czwartek, 31 października 2013

Rozdział 31.

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę. Gdy przyszedł Harry poszłam na górę do pokoju Lou, w którym obecnie znajdowała się Emily. Zapukałam, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zobaczyłam Louisa i moją przyjaciółkę słodko śpiących. Postanowiłam zrobić im zdjęcie i wstawić na Twittera, którego niedawno założyłam. Zdjęcie załadowało się, dopisałam jeszcze:
,,Moje gołąbeczki!  @Emily_South''
Podeszłam do ich łóżka i delikatnie szturchnęłam moją przyjaciółkę w ramię. Odtrąciła moją rękę.
-Em...-nic. -Em! Wstawaj!-krzyknęłam jej do ucha.-ocknęła się.
-Cooo chcesz?-spytała marudnie
-Chcę się dowiedzieć, czy idziesz ze mną i Gemmą na zakupy za pół godziny?
-Jaką Gemmą?-usiadła na łóżku i przetarła oczy.
-Siostrą Harrego.
Zdjęcie dodane przez Harrego na jego tt. ;)
,,Moje słoneczko!<3''
-Mogę iść daj mi chwilę tylko się ubiorę.-nic nie mówiąc wyszłam z pokoju schodząc na dół. Zobaczyłam tam Harrego i Gemmę śmiejących się.
-Z czego się śmiejecie?
-Aaa... Z niczego kochanie.
-No powiedz!
-Nie.
-Harry?-posłałam mu znaczące spojrzenie.
-Za buziaka!-chciałam dać mu całusa w policzek, ale przechylił głowę i złączył nasze usta.
-Z twoich ,,słitek'' z przyjaciółkami!
-O nie zostaw! -chciałam wziąć mu mój tablet, na którym oglądał zdjęcia, ale wstał i podniósł go do góry naYhh...
taką wysokość,  że nie mogłam sięgnąć.
-Radzę Ci po dobroci oddaj mi mój tablet!
-Mogę oddać, i tak to zdjęcie jest już u mnie na tt.
-Zabije.Cię.Czaisz?Jak ja tu wyszłam?-powiedziałam opadając na krzesło.
-Pięknie jak zwykle-chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-Aha, czyli rozumiem, foch?-nic nie odpowiedziałam.
-Zobaczymy, kto pierwszy się odezwie-hahaha na pewno nie ja! Jeszcze trochę się z nim podrażnię. I tak wiem, że pierwszy się do mnie odezwie.Usiadł koło mnie na krześle i coś grzebał w telefonie.
-Idziemy Gemma?-spytałam
-Chodź-pokierowałyśmy się do przedpokoju w celu założeni obuwia, gdy do pomieszczenia wpadła Em.
-O! Cześć, jestem Emily, miło mi.-podała Gemmie rękę.
-Mnie również, Gemma.
-To dziewczyny ubierać buty, ja tylko skoczę po torebkę
Pobiegłam do pokoju. Wchodząc do środka zobaczyłam Harrego, chyba sprzątającego w garderobie. Chwila...chwila, czy...czy Harry sprząta?! Nie możliwe! Muszę zrobić zdjęcie na pamiątkę tego jakże długo wyczekiwanego dnia!
-Harry? Dobrze się czujesz?
-Tak, a co? Ooo nie ma focha?
-Bo sprzątasz, a to u Ciebie nie spotykane!
-Bo chciałem Cię przeprosić skarbie-złapał mnie za rękę.
-Nie musisz, to moja wina, wiesz ciąża, hormony tak na mnie działają i wściekam się o byle co
-Rozumiem-cmoknął mnie w czoło.
-Ja nie rozumiem, jak ty mnie możesz kochać...
-Jesteś moim ideałem
-Serio? A mój denerwujący charakter, to, że jestem taka niska, gruba, brzydka, nie przeszkadza Ci to?
-Mała, nie mów tak! Po pierwsze twój charakterek jest pociągający, po drugie małe jest piękne! Po trzecie nie jesteś gruba, nie wiem czemu kobiety zawsze mają jakieś kompleksy związane z wagą.
-Kocham Cię bardzo!-uroniłam łzę.
************************************************************************************
             KRÓTKI, NIE PODOBA MI SIĘ.
8 KOMENTARZY = NEXT
ALE KOMENTARZE NIE OD TYCH SAMYCH OSÓB!
<3

środa, 30 października 2013

Rozdział 30.

***W nocy***
Wierciłam się, było to spowodowane bólem brzucha. Nie mogłam wytrzymać. 
-Kochanie? Wszystko w porządku?-zapytał zaspany.
-Brzuch mnie strasznie boli...
-Poczekaj przyniosę Ci termofor albo tabletkę - chciał wstać, ale go zatrzymałam.
-Nie musisz, poradzę sobie... Jakoś wytrzymam, a z resztą nie mamy odpowiednich tabletek dla mnie
-To skoczę do sklepu
-No chyba oszalałeś? O 2 w nocy?
-Są apteki nocne, i tak pójdę, nie chcę żebyś cierpiała
-Na prawdę?
-Tak-uśmiechnął się i wstał. Zaczął zakładać na siebie ciuchy, które leżały na komodzie. Muszę przyznać, że nigdy nie miałam bardziej opiekuńczej osoby. Harry jest na prawdę najlepszym co mnie w życiu spotkało. Po 20 minutach przyjechał.Podał mi leki i termofor. Niemalże po paru minutach poczułam ulgę i usnęłam otulona przez Hazzę.
***Rano***
Obudziłam się około 8. Wstałam i ubrałam się w ciuchy na zimniejszą pogodę, która dzisiaj była na dworze. Z racji tego, że mam mało ciuchów wybiorę się dzisiaj na zakupy. Kończyłam właśnie rysować kreskę eyelinerem, gdy ktoś mnie szturchnął. 
-Kurwa.
-Ej kochanie? Pierwszy raz słyszę jak przeklnę łaś
-Bo patrz co mi zrobiłeś niezdaro-obróciłam się w jego stronę z rozmazaną kreską na oku
-No nic nie widzę 
-Faceci...-zaśmiał się i poszedł do łazienki, a ja poprawiłam makijaż zepsuty przez Harrego. Po chwili zeszłam na dół, przechodząc koło lustra zauważyłam, że mój brzuch zrobił się większy. Po chwili podciągnęłam koszulę ,pogładziłam go i jeszcze chwilę się przeglądałam. Po chwili usłyszałam ciche ,,Ooo...'' szybko zasłoniłam brzuch i zalałam się różem na policzkach. 
-Cześć Gemma-pocałowała mnie w policzek.
-Nie wstydź się kochana!-uśmiechnęłam się.
-Emm... Mam do Ciebie prośbę, poszłabyś ze mną i moją przyjaciółką na zakupy? Chce Cię lepiej poznać
-No oczywiście, że tak! Kocham zakupy!-zaśmiałyśmy się.
Usłyszałyśmy kroki na schodach, a po chwili na dole zjawił się
Piękna Gemma! :)
Harry w samych bokserkach. Gdy zobaczył Gemmę, zasłonił się.

