piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 39.

WIĘC TAK PARĘ INFORMACJI:
1) NA TYM BLOGU NAJPRAWDOPODOBNIEJ POJAWIĄ SIĘ JESZCZE OKOŁO 5 ROZDZIAŁÓW.
2)DRUGI BLOG! <3 CZYTAJCIE! :) KOMENTUJCIE!
3)KOMENTUJCIE! <3
*********************************************************************

***Oczami Susan***

Zarumieniona usiadłam na swoje miejsce. Po naszym pierwszym tańcu było tyle oklasków, że nie zdołałam się nie zarumienić, jak to ja.
-Kochanie
-Tak?
-Czemu nie jesz? Źle się czujesz?
-Nie nie, tylko się zamyśliłam
-Żałujesz, że za mnie wyszłaś?
-Nigdy w życiu skarbie-pocałowałam go, a wszyscy zaczęli krzyczeć ,,Gorzko, gorzko'' i klaskać. No nic jak mus to mus, hahaha.
Po zjedzeniu posiłków poszliśmy na parkiet. Tańczyłam parę razy z Louisem, Niallem i innymi gośćmi. Oczywiście najczęściej z Harrym, bo stwierdził iż ,, musi nacieszyć się świeżą żoną''. Hahaha, głupek. Tańczyliśmy i tańczyliśmy. W końcu po ok. 2 godzinach ciągłego szalenia na parkiecie musiałam odpocząć. Zrobiło mi się niedobrze, dlatego wyrwałam się z uścisku Harrego i szybkim krokiem skierowałam się do toalety. Za mną pobiegł mój mąż (jak to fajnie brzmi). Wbiegłam do jednej z kabin i zwymiotowałam, tym razem było tam trochę krwi. O nie... nie, nie, nie, akurat w tak ważnym dla nas dniu. Powiedzieć czy nie powiedzieć Harremu? Muszę... przecież to mój chłopak to znaczy mąż, ale będzie się martwił. Z rozmyśleń wyrwał mnie jego opiekuńczy głos.
-Kochanie, wszystko w porządku?
-Tak,tak wszystko okey, tylko...-przełknęłam ślinę szerzej otwierając drzwi kabiny. Spojrzał na mnie z przejęciem i mocno przytulił.
-Jesteś cała blada, mów...
-Zwymiotowałam... ale z krwią...
-O Boże... ch...chodź jedziemy do szpitala.
-Nie, nie! Harry stój! To nic takiego!
-Susan do jasnej cholery!-krzyknął,a ja momentalnie poczułam, że moje oczy robią się mokre.
-Jezu, skarbie, tak bardzo Cię przepraszam, po prostu tak strasznie się martwię...- wtuliłam się w jego ciało.

***5 miesięcy później***
***9 miesiąc ciąży***
Obudził mnie śmiech chłopaków. Zakryłam twarz poduszką i próbowałam kontynuować spanie. Po chwili usłyszałam dźwięk
robionego zdjęcia.
-Chłopcy... który tym razem zrobił zdjęcie?-cisza. -Nie macie komu, czemu robić zdjęć?
-No, ale to są pamiątkowe fotki!-krzyknął, a raczej pisnął Lou. 
-Przecież macie tyle kompromitujących mnie zdjęć na telefonach, laptopach i Tweeterze-z wypowiedzeniem ostatniego słowa spojrzałam na mojego męża. 
-Połowy jeszcze nie widziałaś...-szepnął.
********************************************************************************
10 komentarzy=next
Sorki, że taki krótki! ;c
I JESZCZE RAZ ZAPRASZAM! <3

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 38.

***Oczami Harrego***

Mianowicie Susan razem z Emily sadziła kwiaty. Zastanawiało mnie to, jak Em ją przekonała do wyjścia na dwór. Tak panicznie bała się każdego i wszystkiego, a teraz widzę ją na powietrzu, uśmiechniętą i nie przestraszoną? Wręcz zadowoloną i pewną siebie? Gdy do niej podszedłem zmieniłem zdanie. Lekko ode mnie odskoczyła, ale później wtuliła się w moje ciało. Ucałowałem ją w głowę i posłałem zdziwione spojrzenie przyjaciółce. 
-Byłyśmy u psychologa...-powiedziała mi cichutko Susan, tak jakby słyszała moje myśli.
-I już lepiej? Nie boisz się tak bardzo?-spytałem lekko spoglądając w dół.
-Jeszcze nie jest tak jak było...-spojrzała w moje oczy.
-Ale będzie-przerwałem jej w połowie zdania.
-Mam nadzieję...-szepnęła.
-Chodźmy do domu mała, zimno się robi i za chwilę  będzie padać
-Ale my jeszcze nie...
-Idź z Harrym, my z Lou dokończymy, prawda skarbie?
-N...-nie dokończył bo Em go kopnęła-Pewnie!-rozmasował bolące miejsce, a ja się zaśmiałem.
Weszliśmy do domu i skierowaliśmy się do salonu. O dziwo był pusty. Usiedliśmy i włączyliśmy telewizor. Leciały same denne filmy, więc postanowiliśmy ugotować coś na obiad. 
***Oczami Susan***
-Co to jest? Uwielbiam to!
-Tajemnica!-krzyknął Harry.
-Nie to nie! I tak moje ulubione danie, od teraz!-oznajmił Niall, a my się zaśmialiśmy.
-Wszyscy zjedli?-wstałam.-To ja posprzątam-zaczęłam zbierać talerze, ale uniemożliwił mi to Harry, który podszedł do mnie i odłożył porcelanę z powrotem na stół.
-Oj, nie kochanie, ty nie sprzątasz, odpoczywasz.
-Ale przecież...
-Żadnego ale! Chłopcy posprzątają, a my idziemy na spacer, hmm?


