasu! Posprzątam jeszcze u Darcy, a co mi tam! Wzięłam potrzebne rzeczy i skierowałam się do pokoju, w którym obecnie przebywają moje dwa ukochane skarby. Zabrałam się za mycie okien, które były strasznie okurzone. Później wypakowałam z wielkiej torby jej ciuszki i inne rzeczy. Układałam je w szufladach, gdy poczułam dłonie na ramieniach, a później pocałunek na czole. 

-Dzień dobry kochanie. - usłyszałam jeszcze zaspany głos mojego męża.
-Dobry, wyspałeś się? 
-Nawet, ale niezbyt wygodna ta kanapa. - chwycił się za kark, a ja zamknęłam szufladę i wstałam. 
-Od której jesteś na nogach? - spytał.
-Od 5. Darcy mnie obudziła. - przytuliłam się do niego. 
-Nie słyszałem, teraz ja będę wstawał. - podniosłam głowę, pocałował mnie, tym razem dłuuugo. 
-Chodź na dół, zrobiłam Ci śniadanie. - chwyciłam go za rękę i poszliśmy na dół. Zaparzyłam sobie i Harremu herbatę. Postawiłam przed nim kanapki. Zabrał mnie na kolana.
-A ty co jadłaś? 
-No, nic?
-To proszę bardzo jemy. - zaczął mnie karmić. 

Harry zmywał, a ja siedziałam i przeglądałam TT i FB przy włączonej muzyce. Nagle usłyszałam huk. Zerwałam się z miejsca.
************************************************************
Nudny rozdział, wiem. :( 
Ale lepszy będzie za 12 komentarzy! 
Jest już napisany, tylko potrzeba 12 komentarzy! :) 
Komentujcie! <3 Obserwujcie! <3

Zapraszam na drugi blog!
ANGEL ♥

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 42.

***Oczami Harrego*** -Wszystko jest okey, masz mnie, chłopaków, Em, moją mamę... -Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła... Kocham Cię... Tak bardzo Cię kocham - zaszlochała, nie mogłem już dłużej kryć łez wzruszenia, ale niby mężczyźni nie płaczą? 

-Masz wszystko skarbie? -Chyba tak, proszę pani... tzn. mamo? - byłem cholernie szczęśliwy, że tak nazywa swoją teściową. -Tak skarbie? - moja matka także była z tego powodu zadowolona. -Mogłabyś ponieść Darcy? Ja nie mam siły... -Oczywiście, chodź malutka... - po chwili do sali wparowali nasi przyjaciele. -Sus słoneczko, jak się czujesz? - zapytał opiekuńczo Lou. -Czuję się najszczęśliwsza na świecie Loulou... - przytulił ją. -A teraz pokażcie mi moją ''bratanice", no tak, przecież jesteśmy dla siebie jak bracia. -Chrześnicę Louis... - odezwała się moja żona i spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem, odwzajemniłem go. -Na... na prawdę? - miał łzy w oczach, chyba jak wszyscy. -Na prawdę. - Susan chciała wstać, ale była zbyt słaba. Jeszcze chwila i by upadła, ale złapałem ją. -Nie dam rady dojść do samochodu... - złapała się za głowę. -Ja Cię poniosę, chodź skarbie. - chwyciłem ją jak Pannę młodą,a ona się zaśmiała.


-Wysiadamy. - zabrałem ją znów na ręce i wniosłem do domu.
-Idź połóż się na kanapie, zrobię Ci coś do zjedzenia.
-Ktoś chce coś do picia?! - krzyknąłem z kuchni.
-Herbatę! - wszyscy krzyknęli równocześnie, a później się zaśmiali.

***Oczami Susan***
-Nareszcie spokój! - powiedziałam, gdy chłopcy zajęli się oglądaniem jakiegoś programu.
-Patrz, w końcu zasnęła. - szepnął Harry.
-Zaniesiemy ją na górę?
-Chodź. - wziął mnie na ręce, a ja trzymałam małą. To musiało komicznie wyglądać.