-Gemma?! Co ty tutaj robisz?
-Też się cieszę, że Cię widzę braciszku-powiedziała z ironią.-Mógłbyś się ubrać, ponieważ nie chcę tego widzieć! Hahahaahh!
-Jesteś niemiła!-wygiął usta w podkówkę.
-Ojej! Kochanie, mykaj do góry się ubrać!
-Tak jest!-krzyknął, obrócił się na pięcie i poszedł się ubrać.
My usiadłyśmy w salonie i zaczęłyśmy rozmawiać o różnych nowych kosmetykach, ogólnie o modzie, i różnych zabiegach kosmetycznych. Ohh! Muszę przyznać, że mamy z Gemmą te same zainteresowania i lubimy te same rzeczy. Może to początek przyjaźni? Nie chcę zapeszyć.
************************************************************************
I jest! :D 
20 komentarzy = next

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 29.

-Ja...My...Nie wiemy...
-Chciałabym, aby to dziecko było legalnie NASZE.
-No to musielibyście się zastanowić nad ślubem.
-Mamo, zostaw ich, na pewno sobie ze wszystkim poradzą...-Gemma próbowała zmienić temat.-Płeć jeszcze nie znana prawda?
-Jeszcze nie, ale niedługo
-Chcesz mieć córkę, czy syna?
-Chciałabym synka, ale Harry woli córkę, haha
-No tak nasz Harry zawsze chciał dziewczynkę, pamiętam jak zawsze zajmował się moimi lalkami jak byliśmy bardzo mali
-Gemma!-pisnął-Nie kompromituj mnie
-Oj Harry to urocze-pogładziłam go po policzku
-Przepraszam na chwilę, idę do toalety-powiedziałam
-Kochanie, wszystko w porządku?
-Tak, chyba tak
-Gemma poszłabyś z nią? 
-Nie trzeba Ha...
-Oj trzeba, trzeba...
-Chodź -Gemma podeszła do mnie i pociągnęła za rękę. Skierowałyśmy się do toalety, która znajdowała się parę kroków od naszego stolika. Weszłyśmy do środka, skierowałam się do jednej z kabin i zwymiotowałam. Ciąża daje mi się we znaki. 
-Wszystko okey?-Gemma spytała się mnie opiekuńczo.
-Zwymiotowałam... Ale wszystko jest okey.
-Na pewno?
-Tak, w 100 procentach
Podeszłam do umywalek, przemyłam usta wodą. Wyciągnęłam z torebki butelkę wody i przepłukałam usta. Wzięłam jeszcze jedną gumę miętową.-Możemy już iść... Ale czekaj, nie mów Harremu okey? Będzie się nie potrzebnie martwił
-Nic mu nie powiem-przytuliła mnie.
Wyszłyśmy z toalety i poszłyśmy do naszego stolika. 
-O! Jesteście, wszystko w porządku?
-Tak, nie martw się
-Gemma, na pewno? Wiem, że Susan zawsze tak mówi, żeby mnie nie denerwować.
-Wszystko jest okey, nie masz się czym przejmować
-Okey, już prawie 9, będziemy się zbierać-powiedziała mama Harrego.
-Gdzie przenocujecie?
-W hotelu
-Możecie u nas...
-Nie trzeba, damy sobie radę
-No okey, tylko zapłacę-zostawił 200 dolarów na stole i wyszliśmy.
Kierowaliśmy się w stronę pobliskiego hotelu. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy przez aleje parkowe do domu, rozmawiając i śmiejąc się. 
-Chodź szybciej nogi mnie bolą-wtedy Harry wziął mnie na ręce i niósł, aż do domu. Postawił mnie dopiero przed drzwiami frontowymi.
-Serio, nie musiałeś-cmoknęłam go w usta.
-Dla mojej księżniczki wszystko-wyjął kluczyki z kieszeni i
otworzył drzwi. Jak na dżentelmena przystało przepuścił mnie pierwszą. Rozebraliśmy się w przedpokoju, następnie wchodząc do salonu. Zobaczyliśmy chłopaków i Emily śpiących na kanapie. Zaśmiałam się i weszłam po schodach na górę. Otworzyłam drzwi od naszego pokoju i pokierowałam się w stronę garderoby. Wyciągnęłam z niej  koszulę Harrrego i ubrałam ją. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do toalety. Zmyłam makijaż i załatwiłam potrzebę. Wchodząc do pokoju zgasiłam światło i położyłam się do łóżka. Po chwili usłyszałam ciche otwieranie drzwi i uginanie się łóżka. Harry cmoknął mnie w czoło i pogłaskał po głowie.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię mam...-szepnął.
-Ja też jestem z tego powodu zadowolona misiu.-pocałowałam go w usta. Po chwili przykryłam się po samą szyję kołdrą i próbowałam usnąć.
-Dobranoc skarbie.
-Dobranoc.
***************************************************************************
NASTĘPNY BĘDZIE ZA 2O K0MENTARZY! :)

sobota, 26 października 2013

Rozdział 28.