Spacerowaliśmy parkowymi alejkami rozmawiając na miliard różnych tematów. Najbardziej kochałam takie zapomnienie i szczerą i zabawną rozmowę z Harrym. Gdyby nie on, to nie wiem co bym zrobiła, na pewno teraz siedziałabym w domu i narzekała, jaka to ja jestem samotna, a tymczasem co? Niedługo będę mam nadzieję szczęśliwą mężatką i matką. Życie jest piękne!

***Oczami Susan***

***2 miesiące później***

Dziś odbędzie się nasze wesele! Nie mogę się doczekać! Razem z Harrym zaplanowaliśmy je tak, że po prostu musi być idealne! Mam nadzieję, że nikt i nic nie zepsuje nam tak ważnego dnia. 
Siedziałam na fotelu u kosmetyczki. Pierwsza kobieta zajmowała się makijażem, a druga układaniem moich włosów. Jeszcze tylko sukienka i uroczystość...

Staliśmy już na ślubnym kobiercu. Właśnie miałam wypowiedzieć te magiczne słowo, czyli ,,Tak'', ale w mojej głowie pojawiło się pełno obaw związanych z zawarciem związku małżeńskiego. Muszę, muszę to zrobić, nie dla dziecka, tylko przede wszystkim dla siebie... dla swojego szczęścia...
**************************************************************************
Okropny! ;c
Nie miałam weny przez ten tydzień... ;c Przepraszam Was. :)
Myślałam o tym, aby założyć drugiego bloga, typu BLACK ;) Jak myślicie czy to dobry pomysł? Piszcie w komentarzach! Proszę! Muszę się zdecydować :)
10 komentarzy = next

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział 37.