Siedzieliśmy i już głośniej rozmawialiśmy.
-Nie mogę w to uwierzyć... Pamiętam jak niedawno się poznaliśmy... A teraz już jesteśmy małżeństwem i mamy dziecko, nic lepszego nie mogło mnie spotkać... - pocałowaliśmy się.
-Ej! My też tu jesteśmy gołąbeczki! - powiedział śmiesznie Lou i strzelił focha, nawet nie wiem za co, ale to pomińmy.
-Chcesz buziaka obrażalski? - zaśmiałam się, a on obrócił głowę i pokazał palcem na policzek. Cmoknęłam go.
-Mam być zazdrosny?!
-Nie kochanie.
Nagle Darcy zaczęła płakać. Poszłam do niej razem z Harrym. Nie chciała ponownie zasnąć więc położyliśmy się z nią na małej kanapie w jej pokoiku. Nie pamiętam co się dalej działo bo chyba zasnęliśmy.
*****************************************************************
12 komentarzy -= next

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 41.

***Oczami Harrego***
Znajdowaliśmy się w pokoju dziecka. Nagle Susan zgięła się i zaczęła ciężko oddychać, kurwa, ona rodzi.
-skarbie? Co się dzieje?
-a! Harry, ja rodzę!
-szybko jedziemy do szpitala-wziąłem ja na ręce i szybko wybiegłem z domu, nawet go nie zakluczając. Usadziłem ja na tylnych siedzeniach. Usiadłem na fotelu kierowcy i z piskiem opon ruszyłem w stronę najbliższego szpitala.
-Skarb... skarbie... odd... oddychaj zaraz będziemy-wtedy ujrzałem znak, ze jest remont drogi, cholera!
-Kochanie... chyba nie dojedziemy do szpitala...
-Co?! Aa!  J... jak to nie?!
-Remont drogi... -wysiadłem szybko, otworzyłem tylne drzwi, podwinąłem jej sukienkę i zdjąłem majtki.
-No to rodzimy skarbie...
-Na pewno?! M... może wytrzymam!
-Niestety objazdem jest dodatkowe 10  km.
-Rozszerz nogi-położyła je na siedzeniach.
-Przyj!-zaczęła przeć, i głęboko oddychać, powoli było widać główkę dziecka
-J...jest w...widzę je przyj jeszcze kochanie-krzyczała, tak strasznie krzyczała, chyba nigdy nie zapomnę tego krzyku...
***30 minut później***
-Podaj ten kocyk-sięgnęła i mi go podała, owinąłem nim dokładnie naszą malutką córeczkę, aby się nie przeziębiła. Dałem ją potrzymać Susan, a sam zadzwoniłem na pogotowie, a następnie do Louisa.
-Halo? Harry co się dzieje? Jest po 23...
-Ubieraj się wujku i jedź zakluczyć nowy dom
-Dobra, ale co? Jaki wujku?
-Przed chwila na świat przyszła twoja można powiedzieć bratanica...-powiedziałem i spojrzałem na Susan. Patrzyła na mnie i płakała, ze szczęścia. Uśmiechała się.
-S...serio? Kiedy? Gdzie? W jakim szpitalu?
-Kiedy? Dokładnie 5minut temu o 23:10.
-A gdzie?- teraz mówił już wesoło.
-W range roverze.
-co?! Urodziła w samochodzie?!
-Tak, dokładniej to ja robiłem za lekarza.
-Wow! Napisz mi do jakiego szpitala jedziecie to przyjedziemy z Em i reszta
-Okey, jedz najpierw zakluczyć dom.-rozłączyłem się.
-Susan skarbie pogotowie juz jedzie
-Dobrze. Patrz jaka ona jest piękna...-znów się wzruszyła, w sumie to ja tez już nie hamowałem łez szczęścia.
-Po mamusi...
-I tatusiu... jak damy jej na imię?
-Darcy?
-Ślicznie!- przytuliłem ją.
-M...mogę ja potrzymać?
-Skarbie jeszcze się pytasz? Jest twoją córką jasne, że tak-podała mi ją. Patrzyłem na jej piękne niebieskie oczka, złapała mnie za palec. Susan wyjęła aparat i zrobiła nam zdjęcie. Teraz podałem malutką jej i również zrobiłem pamiątkowe zdjęcie. Usłyszałem syrenę karetki pogotowia, wysiadłem z auta i wskazałem jej drogę. Wysiedli, zabrali Susan i dziecko na wózek. Natychmiastowo wskoczyłem do samochodu, ruszyłem za nimi, jednocześnie włączając telefon na głośnik telefonując do mojej mamy.