-Ja Ciebie też. 
-Harry kochanie jak ja Cię dawno nie widziałam!-usłyszałam za swoimi plecami. Przełknęłam ślinę i wstałam odwracając się do dwóch postaci, z którymi witał się Harry.
-Dzień dobry-uśmiechnęłam się do starszej kobiety, ucałowała mój policzek.
-No, no Harry ma niezły gust.
-Mamo!
-No co prawdę mówię nie Gemma?
-Haha tak mamo, cześć, miło Cię poznać jestem Gemma-uśmiechnęła się.
-Cześć mnie również, Harry mi o Tobie dużo opowiadał, i powiem Ci, że z tych opowiadać wynika, że jesteś fajna
-O mój braciszek za mną tęsknił no, no, no!-zmierzwiła jego włosy.
-No jasne, że Cię kocham!-zaśmiał się.
-Co chcecie zjeść?
Wzięłam do ręki kartę dań i przeglądałam ją. Z racji tego, że
muszę się zdrowo odżywiać wzięłam jakąś sałatkę i wodę z cytryną. Poznawałyśmy się z mamą i siostrą Harrego.  Anne opowiadała mi o jego dzieciństwie. Zabawne były jego wpadki. W reszcie po 20 minutach kelnerka przyniosła nam zamówione jedzenie. Jedliśmy i rozmawialiśmy na różne ciekawe tematy. Muszę przyznać, że jego mama jest bardzo miłą i sympatyczną kobietą. Najlepiej dogadywałam się z Gemmą, może dlatego, że nie ma między nami, aż tak dużej różnicy wieku. Chciałabym się z nią zaprzyjaźnić.
-A właśnie Harry wspominałeś mi, że masz to znaczy macie nam coś ważnego do powiedzenia
-A no mamo, dobrze, że przypomniałaś-posłał mi delikatny uśmiech.
-Bo Susan jest w ciąży.
-Co?-nie mogła w to uwierzyć.
-O matko! Będę ciocią, nawet nie wiecie jak się cieszę!-uściskała najpierw mnie, później Harrego.
-Tak mamo, będziesz babcią... Nie cieszysz się?
-No jak to nie! Bardzo się cieszę, tylko jedna rzecz... Chcecie mieć nieślubne dziecko?
***************************************************************************************************
No i jest kolejny rozdział! ;)
10 komentarzy = next ;d
Wielkie przepraszam, że taki krótki ;c

środa, 23 października 2013

Rozdział 27.

Rozmawiałem z chłopakami, gdy zorientowałem się ze rozmowa miedzy dziewczynami chyba się zakończyła. Obróciłem głowę w ich stronę i zobaczyłem śpiącą sus oparta o moje ramie, dziwne ze tego nie poczułem. delikatnie odpiąłem jej pas i usadziłem sobie na kolanach opierając swoją głowę o szybę. Wpatrywałem się w mijające krajobrazy.
***Wieczór***
***Oczami Susan***
Równo o 17:30 byłam gotowa, a na 18 mamy być na miejscu. Spakowałam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i zeszłam na dół. Zobaczyłam chłopaków oglądających film. Podeszłam do nich i ucałowałam Hazze w głowę. Miał na sobie kremową koszulę, marynarkę i eleganckie spodnie. Wstał z kanapy, poprawił włosy i udał się za mną do przedpokoju. Zaprezentował mi się szeroko się uśmiechając, zachichotałam, zaczęliśmy zakładać
buty i byliśmy gotowi do wyjścia. Poprawiłam swój strój i wyszliśmy. Wsiedliśmy do samochodu. Harry włożył kluczyki do stacyjki, przekręcając w prawo powodując włączenie się silnika. Ruszyliśmy, oparłam głowę o szybę i rozmyślałam. 
-Ślicznie wyglądasz.-przerwał ciszę panującą pomiędzy nami.
-Dziękuję... Harry?
-Hmm?
-A co jeśli twoja mama i siostra mnie nie polubią?
-One Cię nie polubią, one Cię pokochają!
-A jeśli...
-Kochanie, nie denerwuj się, wszystko będzie okey
-No dobrze... Daleko jeszcze?
-W sumie to już jesteśmy-samochód zwolnił, aż w końcu się zatrzymał. Spojrzałam na wielką restaurację przed nami...byłą taka...wow!
-Harry, jedzenie będzie tu kosztować fortunę!
-O koszty się nie martw... Chodź!-złapał mnie pod ramię i weszliśmy do środka. Podeszliśmy do jakiejś kobiety, jak sądzę menadżerki tej restauracji.
-Dzień dobry!-spojrzała zalotnie w stronę Hazzy, a mnie już puszczały nerwy, na pierwszy rzut oka wydawała się miła, ale denerwujące było to jak podwalała się do MOJEGO chłopaka!
-Dzień dobry, rezerwacja dla czterech osób na nazwisko Styles.
-Oczywiście, zapraszam za mną.-szła przed nami kręcąc tyłkiem... yhh! Jeśli myśli, że Harry na nią poleci, to jest w wielkim błędzie!
-Kochanie wszystko w porządku?-spytał gdy usiedliśmy. -Wyglądasz na zdenerwowaną...
-Ona ewidentnie do Ciebie zarywa...
-Ja widzę tylko Ciebie wiesz?
-Kocham Cię. 
*****************************************************************************************
PODOBA SIĘ? =KOMENTARZ! :)
9 komentarzy = next 

Rozdział 26.