***Rano około godziny 8***
Wstałem i w pośpiechu zacząłem się ubierać, ale zachowując przy tym ostrożność. Nie chciałem obudzić mojej królewny, która jeszcze słodko spała. Dziś z Lou wcielamy w życie mój plan dotyczący matki Susan i tego drania, który ją skrzywdził. Wiem gdzie pracuje jej matka, więc razem z przyjacielem udaliśmy się tam. Zastaliśmy ją w dość... nieciekawej i obrzydliwej sytuacji. Mianowicie pieprzyła się z jakimś fagasem. Zrobiłem wielkie oczy,a  Louis zaczął się śmiać. Spojrzeli na nas zdenerwowani. 
-Co wy tu robicie małolaty?!-krzyknęła w naszą stronę, zakładając sukienkę.
-Przyszliśmy wyjaśnić sobie parę spraw...
-Nie znam Was... kochanie... wywal ich...-szepnęła ,,załamana'' do kochanka.
-Wynosić się stąd!-ryknął w naszą stronę.
-Oj nie tak szybko!-popchnąłem go i pociągnąłem za krawat do góry przyciskając jego ciało do ściany.
-Słuchaj gnoju! Nie wyjdę stąd, dopóki nie dowiem się kto skrzywdził moją narzeczoną, jasne?!-wystraszył się, jaki tchórz.
-Więc, albo gadasz kto to zrobił, albo zmiażdżę Ci tę piękną twarzyczkę!
-To...to...był...
-To był on! To był Patrick!-wskazała palcem na kolesia, którego przyciskałem do ściany.-spojrzałem na niego wrogim spojrzeniem.
-Hahaha, nie żyjesz kurwa, słyszysz?! Lou dzwoń na policję szybko!-matka Susan próbowała uciec, ale Louis ją zatrzymał. 
Zdjęcie Harrego, gdy Susan dzwoni. <3
-A ty! Słuchaj mnie i zapamiętaj to! Nie wierzę, jak można zgwałcić niewinną kobietę!-dostał ode mnie po pysku.-Pewnie innym też to robiłeś! Masz wielkie, wręcz ogromne szczęście, że Cię zostawię bo nie chcę mieć kłopotów! Tak, to byś już nie żył skurwielu!-kopnąłem go w czułe miejsce, zwijał się z bólu, i bardzo dobrze.
-A teraz pomyśl, jak ona się czuła, gdy ją gwałciłeś!-krzyknąłem i naplułem mu w twarz.
Do pomieszczenia wbiegła policja. Kazałem im aresztować tę dwójkę. Razem z Lou przyglądaliśmy się całej akcji i cieszyliśmy się, że wreszcie Susan zazna spokoju. Policjant poinformował mnie, że będę musiał z nią przyjść, aby złożyła zeznania. Mamy przyjść, gdy poczuje się na siłach, by to opowiedzieć. Podziękowaliśmy za przybycie policji i wyszliśmy z budynku kierując się do samochodu. Mój przyjaciel kierował, a ja siedziałem uśmiechnięty i zadowolony z naszego planu, który na całe szczęście wypalił. Usłyszałem dzwonek telefonu. Wyciągnąłem go z kieszeni, spojrzałem na wyświetlacz: ,,Słoneczko <3''. Na widok jej zdjęcia od razu jeszcze szerzej się uśmiechnąłem, przyłożyłem słuchawkę do ucha.
-No cześć kochanie!
-Gdzie jesteś?-szepnęła cichutko.
-Ym... Poza domem?
-Nie denerwuj mnie!-usłyszał to nawet Louis, który cicho się zaśmiał.
-No przepraszam skarbie, przepraszam... Jedziemy z Lou na zakupy, chcesz coś?-powiedziałem delikatnym głosem, aby nieco się uspokoiła. Już chyba mniej się boi.
-Wiesz co... Tylko uważaj na siebie... No i na Lou też -powiedziała szepnęła i się rozłączyła. Te jej mieszane humorki...
-Nigdy nie zrozumiem kobiet...-pokręciłem głową, a Lou jak zawsze zaśmiał się.
-Już chyba mniej się boi.-powiedziałem uradowany.
-To dobrze, ale nie zmienia to faktu, że jeszcze długa droga przed nią, aby mogła żyć bez strachu i o tym zapomniała.
-Co to znaczyło ,,wiesz co''?-uniósł jedną brew.
-Coś słodkiego i owoce, stałe zamówienie-zachichotałem, uśmiechając się.

Chodziliśmy po alejkach sklepowych, rozglądając się za potrzebnymi rzeczami. Mam zamiar zrobić Susan jakąś pyszną kolację. Postanowiłem zrobić sałatkę grecką, którą uwielbiała, poszedłem po potrzebne składniki i wróciłem do Lou, który oglądał jakieś gazety. Razem udaliśmy się do kasy. Zapakowaliśmy wszystko do bagażnika i ruszyliśmy do domu. Pod domem zastałem nieoczekiwany widok...
***********************************************************************************
Podoba się? :)
Piszcie DŁUGIE opinie w komentarzach! <3!
10 komentarzy = next :)

PS. Postarajcie się dobić do 10 ok? :)

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 36.

Dodawajcie komentarze, to dla was minutka, a dla mnie wielka motywacja do dalszego pisania. (Miło by było, gdyby komentarze były dłuższe):)
*****************************************************************************
***Oczami Harrego***
Żadne słowa nie są w stanie opisać jak czułem się w tamtej chwili, gdy Susan się mnie bała. Po prostu nie wiedziałem co robić, jednego dnia wszystko jest okej, przytulamy się całujemy, a następnego przez jakieś wydarzenie ona się mnie... boi. Starałem się ją jakoś do siebie przekonać, aż w końcu uległa i ponownie przyległa do mojego torsu. Emily stała załamana przytulając się do Louisa, a on próbował ją jakoś uspokoić. To dla nas wszystkich bardzo ciężka sytuacja, ale chyba najbardziej dla mnie. Zastanawiałem się czy po jakimś czasie wszystko wróci do normy i będzie tak jak dawniej? Na pewno postaram się, aby tak było. Teraz trzeba załatwić jej dobrego psychologa i przede wszystkim złożyć zeznania na komisariacie. Za pierwszym razem jej psychika nie ucierpiała, może dlatego, że nie bała się o dziecko? Nie zgłosiłem tamtego wydarzenia na policję tylko i wyłącznie ze względu na Susan, która bała się swojej matki, i to był błąd! Teraz tak tego nie zostawię! Tak nie może być! Nie może przez całe życie żyć w strachu przez jakiegoś jebanego kutasa! 

Przyjechali chłopcy poinformowani przez Lou o naszym chwilowym położeniu. Trafili tu bez zbędnych korków i przeszkód. Przynajmniej tak usłyszałem z opowieści Nialla. Powoli podszedł do nas Liam, zapewne dowiedział się od Tommo o strachu mojej dziewczyny, przepraszam...narzeczonej wobec Emily i jego samego.