***Na następny dzień***
***Około godziny 8***
Wstałem wykąpałem się i udałem do szpitala po drodze wstępując do marketu. Kupiłem potrzebne jedzenie i jechałem dalej. Na miejscu zastałem swoją mamę przytulająca Susan.
-Kochanie co się stało? Cześć mamo.-pocałowałem obydwie w policzek.
-Wzięli małą na jeszcze jakieś badania. Zaraz ją przyniosą i dadzą wyniki.
-Nie denerwuj się będzie zdrowa-uśmiechnąłem się.
-Proszę-podałem jej torebkę z owocami, woda i mlekiem dla Darcy.
-Jadłeś coś?-spytała.
-Em nie.
-To wynocha do bufetu coś zjeść.
-Ale nie..
-Jesteś głodny jesteś, idź.
-No dobra, przynieść Wam coś?
-Ja dziękuje.
-A ja poproszę kawę -odezwała się moja mama.
-Okej-wyszedłem, zjadłem kanapkę, wziąłem Susan na później herbatę, a mojej mamie kawę i poszedłem z powrotem, w sali zastałem lekarza.
-Dzień dobry-postawiłem kubki na stół i podałem mu rękę.
-Witam,panie Styles, mam wyniki. Państwa córeczka jest w pełni zdrowa-uśmiechnął się przyjaźnie i podał mi książeczkę zdrowia.
-Proszę ja wypełnić i za chwile przynieść, zrobimy kopie do archiwum.-skinąłem głową.
Wypełniłem wszystko i zaniosłem lekarzowi. Skserował. Poinformował mnie, że dzięki temu, że dziecko jest w pełni zdrowe jeśli Susan chce może wyjść do domu. Wróciłem do sali.
-Kochanie, już dzisiaj możesz iść do domu!-powiedziałem uradowany.
-To super, proszę pani?
-Ohh kochana mów do mnie Anne, albo...-spojrzała na Harrego, skinął głową.-Albo mamo.
-Pani wie o mojej matce prawda?-łza zakręciła mi się w oku.
-Wiem, Harry mi mówił, nie kazał poruszać tego tematu, ale jeśli mogę spytać to gdzie masz ojca?
-Zginął w wypadku jak byłam mała...
-Nie płacz skarbie, nie płacz-przytuliłem ją i podałem malutka mojej mamie.
*********************************************************************
Mam nadzieję, że się podoba? :D
12 komentarzy=next
No i zapraszam na drugiego bloga!
http://harrystyles-fanfiction-black.blogspot.com/

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 40.

-Yh... Dobra, a teraz niech któryś się pofatyguje i pomoże mi wstać- Harry wstał, wziął mnie na ręce i zniósł na dół, a postawił dopiero przed stołem w jadalni. Zjedliśmy śniadanie, któremu jak zwykle towarzyszyły śmiechy. Chłopcy pozmywali, a ja i Harry przebraliśmy się, bo idziemy dokupić rzeczy dla dziecka. Mam termin za 1,5 tygodnia więc trzeba być już w pełni wyposażonym.  

-Te są urocze!-pisnęłam, a Harry się zaśmiał, gdy wrzucałam do koszyka już szóstą parę różowych bodów. Tak. Będziemy mieć córeczkę. Jeszcze zastanawiamy się nad imieniem. No, ale nie zbaczają z tematu zakupów. Wybraliśmy już ciuszki, kocyki, zabawki, łyżeczki, pieluchy etc. Teraz czas na zakup łóżeczka i mebli.