Mała zmiana. Zamiast tych ,,H'', ,,S'', ,,Lo'' będą po prostu myślniki, tak jest bardziej estetycznie według mnie. :) + Bardziej  będę opisywać sytuacje, co robią. (w sensie co się wtedy (dokładnie) dzieje). ;)
********************************************************************************************
Weszliśmy z Harrym do łazienki szpitalnej. Wyciągnęłam z torby ciemne dżinsy, koszulkę z logo zespołu rockowego, bokserki, skarpety i białe Conversy. Podałam te rzeczy Harremu, pomagając mu założyć koszulkę, ponieważ uniemożliwiał mu to wenflon w ręce. Następnie uczesałam mu włosy, które po chwili przeczesał ręką, przez co powróciły do poprzedniego stanu, czyli tzw. nieładu. Spojrzałam na niego oburzona.
- Ja się tu męczę żeby Ci fryzurę ułożyć, a ty to niszczysz?!
- Też Cię kocham skarbie
- Umm... A tak z innej beczki to będziesz się musiał ogolić! haha
- Ojj nie jest źle... +10 dla męskości.
- Dla mnie zawsze będziesz męski.-cmoknął mnie w czoło.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to jaka duża jest między nami różnica wzrostu. Harry jest wyższy o dobre 15 - 20 cm, a między nami jest tylko rok różnicy!
- Idziemy?
- Jeszcze chwilka, czekaj.
Wyjęłam z torebki maskarę i delikatnie przeczesałam nią rzęsy, bardziej je podkreślając. Przejechałam jeszcze usta wiśniowym błyszczykiem podchodząc do chłopaka. Musnęłam tym samym błyszczykiem usta Harrego na co zaśmiał się.
- Wyglądam jak baba!-krzyknął ze śmiechem.
- To w takim razie chodzę z babą...-odpowiedziałam złączając nasze usta w pocałunku. Gdy się od siebie oderwaliśmy oblizał usta, na których zostało tylko trochę ciemnego błyszczyka.
- Teraz już idziemy?
- Tak.-podał mi rękę i wyszliśmy z łazienki.
Odebrałam torbę od Emi, w której były czasopisma, telefon oraz inne przedmioty niezbędne dla Harrego wczoraj i spakowałam do niej stare ubrania, które wczoraj były używane przez Harrego.
Poszliśmy po wypis do lekarza, przy okazji też wyciągnął mu wenflon. Powiedział też, że ma się na razie nie przemęczać. Podziękowaliśmy za opiekę i wyszliśmy ze szpitala. Skierowaliśmy się do samochodu. Louis kierował. Podjechaliśmy do restauracji na obiad. Po przyniesieniu jedzenia wzięliśmy się za spożywanie dań, rozmawiając i śmiejąc się przy tym. Po skończeniu jedzenia postanowiliśmy jechać do domu, gdyż na wieczór jesteśmy z Harrym omówieni na kolację z jego mamą i siostrą, a z resztą jestem zmęczona. W naszym samochodzie, a raczej mini busie omówiliśmy szczegóły na dzisiejsze spotkanie. Idziemy do eleganckiej restauracji, więc należy zachować odpowiedni strój. Emi zaoferowała mi pomoc w przygotowaniach, oczywiście z chęcią się zgodziłam, ponieważ układanie włosów i malowanie paznokci u lewej ręki nie było moją mocną stroną. Rozmawiałam, aż zasnęłam z głową na ramieniu Hazzy.
*****************************************************************************************
Wiem, że krótki, ale muszę już iść do kościoła ;(

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 25.

***Oczami Harrego***
***Rano***
Obudziła mnie pielęgniarka, która zabrała mnie na badania. Usiadłem na wózku i zabrała mnie do odpowiedniej sali. Lekarz pobrał mi krew i zmierzył ciśnienie. Jeszcze tylko badanie moczu, wyniki i do domu. Ahh nareszcie!
***Oczami Susan***
Obudziłyśmy się z Em w tym samym czasie. Spojrzałam na zegarek 9:00. Muszę zacząć się ubierać, na 12 jedziemy do Harrego do szpitala, a dojazd zajmie nam około 1,5 godziny. Poszłam do toalety. Ubrałam się, wykonałam poranną toaletę, zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z łazienki kierując się do skromnej jadalni, gdzie siedzieli już wszyscy domownicy i jedli śniadanie. Wchodząc do pomieszczenia usłyszałam krzyk Louisa.
Lo: O 10 zbiórka w przedpokoju!-zachichotałam.
Z: Oo! Susan, siadaj i jedz.-uśmiechnął się do mnie pogodnie.
Usiadłam, zjadłam kanapki i napiłam się gorącej herbaty. Po chwili udaliśmy się do salonu. Usiadłam na kanapie obok Louisa, i Emi, która siedziała mu na kolanach. Włączyliśmy kanał muzyczny, siedzieliśmy i odpoczywaliśmy przed wyjazdem. Razem z Emily przysłuchiwałyśmy się rozmowie chłopców, co jakiś czas coś mówiąc. Postanowiłam napisać do Harrego, żeby się nie nudził przed naszym przyjazdem. Równo o 10 weszliśmy do auta i pojechaliśmy do szpitala. Przez całą drogę rozmawiałam z Emily o moim i Harrego maluszku. Ja, Emi i Liam chcemy żeby był to synek, a Lou, Zayn, Niall i Harry (jak to mi pisał) córeczkę. Szczerze? Płeć jest dla mnie najmniej ważna, ważne, żeby było zdrowe! Dojeżdżaliśmy do szpitala. Wysiedliśmy i udaliśmy się do sali Harrego. Siedział na łóżku i czytał jakąś gazetę sportową. Gdy nas zobaczył uśmiechnął się promiennie, odłożył gazetę i z całej siły uścisnął mnie pierwszą.
H: Tęskniłem!
Lo: My za tobą też!
H: To było do Susan, ale za Wami też tęskniłem!-szeroko się uśmiechnął i zrobiliśmy grupowego miśka.
S: No to jak? Masz wyniki?
H: Mam! Są w porządku.
S: Na pewno?
H: Na pewno.
S: To dobrze, choć pomogę Ci się ubrać i jedziemy coś zjeść! -Chłopcy albo Emi spakujecie jego rzeczy?
E:  Dobrze!-uśmiechnęła się.
******************************************************************************************
Przepraszam, że niezbyt długi, ale muszę się uczyć. :)
Następny będzie za 20 komentarzy!

sobota, 19 października 2013

Rozdział 24.