-Susan...Obiecuję Ci, że znajdziemy tego śmiecia razem z policją i damy mu nauczkę...-mówił to takim delikatnym tonem, aby nie przestraszyć dziewczyny, a ona wsłuchiwała się w wypowiadane przez przyjaciela słowa. 
-Dziękuję, nawet nie wiesz jaka jestem Wam wdzięczna...-szepnęła tak cicho, że z ledwością można było to usłyszeć. Chłopak odszedł lekko się uśmiechając w naszą stronę. Chwilę jeszcze staliśmy, poczułem jak moja ukochana zaczyna się trząść, zdjąłem z siebie letnią kurtkę i założyłem jej na ramiona. Przytuliłem ją pocierając jej plecy. Syknęła i skrzywiła się. 
-Pokażesz mi co tam masz?-spytałem trochę wystraszony tym co mogę tam zobaczyć. Skinęła niepewnie głową, podwinąłem jej bluzkę i zobaczyłem wielkiego siniaka, a na łopatce głębszą ranę, z której sączyło się dużo krwi. Pokiwałem głową z niedowierzeniem. Nie mogłem, nie wytrzymałem i przeklnąłem głośno tupiąc nogą, na tyle, że chłopcy stojący jakieś  metrów od nas odwrócili się w moją stronę. Nie chcę tego robić, lecz nie mam innego wyjścia, muszę chronić moją wybrankę...
************************************************************************
Jak myślicie co zrobi Harry? Piszcie w komentarzach!
8 komentarzy = następny rozdział.

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 35.

***Oczami Harrego***
Nie, nie, nie! Dlaczego, kurwa, dlaczego?! Zadzwoniłem szybko po chłopaków i Emily.Siedziałem zdenerwowany na ławce i płakałem, ludzie przechodzący koło mnie dziwnie się patrzyli, ale nie zwracałem na to uwagi. Przyjechali po 10 minutach. Opowiedziałem wszystko ze szczegółami trzęsąc się. Em tak samo jak ja zaczęła płakać, przytuliłem ją.
-Chodźmy, musimy ją jak najszybciej znaleźć!-krzyknąłem.
-Rozdzielmy się...-zaproponował Liam.
-Ja wezmę psa, może uda mu się doprowadzić nas do niej po zapachu-stwierdziłem.
Więc podzieliliśmy się na grupy. Ja, Emily i Louis pojechaliśmy na przedmieścia Londynu, niedaleko lasu, a reszta pojechała poza Londyn. Tak cholernie się o nią bałem, miałem takie cholernie złe przeczucia! Dlaczego?! Dobra Harry... uspokój się... wszystko będzie w porządku znajdziemy ją... Wszystko będzie okey.
***2 godziny później***
Traciłem już nadzieję na znalezienie jej, gdy moją uwagę zwrócił czarny samochód pędzący ze strasznie szybką prędkością. Chwilę później pies zaczął podążać w tamtą stronę, a za nim ja. Gdy byliśmy koło lasu zaczęliśmy biec. Po chwili zobaczyłem jakąś kobietę podążającą w naszą stronę...Susan, była cała roztrzęsiona. Rozmazany makijaż, podarte spodnie, nie, nie, nie! Kto jej to zrobił! Jak znajdę gnoja, to nie ręczę za siebie! Podbiegłem do niej rzucając smycz Louisowi.
***Oczami Susan***
Szłam ulicą już dobre 30 minut. Jak na razie przejeżdżały tu tylko 2 samochody, ale żaden z kierowców nie był zbyt zainteresowany płaczącą dziewczyną, która szwęda się po jakiś zadupiach. Zero współczucia! Eh... Mam nadzieję, że przez nerwy nic nie stanie się mojemu dziecku. Ciekawe, co Harry teraz robi... Czy mnie szuka? Okaże się jak wreszcie znajdę się w domu!
-Susan!-zatrzęsłam się i wszystkie obrazy z wydarzenia z samochodu pojawiły się w mojej głowie.
-Kochanie!-H...Harry? To naprawdę on?-podbiegł do mnie, ale zatrzymał się przede mną, gdy zobaczył mój wyraz twarzy... przerażenie, ból.-B...boisz się mnie?-spytał bliski rozpaczy, ale nie poddawał się i chciał mnie przytulić.
-Nie...Nie dotykaj...
-Kochanie, ja Ci nic nie zrobię, nigdy bym Cię nie skrzywdził, przenigdy...-wyszeptał i widziałam nadzieję i złość. Zawahałam się, ale w końcu wtuliłam się w jego tors. Głaskał moje włosy łkając i mówiąc, że wszystko będzie dobrze i, że mam się nie bać. Kątem oka zobaczyłam przyglądających się nam Louisa z psem na rękach i wtuloną w jego bok Emily, płakała... Yhh... Chciałabym ją przytulić, ale nawet jej się boję... Podeszła niepewnie w naszą stronę odrywając się od Lou. Chciała mnie przytulić, ale odskoczyłam jak poparzona i od niej i od Harrego.
-Kochana, boisz się mnie? Nie ufasz mi? Naprawdę?
-Przepraszam...-wyszeptałam
-Nie przepraszaj... rozumiem...
***********************************************************************************
Krótki podoba się?
10 komentarzy = next

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 34.