-Spodoba jej się?-spytałem zdenerwowany. -No jasne ze tak! Gdybym miał dziewczynę...-rozmarzył się Zayn.
-Oh dobra, cicho idzie-i właśnie wtedy w salonie pojawiła się moja urocza żona. Wyglądała przepięknie, nie moglem oderwać od niej wzroku.
-Ślicznie wyglądasz-cmoknąłem ją w usta.
 -Ty tez niczego sobie. 
-Wychodzimy!-krzyknąłem i trzasnąłem drzwiami. Pomogłem wsiąść jej do samochodu, a za chwile ja znalazłem się na miejscu kierowcy.Odpaliłem silnik i ruszyliśmy. 
-Gdzie mnie zabierasz?-spytała mnie wesoło. 
-To niespodzianka!-zdenerwowałem się.
-Ej? Dlaczego nagle zrobiłeś się taki spięty?
-Boję się ze ci się nie spodoba. 
-A co ma mi się nie podobać? 
-D... No niespodzianka-podeszła mnie spryciula. 
-A daleko jeszcze? 
-5 minut, a teraz zamknij oczy, i proszę nie otwieraj dopóki nie powiem. Po chwili już parkowałem pod nowym domem. Tak, to jest właśnie ta niespodzianka. Kupiłem nam nowy dom. Wysiadłem z auta i podbiegłem otworzyć Susan drzwi i pomoc jej wysiąść, gdyż wciąż jeszcze miała zamknięte oczy. Stanąłem przed drzwiami, otworzyłem je.
-Już? 
-T...tak.
Odsłoniła swoje piękne oczy, które zaczęły penetrować całe pomieszczenie w którym się znajdowaliśmy. Za chwile miała w nich łzy. Obróciła się do mnie i wtuliła w mój tors. 
-Ojeju Harry, to jest przepiękne! 
-Naprawdę Ci się podoba? 
-Tu jest ślicznie, urządzone w moim stylu.
-Sam je urządzałem 
-Kocham Cię 
-Ja Ciebie bardziej-cmoknąłem ją w czoło 
-A teraz chodź na gore pokażę ci resztę pokoi.-weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się do naszej sypialni. 

***Oczami Susan*** 
Oglądałam z dokładnością każdy centymetr pokoju.nie mogłam wyjść z podziwu ze Harry sam go urządził. Zamknęłam drzwi, nad naszym łóżkiem zobaczyłam coś co mnie wzruszyło, , nie mogę uwierzyć ze chciało mu się robić taki kolaż, przecież była tam masa zdjęć! 
-Nie podoba ci się?-spytał zawiedziony.
-Jak mogłoby mi się nie podobać, jest śliczne! 
-To się ciesze, spędziłem na robieniu tego 3 godziny! 
-Jesteś głodna? 
-Bardzo!
Dom Harrego i Susan.:)
-To chodź na dole czeka pyszna kolacja. 
Zeszliśmy i skierowaliśmy się do jadalni, o kolorach brązu i bieli, piękne. Ile razy dzisiaj jeszcze użyję tego słowa? Usiedliśmy przy stole, Harry odkrył miskę z jedzeniem, była tam masa sałatki greckiej, wstał i przyniósł jeszcze jakieś mięso. 
-Kochanie ale ja nie mogę smażonego mięsa...
-wiem,dlatego to jest ugotowane-pamiętał kochany. 
-Jedz, smacznego. 
-nawzajem.
Po zjedzonym posiłku poszliśmy obejrzeć pokój dla dziecka. Był tak samo piękny jak sypialnia. 
-Tutaj tez powiesimy kolaż? 
-Oczywiście! Jak tylko uzbieramy zdjęcia, już mam jedno-wyciągnął z szuflady zdjęcie rendgenowskie, pokazał i schował. 
-Oh ten dom musiał kosztować dużo pieniędzy! 
-Spokojnie,to ci się tak tylko wydaje 
-No mam nadzieje...-zaśmiałam się. 
Nagle poczułam ukłucie w dole brzucha.
********************************************************************
Mam nadzieję, że się podoba?
12komentarzy=next

Sorka za błędy, ale pisałam na telefonie.