H: Halo? Cześć mamo...
Mama: Harry? Dlaczego się nie odzywałeś? 
H: Brak czasu.
M: No dobrze, rozumiem. Co u Ciebie słychać?
H: Mamo... Jestem w szpitalu, nie denerwuj się to tylko skok ciśnienia przez pogodę, nic mi nie jest.
M: Na pewno? Może do Ciebie przyjadę, nie masz nikogo kto by się tobą zajął co?
H: Właśnie mamo... Muszę Ci coś powiedzieć...
M: Słucham Cię kochanie...
H: Bo mam dziewczynę.
M: Na prawdę?! To wspaniale! Jak Wam się układa? Od kiedy ze sobą jesteście?
H: Około miesiąca jesteśmy ze sobą, a układa nam się świetnie! Słuchaj mamo... mogłabyś do nas przyjechać do Londynu, chciałbym Ci ją przedstawić, i musimy Ci coś powiedzieć... Spokojnie to dobra wiadomość.-zakończyłem swoją długą wypowiedź.
M: Mogę przyjechać, kiedy? Wezmę Gemmę.
H: Może po jutrze? Przyjadę.
M: Nie, same przyjedziemy, ty odpoczywaj. 
H: Dobrze mamo. Do zobaczenia.
M: Cześć skarbie.
Po rozłączeniu się poszedłem spać, byłem strasznie zmęczony. Jutro mam badania, yhh... Muszę być wypoczęty.
***Oczami Susan***
Właśnie podjechaliśmy pod dom. Lou wyszedł pierwszy i pomógł mi wysiąść.
S: Lou... Serio? Nie musisz, ciąża to nie choroba.-zachichotałam.
Lo: Ale nie możesz się przemęczać.
Z: Nie prawda! Lou chce się podlizać, żeby zostać chrzestnym!
Lo: Zamknij się! Nie słuchaj go, ja już z natury jestem taki opiekuńczy.-smajl.
S: Tak, tak...- także strzeliłam smajla.
Weszliśmy do środka. Postanowiłyśmy z Emi, że będę z nią spać w pokoju gościnnym, na wypadek gdybym coś potrzebowała w nocy. Emily zna mnie i wie czego potrzebuje. Kochana.
******************************************************************************************
Zastanawiam się jak nazwać dziecko Harrego i Susan. Wybierajcie!
a)Darcy (Harry chce tak nazwać córkę-chociaż pewnie to wiecie xd)
b)Gabriel
c)Victoria
d)Rose
e)Anne (na cześć mamy Harrego)
f)Gemma (na cześć siostry Harrego ;))

PRZEPRASZAM, ŻE TAKI KRÓTKI ;)

Rozdział 23.

Lo: Boże!Susan, co się stało?!
S: Zemdlał.
Z: Ale tak bez powodu?
S: Nie, zbyt wysokie ciśnienie.
H: Wszystko jest w porządku, będę mieć jakieś badania jutro i prawdopodobnie wyjdę do domu.       Nie martwcie się...
N: Nawet nie wiesz jak nas wystraszyłeś stary.
Harry tylko uśmiechnął się blado.
***Oczami Harrego***
Rozmawiałem z chłopakami i Em, Susan była jakaś nieobecna. Postanowiłem spytać się czy nic jej nie jest.
H: Susan skarbie, coś się stało? Źle się czujesz?
S: N...nie.-nagle szybko wstała i pobiegła do toalety.
H: Em! Szybko idź zobacz co się stało!-nie musiałem nawet nic mówić, bo sama zerwała się i pobiegła za Sus.
Po chwili przyszły, była cała blada.
S: To ja pójdę z Em do tego doktora Harry...
H: Idźcie, idźcie...-pocałowałem ją w czoło.Wyszły.
Li: Harry? Co jej jest? Po co do lekarza?
H: Pewnie zwymiotowała... Chyba jest w ciąży...-uśmiechnąłem się ze szczęścia. Mam szczerą nadzieję, że będziemy mieć dziecko, najlepiej córeczkę.
Z: Po czym to wnioskujesz?-wtrącił.
H: Ma większy brzuch...
Li: To jesz...
Lo: Zamknij się Liam. Nie psuj jego nadziei na zostanie ojcem i mojej  na zostanie wujkiem.-uśmiechnął się do mnie.
Kontynuowaliśmy rozmowę o piłce nożnej, aż zeszliśmy na tematy związku mojego i Susan, Louisa i Emily oraz Zayna i Perii. Dowiedzieliśmy się także, że Niall  ma dziewczynę na oku, z którą się spotyka.
***30 minut później***
Emily i Susan weszły do sali. Em była szeroko uśmiechnięta, a Sus płakała. To mnie zmyliło. Podeszły do mnie.
E: Gratulacje Harry!-uściskała mnie.
H: C...co? 
E: Będziesz ojcem Harreh...-byłem strasznie oszołomiony, dopiero po chwili ocknąłem się i przytuliłem z całej siły Susan. Chłopcy tulili się i krzyczeli ze szczęścia, że będą wujkami, a Em ciocią.
H: Kochanie nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy!
S: Ja też się cieszę, strasznie się ciesze!-usiadła koło mnie na łóżku i pocałowała. Wszyscy dołączyli do naszej rozmowy.
H: Który to tydzień?
S: Czwarty.
Lo: Kiedy będzie wiadoma płeć?
S: W około szesnastym tygodniu.
Z: Kiedy będzie kopać?
E: W dwudziestym tygodniu.
N: Skąd wy to wszystko wiecie? Lekarz wam powiedział?
S: Jesteśmy kobietami Niall, my to po prostu wiemy... 
E: Jednym z naszych tematów jest właśnie temat o dzieciach.-zaśmiały się.
H: Ooo czyli jesteś już przygotowana na przyszłość?
S: Oczywiście!-cmoknąłem ją w nos.
Li: Ehh... Robi się późno, będziemy musieli zacząć się zbierać.
H: Dobra, nie będę Was zatrzymywać. Zaopiekujecie się Susan?
S: Harry, nie jestem dzieckiem, a poza tym ja nigdzie nie jadę zostaję u Ciebie.
H: Nie jesteś dzieckiem, ale jesteś w ciąży musisz o siebie dbać. Jedziesz z nimi, jutro przyjedziesz, poradzę sobie przecież...
S: Ale na pewno? 
H: Na pewno.
S: To do zobaczenia jutro Loczku.-przytuliłem ją bardzo mocno i pocałowałem. 
Pożegnałem się z resztą i poszli. Zadzwoniłem dzwonkiem po pielęgniarkę. Poprosiłem o swoje rzeczy, a w szczególności o telefon. Przyniosła. Wziąłem go do ręki i napisałem sms'a.
Później postanowiłem jeszcze zadzwonić do swojej mamy i siostry, z którymi nie rozmawiałem od początku wakacji.
******************************************************************************************
Jest! ;) 
11 komentarzy = next.