Ocknęłam się w środku samochodu. Jechał on z wielką prędkością. Przestraszona rozglądałam się dookoła i wyrywałam, ale usłyszałam:
-Nic Ci to nie da!-wrzasnął... chwila...chwila Patrick?!
-Czego ode mnie znowu chcesz skurwielu?!
-No jak to czego? Zabawić się maleńka
-Jeśli nasłała Cię moja matka, to możesz jej przekazać, że żadnych pieniędzy i tak nie dostanie!
-Haha, zobaczymy!-krzyknęła... moja matka, która odwróciła się w naszą stronę.
-Co ty tu robisz?! Czego ty ode mnie chcesz?! Wszystko było w porządku dopóki się nie pojawiłaś!
-Nie chcesz dać pieniędzy, to zamienię twoje życie w piekło!
-Nie rób mi nic... Proszę...Jestem w ciąży...-wyszeptałam i po moich policzkach spłynęły łzy.
-I tak Ci nie odpuszczę, Patrick, wiesz co robić!-wrzasnęła.
-Nie, proszę, proszę...
-Yhh... Nie ględź już... No dobra trochę delikatniej, hahaha!-suka...
Zaczął mnie dotykać, a ja krzyczałam i wyrywałam się. Nic nie dawało. Włożył rękę pod moje spodnie i bieliznę. Dotykał mnie, a potem włożył tam palec. Łzy zdesperowania ciekły po moich policzkach, ale nic nie mogłam na to poradzić... Po chwili zobaczyłam, że moja matka to wszystko nagrywała. Jeśli komuś to pokaże, to nie ręczę za siebie! Jak ona mogła mi to zrobić! Za pierwszym razem kazała swojemu przyjacielowi mnie zgwałcić, a

teraz molestować! Tak nie może być! Przez nią mam zrujnowaną psychikę! To się tak nie skończy, pójdę na policję i niech ją wreszcie zamkną! Ją i jego! Skończyła nagrywać i kazała mu mnie wywalić z auta. Do jasnej cholery gdzie ja jestem?! Kurde! Jeszcze telefon rozładowany! Dlaczego ja mam zawsze takiego pecha?! Zapłakana szłam w stronę, która wydawała mi się właściwa.
***Oczami Harrego***
Sprzątałem po psie, gdy przestałem słyszeć uroczy śmiech Susan. Pies zaczął szczekać.Odwróciłem się i to co zobaczyłem przeraziło mnie. Mianowicie moją dziewczynę jakiś mężczyzna pakował do samochodu. Wyrywała się, ale była zbyt mała. Szybko zacząłem biec w tamtą stronę, niestety nie zdążyłem. Stałem tam zapłakany...
*******************************************************************
Proszę o dłuuuugie komentarze! <3! 
Co sądzicie o tym rozdziale?
Co sądzicie o SOML? Ja kocham! <3333

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 33.