piątek, 18 października 2013

Rozdział 22.

Po 20 minutach gry, zwyciężyliśmy!
S: Hahahahahahaha! I co głąbie?-strzeliłam smajla pokazując na Hazzę.
H: Pf... Miałyście szczęście bo z Wami grał Zayn.
S: Haha Zayn nie umie grać!
Z: Ej...-zrobił smutną minę.-A w sumie to prawda!-oznajmił nam po chwili.
S: No, no, no Loczuś, nie zmyślaj. Po prostu przyznaj, że jesteśmy lepsze.
H: Pff... Nigdy!
S: Zobaczymy, może bym się wtedy ugięła nad moją nagrodą...
Wtedy do naszej rozmowy wtrącił się Lou.
Lo: A jaka to była nagroda?
S: Ymm... Noo...Eee...
H: Nie ważne...
Lo: Mrr... Czyli coś, coś...
H: Może.
S: Emi błagam zrób coś!
E: Chodź Loulou idziemy się przejść.
Lo: Dobra, ale i tak się dowiem! Ha ha ha ha!-odeszli.
S: Wiesz co? Chyba się boję...-zachichotałam.
H: Jest czego, jest! - cmoknął mnie w głowę.
S: I co masz focha?
H: Na ciebie nie mogę długo się gniewać.
S: Słodkie- uśmiechnęłam się.
H: Chodź!-złapał mnie za rękę i szliśmy wzdłuż brzegu.
Kocham takie romantyczne spacery. Chodzimy już 20 minut, zgłodniałam.
H:  Jesteś głodna?
S: Nie no! Ty chyba czytasz mi w myślach!
H: To przezn...-nie dokończył, ponieważ upadł, byłam oszołomiona. Po chwili się ocknęłam i opadłam koło niego na kolana.
S: Hazz! Kochanie! Ocknij się! Proszę! Nie żartuj sobie ze mnie!-nic, zero znaku życia. Sprawdziłam czy oddycha...Oddycha. W pośpiechu wyciągnęłam telefon i trzęsącymi rękoma wybrałam numer na pogotowie. Po paru minutach zabrali Harrego do szpitala. Jechałam z nimi.
*** W szpitalu ***
S: P...przepraszam?
Pielęgniarka: Słucham?
S: Gdzie znajduje się Harry Styles?
P: Proszę poczekać.-wyciągnęła jakąś listę.-Sala numer 12-oznajmiła.
S: B...bardzo d...dziękuję.-powiedziałam roztrzęsiona.
P: Niech się pani nie martwi wszystko będzie w porządku.
S: Dziękuję.-przytuliła mnie. -Mogłaby pani zadzwonić pod ten numer i przekazać w jakim szpitalu się znajdujemy, j...ja nie dam rady.
P: Oczywiście kochanieńka, a teraz idź do swojego chłopaka, pewnie chcecie sobie wszystko wytłumaczyć.
S: Dziękuję pani.
Skierowałam się czym prędzej do sali numer 12, którą wskazała mi pielęgniarka. Weszłam i zobaczyłam Harrego, przypiętego do jakiejś aparatury. Zaczęłam szlochać, wtedy otworzył oczy.
H: Skarbie, nie płacz, proszę Cię.
S: Co Ci się stało?-usiadłam koło niego na łóżku i chwyciłam jego rękę przykładając ją do swojego policzka.
H: O wiele za wysokie ciśnienie...
S: Ale nic Ci nie będzie już?
H: Muszę zostać na badaniach... Gdzie reszta?
S: Niedługo przyjadą, pielęgniarka dzwoni...
H: Kochanie mam do Ciebie prośbę...
S: Jaką?
H: Odpowiedz szczerze...-Myślisz, albo wiesz, że jesteś w ciąży...
S: Ani to ani to, czemu tak sądzisz?
H: Twój brzuch... jest większy...
S: Może Ci się tylko zdaje...
H: Pójdziesz na badania? Albo zaraz idź się umów...
S: Na pewno? Boję się...
H: Słoneczko, wszystko będzie w porządku, pójdę z tobą...
S: Nie, leż...-miałam już go pocałować, gdy do sali wparowali zdenerwowani chłopcy i Em...
*************************************************************************************************
O LOL! Co to jest? xD Masakra! A jednak dodaje! xd ;p Proszę! 
9 komentarzy = next

środa, 16 października 2013

Rozdział 21.

Szybko uciekli. Pff...Tchórze.
H: Nic Wam nie zrobili?
S: Nie, jeszcze nie.
H: Jebani skurwiele!
S: Spokojnie misiek.
E: Harreh, gdybyś widział jak Susan go zjechała, to byłbyś z niej dumny! Powaga!
H: Moja krew!-pocałował mnie.
Lo: Co to za lizanko?
E: Louisku, nie przeszkadzaj gołąbeczkom. Kto pierwszy do wody głąbie!-zaczęli się ścigać.
Oderwaliśmy się z Harrym od siebie i zaczęliśmy śmiać z Lou, który został znokautowany przez Em.
H: Oj zawsze wiedziałem, że Lou to łamaga, ale nie że przegra ze swoją własną dziewczyną!
S: Sugerujesz, że dziewczyny nie wygrają z chłopakami?-uniosłam brew.
H: Bo faceci są lepsi w sporcie.
S: Pff... Zobaczymy! Zagramy w siatę, jak wygram to hmm... o już wiem! Nie będzie dzisiaj seksu skarbie.-wyszeptałam mu ostatnie zdanie do ucha.
H: Co?! Nie! Tylko nie s...-zatkałam mu usta.
S: Nie krzycz tak! Nie wszyscy muszą wiedzieć!-zaśmiałam się.
;)
H: Yhh... No dobrze, ale to zbyt surowa kara... A jeśli ja wygram, to zrobisz coś co będę chciał dobrze?-udał płaczącego, ale zamiast mnie wzruszyć to mnie rozbawił.
S: Nie Styles, to na mnie nie działa!
H: Zobaczymy wieczorem... 
S: Nie ugnę się, a teraz chodź.
Pobiegliśmy do wody. Przed samym brzegiem Harry wziął mnie na ręce i obrócił w powietrzu. Słodziak! 
S:Hahaha głupku, odstaw mnie chcę popływać!-śmiałam się.
H: Później popływasz... Gramy w siatkówkę?!-krzyknął do chłopców i Em.
Wszyscy się zgodzili, poszliśmy na specjalny plac do grania. 
*** 10 minut później ***
Za nami już 10 minut gry. Wygrywamy! Mój zespół składa się z: Emily, Zayna i mnie. W drużynie Harrego był Niall i Louis. Liam był sędziom. 
S: Ha! I co kochanie?! Wygrywamy!
H: Jeszcze nie skończyliśmy grać! Hahaha zapeszysz!
I tak właśnie przez nieuwagę Harrego zdobyliśmy już 3 punkt przewagi.
****************************************************************************************************
Wiem, że akcja wcale się nie toczy, ale pomyślałam, że gdy w każdym rozdziale, będzie za dużo akcji i sensacji, to to wszystko będzie mniej realne. Mam nadzieję, że podoba się. ;)
15 Komentarzy = Next <3
Miłego czytania xx

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 20.

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA @MICHELLE H.
******************************************************************************************
H: Ej! Ej! Kochanie, czemu płaczesz?
S: Czasem myślę, że po prostu nie zasłużyłam na Ciebie, jesteś taki kochany, opiekuńczy, nigdy byś mnie nie skrzywdził. Codziennie dziękuję Bogu za to, że Cię mam. Kocham Cię najmocniej na świecie Harry!
H: Ja Ciebie też słoneczko, nie płacz, to raczej ja nie zasłużyłem na taką dziewczynę, jaką jesteś ty.
S: No dobra koniec tego rozczulania. Ubieramy się! I to raz, dwa!
*** Godzina 12 ***
Właśnie dojechaliśmy nad jezioro. Poszliśmy od razu na plażę, gdzie rozłożyliśmy się.Było dosyć dużo osób. Pełno zakochanych par i małżeństw z dzięćmi. Razem z Em poszłyśmy się opalać, a chłopacy szybko się rozebrali i pobiegli do wody.
E: No! To gdzie się rozkładamy?
S: Spójrz, tam są rzeczy chłopców, to może tam?
E: Chodźmy!
Poszłyśmy w miejsce, gdzie chłopcy zostawili swoje rzeczy. Rozebrałyśmy się do stroi kąpielowych i zaczęłyśmy się opalać, przy tym rozmawiając. Rozmawiałyśmy głownie o zakupach i różnych zabiegach kosmetycznych. Tak to nasze ulubione tematy.
S: A propos! Widziałam twój strój  na jednej wystawie, był strasznie drogi!
E: A Louis mi go dał.-uśmiechnęła się.
S: Słodko! -wyszczerzyłam zęby. -Ale muszę przyznać, gust ma zadziwiająco dobry!
E: No z tym się zgodzę. -Ale przyznaj, w jego czapce wyglądam uroczo!-zaśmiałyśmy się.
Wtedy podeszli do nas jacyś chłopacy o ciemnej karnacji.
1Ch: No cześć laski! Co tak same leżycie?
E: Opalamy się?
2Ch:No widać, nie chcecie się zabawić?
S: Nie dziękujemy. A teraz możecie, że tak brzydko powiem spływać.
2Ch: Mm... Wredna, już mi się podobasz!-dotknął mojego kolana.
S: Bierz te łapy!-wstałam i uderzyłam go z całej siły w policzek.
2Ch: Ejj ejj! Spokojnie! Ja tylko chcę Cię poderwać,a  ty tak reagujesz!
S: Nie umówiłabym się z tobą nawet gdybyś był ostatnim facetem na świecie.
1Ch: Ej! Dziewczyno, jesteś jakaś nienormalna! Chcesz do końca życia być sama?
E: Hola hola! Nie rozpędzacie się za bardzo?
1Ch: Nie sądzę.
H: Cześć! Jakiś problem?
1Ch: Nie, żaden, nie powinieneś się wtrącać w nie swoje sprawy.
H: Myślę, że to jednak moja sprawa, że zaczepiasz moją dziewczynę i przyjaciółkę.-chłopak spojrzał przerażony na Harrego.
***************************************************************************************************
A jednak @Michelle można napisać beznadziejny rozdział. ;c
10 komentarzy = next ;)

Rozdział 19.