POBIJAMY REKORD! STORY OF MY LIFE
**********************************************************************************
***Wieczorem***
Ubrałam się w ten zestaw, który kupiłam razem z Harrym. Umalowałam się i byłam gotowa do wyjścia równo o 19. Zeszłam na dół, gdzie siedzieli chłopcy, Em, Gemma oraz mama Harrego. Wszyscy powiedzieli jedynie ,,Wow''. Zarumieniłam się. Loczek do mnie podszedł i szepnął do ucha:,,Seksownie wyglądasz kotku''. Znowu zalałam się czerwienią na twarzy. Złapał mnie za rękę, krzyknął krótkie ,,Wychodzimy'' i po chwili znaleźliśmy się na dworze. Pogoda była idealna. Nie za zimno nie za ciepło. Postanowiliśmy przejść się do restauracji na pieszo. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Usiedliśmy przy stoliku, pod ścianą. Złożyliśmy zamówienia, które dostarczono nam po 5 minutach. Konsumowaliśmy dania, gawędząc na przeróżne tematy. Po zjedzeniu nadal rozmawialiśmy. Po chwili loczek wstał ze swojego miejsca. Z głośników zaczęła sączyć się cicha muzyka. Harry klęknął przede mną na jednym kolanie. Wyciągnął z kieszeni swojej marynarki małe, czarne pudełko. Otworzył je, a moim oczom ukazał się prześliczny pierścionek. 
-Susan Leight, czy zostaniesz moją żoną?-wszystkie pary oczu skierowały się na naszą dwójkę. W moich oczach nagromadziły się łzy, ale były to łzy szczęścia. 
-Jej, no oczywiści, że tak!-założył na mój palec pierścionek, wstał i namiętnie pocałował. Wszyscy zaczęli nam bić brawa, a ja nie mogłam uwierzyć w to co stało się przed chwilą. Niedługo wyjdę za mąż i urodzę dziecko. Nic nie jest w stanie opisać radości i szczęścia, które wtedy we mnie buzowało. 
***W domu***
***Rano około godziny 7***
Leżałam w wannie przykryta pierzyną z piany. Rozkoszowałam się pięknym zapachem żelu waniliowego. Odprężona leżałam tak jeszcze z 20 minut. Usłyszałam ciche drapanie o drzwi. Zdziwiłam się, bo kto mógłby w nie drapać. Okryłam się miękkim ręcznikiem i podeszłam do drzwi. Jakie było moje zdziwienie, gdy nikogo za nimi nie zastałam? Duże. Już miałam zamykać drzwi, ale usłyszałam cichutkie skamlenie pod swoimi nogami. Spojrzałam w dół i to co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zobaczyłam bardzo malutkiego psa. Podniosłam go, a on zaczął trochę głośniej skamleć i drzeć z zimna... No tak, zostawiłam otwarte okno, a rano jest przecież strasznie zimno. Wciąż zastanawiał mnie fakt, iż znalazłam tu psa.
-Harry!-krzyknęłam.
-Coooo?!-odkrzyknął mi z dołu.
-Chodź na chwilę!
Przyszedł, a raczej przybiegł w ułamku sekundy.
-Powiedz mi, co tu robi ten Słodziak?-pokazałam na psa, który znajdował się na moich rękach.
-Emm... No to prezent dla Ciebie mycha! Wiem, że chciałaś psa no to go dostałaś!
-Aaa! Dziękuję!-pocałowałam go,a następnie psa.
-Hola, hola! To ja jestem twoim NARZECZONYM, a nie George.
-On się nazywa George?
-No tak
-Jak fajnie! Już go kocham!-pogłaskałam i przytuliłam psa.
-A mnie?-wywinął usta w podkowę.
-Ciebie będę kochać zawsze.-wyszczerzył się ukazując swoje dołeczki.
-Um... Harry? A kupiłeś mu jakieś akcesoria i jedzenie? 
-No jasne! Zaraz przyniosę
-Ooo... Patrz, zasnął, jaki kochany!
-Położę go narazie na łóżko, a ty się ubierz, bo się przeziębisz
-No już, już-weszłam do łazienki i w mgnieniu oka ubrałam się
George-nowy pies
Susan i Hazzy
to, co idealnie pasowało do dzisiejszej nie za ciepłej pogody. Wyszłam i położyłam się koło mojego pieska. Głaskałam go. Po chwili przyszedł Harry z wielką torbą. Wyciągnął wszystko i położył na dywanie. Postanowiłam założyć mu 
ciuszki, bo było chłodno na dworze, a to mały pies i iść z nim oraz Harrym na spacer. Przypięłam mu smycz i zeszliśmy razem na dół.
-Wychodzimy!-krzyknęłam, a oni odkrzyknęli krótkie ,,okey'' nie odrywając oczu od telewizora. 
Szliśmy przez park rozmawiając. 
-A tak w ogóle to z jakiej okazji kupiłeś mi pieska?
-No jak to głuptasie? Nie pamiętasz, że dzisiaj masz imieniny?
-No tak wiesz, w mojej rodzinie nie obchodzono imienin, tylko urodziny-uśmiechnęłam się.
-A chyba, że tak, a nie obrazisz się, że będziemy je obchodzić?
-Nie, nie obrażę, wręcz przeciwnie ucieszę!-zaśmiałam się.
-A właśnie, mam dla Ciebie jeszcze jeden prezent-wyciągnął z kieszeni podłużne pudełko. Otworzył je, a moim oczom ukazał się piękny naszyjnik z połową serca.
-Ojejku, to jest piękne! Harry dziękuję! Nie musiałeś!-uwiesiłam mu się na szyję.
-Uczynisz mi ten zaszczyt i obrócisz się, abym mógł założyć mojej damie prezent.
-Oczywiście panie Styles-zaśmialiśmy się. Zawiesił na mojej szyi wisiorek. 
-A gdzie druga część?-podniósł rękaw od koszuli i pokazał mi jedną z jego bransoletek. Była tam druga połówka serca. Złączyłam je i powstał napis ,,LOVE FOREVER: HARRY & SUSAN''. 
-Jej! Jakie to słodkie! Harry, strasznie Ci dziękuję!-znów rzuciłam mu się na szyję.Spojrzałam kątem oka na Georga i zobaczyłam, że zrobił kupę. Oderwałam się od Harrego, podałam mu smycz i zaczęłam biec. On zdezorientowany spojrzał na mnie, gdy zatrzymałam się kawałek dalej. Krzyknęłam:
-Spójrz na psa!
-Ej! Yhh...-podszedł i sprzątnął psią kupę z trawnika, myślałam, że nie wytrzymam ze śmiechu, gdy zobaczyłam jego minę. Śmiałam się z daleka, gdy poczułam przeraźliwy ból w karku. Nic nie zdążyłam zrobić, bo poczułam, że ktoś mnie gdzieś ciągnie zasłaniając oczy. Krzyk Harrego, szczekanie naszego psa i straszny szept jakiegoś ochydnego mężczyzny, to jedyne co słyszałam w tamtej chwili, po chwili nie słyszałam już nic.
*****************************************************************Jak myślicie kim jest ten mężczyzna, który porwał Susan? Piszcie w komentarzach. Chciałabym też, abyście rozpisywali się trochę w komentarzach :) A nie tylko: ,,Świetne'', ,,Super''. Oczywiście nie zmuszam, ale byłoby mi milej. ;))
10komentarzy = next

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 32.

-Jezu, nie wiem co się ze mną dzieje, wciąż się rozklejam
-Są wady i zalety bycia wrażliwą kobietą
-No tak, kurde... zaczęło padać, zawieziesz nas do Centrum Handlowego?-strzeliłam smajla na pół twarzy, a mój towarzysz się zaśmiał.
-No jasne! Chodź
Zeszliśmy na dół. Poinformowałam dziewczyny, że Harry podwiezie nas, gdyż pada deszcz. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Siedziałam na miejscu pasażera z przodu, a Em i Gemma z tyłu. Rozmawiałyśmy na kobiece tematy, Harry nie czuł się zbyt komfortowo słysząc naszą rozmowę. Stwierdziłam to po mimice jego twarzy i ciągłym wierceniu się na fotelu. W końcu po 10 minutach dojechaliśmy na miejsce, Wysiedliśmy. Moje towarzyszki skierowały się do wejścia, a ja chciałam jeszcze tylko pożegnać się szybko z Hazzą.
-Błagam Cię! Nigdy więcej nie chcę słyszeć o nowych sposobach depilacji miejsc intymnych!-powiedział z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
-Hahaha, dobrze skarbie. Do zobaczenia. Przyjedziesz po nas?
;)
-Tak, zadzwoń, leć już!-cmoknął mnie w usta i z powrotem wsiadł do auta, a ja pobiegłam do dziewczyn. Weszłyśmy w głąb CH i udałyśmy się do pierwszego, ale też mojego ulubionego sklepu w tym Centrum, czyli 4f. Od razu wpadła mi w oko nowa para Conversów w panterkę. Wzięłam od razu drugą, gdyż miałam na wydanie, aż 2,000 złotych! Jednak moja matka przelewa mi pieniądze na konto. Powoli przeglądałam półki i wieszaki w poszukiwaniu czegoś dla Harrego. Znalazłam dla niego fajne szare dresy. Zawsze narzeka, że żadnych nie ma więc pozbyłam się tego kłopotu. Emily kupiła sobie super torbę. Gemma szarą bluzę. Poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za zakupy. Po opuszczeniu tamtego sklepu skierowałyśmy się do innego, i tak w kółko. Na sam koniec poszłyśmy do sklepu dla dzieci. Chciałam powoli kupować ciuszki dla maluszka. Mimo, że nie znam jeszcze płci, to nie zaszkodzi mi kupić, jakiejś uniwersalnej rzeczy. Dopiero co weszłam do sklepu, a mnie już podoba się milion rzeczy. Rozglądałam się po półkach i wieszakach i w końcu kupiłam body, skarpetki oraz grzechotkę i misia. Po zapłaceniu poszłyśmy do restauracji obok CH, coś zjeść i porozmawiać. Zamówiłyśmy dania i zaczęłyśmy rozmowę na temat ciuchów i dzieci.
-Jej, nie mogę uwierzyć, że Ty i Harry zostaniecie rodzicami-skierowała tę wypowiedź w moją stronę Emily.
-Dlaczego? To normalne, że dwoje ludzi w końcu zostaną rodzicami.-uśmiechnęłam się.
-Ale po prostu cieszę się, że będzie małe dziecko, z którym będzie można się pobawić, wiesz jak ja kocham dzieci!
-Hahaha, tak wiem.
-Ale uważaj Sus, bo mój braciszek jest strasznie nad opiekuńczy, więc będzie obchodził się z maluszkiem jak z jajkiem!
-Oj Gemm, da się to zauważyć, już za mną lata i każe na siebie uważać, a co dopiero z dzieckiem! Ale ja już go doprowadzę do porządku, haha
-No i bardzo dobrze! Trzeba, ojj trzeba, hahaha
-A tak w ogóle Gemm, masz chłopaka?-poruszałam zabawnie brwiami
-Ymm... No mam-zarumieniła się
-No i jaki jest? Opowiadaj!
-Opiekuńczy, słodki,przystojny, umie pomóc, po prostu mój ideał!
-Ooo masz jakieś zdjęcia?
-No raczej, haha-pokazała nam swoją tapetę, na której widniał dobrze zbudowany i przystojny chłopak.
-Wow, ale ciacho!-odezwała się Emi.
-Mam nadzieję, że to o mnie mówicie?-odezwał się z szerokim uśmiechem Tommo.
-O! Louisku? Skąd ty się tu wziąłeś?-spytała go jego dziewczyna, czyli Em rzecz jasna.
-Przechodziliśmy z... z Harrym, ale gdzieś mi zniknął-odpowiedział i pocałował Emily.
-Ej... to ja idę go poszukać, a wy sobie pogadajcie, ok?-wzięłam swoje torby.
-Dobrze-powiedzieli.Nic nie mówiąc wyszłam z restauracji. Szłam rozglądając się za moim chłopakiem.O! Jest! Widzę go! Wychodził właśnie z Centrum Handlowego z jakimiś torbami i włożył je do auta. Podbiegłam do niego i zakryłam mu oczy.
-Zgadnij kto!
-Zdaje mi się, że moja piękna dziewczyna
-A jakby inaczej!-zaśmiałam się.
-Co kupiłeeeeeś?-przeciągnęłam.
-A tajeeeeemnica kochanie
-Ejj!-zwinęłam usta w podkówkę.
-Chciałbym Ci powiedzieć, ale to niespodzianka-pogłaskał mnie po policzku.
-Pff... Nie to nie, a ja też Ci coś kupiłam
-Co? Co? Co? Co? Co?
-Tajemnica misiu, nie no dresy, żebyś już nie marudził, że nie masz
-Dziękuję-cmoknął mnie w usta.-A ja zapraszam Cię dzisiaj na kolację
-Na prawdę? Ale ja nie mam się w co ubrać! Nie kupiłam żadnej nowej sukienki! Idziesz ze mną? Pomożesz mi wybrać
-Oczywiście
Schował moje siatki do bagażnika i udaliśmy się do ,,Top Secret''. Hmm... tyle ciuchów, a ja nie wiem co wybrać. 
-O Boże jaka piękna!-pisnęłam, a Harry się zaśmiał. Idę ją przymierzyć. Weszłam do jednej z kabin i założyłam na siebie wybraną rzecz. 
-I jak wyglądam?-wyszłam pokazać się Harremu.
-Wow! Bierzemy ją!
-Poprawka, ja ją biorę-uśmiechnęłam się do siebie w lustrze.
-Nie, nie, nie. Mamy tyle pieniędzy i ja Ci ją kupię.
-Ja też mam dużo pieniędzy od matki.
-Nie kłóć się.
-Yhh dobra. Ale znajdź mi jakieś pasujące szpilki.
-Dobra, idź
Przebrałam się i podeszłam do Harrego. Gdy zobaczyłam jakie buty mi wybrał myślałam, że się załamie.
-Harry? Serio uważasz, że te zielone szpilki pasują do tej sukienki?
-Ym... No tak
-Boże!-powiedziałam.
-Wolę Harry-wyszczerzył się.
-Haha, Aaa! Patrz te czarne, idealne!-zachwyciłam się.
-Tamte lepsze, ale jak nie pasują to się nie wtrącam-zaśmiałam się.
-Chodź idziemy zapłacić-złapałam go za rękę. Po odejściu od kasy pokierowaliśmy się do samochodu. Gdy już ruszyliśmy, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Emily. Poinformowałam ją, że wracam z Harrym. Rozmawialiśmy wciąż się śmiejąc, czyli norma. Kiedy już siedzieliśmy w salonie pokazywałam Hazzie wszystko co kupiłam. 
Pierwsze co mu pokazałam to elegancka koszula ciążowa. Następne rzeczy też były i ciążowe i zwykłe.<POKAZANE POD ROZDZIAŁEM> Podarowałam mu te dresy, a on od razu je założył, wyglądał w nich idealnie. Na sam koniec zostawiłam rzeczy dla dziecka. Wyciągnęłam body,wełniane skarpetkiprzytulankę,oraz grzechotkę.
Był zachwycony. 
**********************************************************************************
A więc jest! 
9 komentarzy=next