H: Umm... Kochanie, gnieciesz mnie.
S: Cicho! Śpię!- krzyknęła i spała dalej, nie mogłem powstrzymać śmiechu. Po chwili jednak się uspokoiłem i zasnąłem.
***Rano, około godziny 8 ***
***Oczami Susan***
Obudził mnie kogoś szept i to, że było mi strasznie gorąco. Nad nami stali chłopcy i Em.
S: Ekhm... Co wy tu robicie?-powiedziałam zaspana i usiadłam na łóżku, co było trudne, bo Harry był do mnie przytulony tak mocno, że z ledwością się poruszyłam.
E: Obserwujemy nasze gołąbeczki.
S: Hahah nie macie nic lepszego do roboty?
Lo: Niezbyt.
S: Właśnie widzę. 
H: Nie wierć się kochanie.-zamruczał.
E: Ooo jak słodko!
N: Bardzo...
S: Pogadamy jak ty będziesz mieć dziewczynę Niallerku!-odgryzłam się, a on udał obrażonego, zaśmiałam się.
Li: Widzę, że już masz wspaniały humor, to bardzo dobrze.
S: Było... minęło, nie mogę przecież przez resztę życia tego wspominać, a dzięki Wam zapomnę i będzie tak jak dawniej.
Z: To bardzo dobrze! Ej co wy na to, żeby wybrać się dzisiaj nad jezioro? Jest wspaniała pogoda!
S: O! Jestem za! -krzyknęłam, a Harry znów się do mnie przykleił przez co wylądowałam na nim.
S: Harry! Śpiochu wstawaj!
H: A co za to dostanę?-szeptał.
S: Buziaka i satysfakcję, że posłuchałeś swojej dziewczyny.
H: Liczyłem na coś...
S: Zdajesz sobie sprawę, że są tu chłopcy i Em?
Harry szybko wytrzeszczył oczy i wstał z łóżka. 
H: Umm... słyszeliście wszystko?-zapytał rumieniąc się.
Lo: Tak, coś Ci to szeptanie nie wychodzi Harreh.-zaśmiali się.
H: Dobra nie śmiać się i wypad na dół zrobić śniadanie.-wyszczerzył się.
Niechętnie wykonali jego polecenie, a ja położyłam się z powrotem wzdychając.
H: Ejj! Ejj! Wstajemy! Wstajemy!-klasnął w dłonie.
S: Zaraz loczku.-powiedziałam słodko się uśmiechając.
H: Nie zaraz, tylko teraz! Jedziemy zaraz nad jezioro nie pamiętasz? Więc streszczaj się!
S: Yhhh dobra wstaje!-podniosłam się ociężale z łóżka po czym podeszłam do szafy, przy której stał Styles.
H: No! grzeczna dziewczynka!-cmoknął mnie w tył głowy.
S: Tylko takie jedno pytanie Hazz.
H: Tak?
S: Ja przecież nie mam żadnych ciuchów, kompletnie nic, wszystko spłonęło.-posmutniałam.
H: Spokojnie kochanie. Ja mam duuuuuuużo twoich rzeczy i resztę wziąłem od Em. Zawsze zapominałaś pozabierać i teraz wyszło na dobre! -wyszczerzył się.
S: Powiedz mi, co ja bym bez Ciebie zrobiła?
H: Raczej, co ja zrobiłbym bez Ciebie?-czule i długo mnie pocałował.
****************************************************************************************
Podoba się? 
Bo mi nie za bardzo. ;c
Więc proszę 5 komentarzy i jest rozdział.
Teraz: 7 komentarzy = next

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 18.

PRZECZYTAJCIE INFORMACJE POD ROZDZIAŁEM! PROSZĘ!
****************************************
***Oczami Harrego***
H: Yhh... przepraszam skarbie... Nie chciałem Cię przestraszyć , ale nie mogę znieść tego, że jakiś dupek Cię...zgwałcił.-moje oczy zrobiły się szklane, a Susan przytuliła mnie.
S: Tak cholernie Cię kocham.-pocałowała mnie, pogłębiłem pocałunek kładąc ją na łóżku, wtedy tę piękną chwilę przerwali chłopcy.
N: Harry! Susan! Zayn i Lou opowiedzieli nam co się sta... ups... dobra przyjdę później...-powiedział wyraźnie zmieszany.
S: Nie... zostańcie.-powiedziała rumieniąc się i poprawiając swoją koszulkę, która odsłaniała jej plecy i brzuch.
Li: No więc co się stało Susan, że masz takie siniaki i jesteś poobdzierana?
S: Bo...-łza kapnęła jej na spodnie, wytarłem ją i przytuliłem sylwetkę mojej dziewczyny.
H: Kochanie, ja dokończę, a ty się nie denerwuj i nie płacz.-szepnąłem jej na ucho i cmoknąłem w czoło.
H: Bo Susan, ktoś... zgwałcił.- chłopcy patrzyli z niedowierzeniem raz na mnie, raz na Sus.
Z: Czy...czy to prawda? Susan?
S: Niestety tak.-pociągnęła nosem.
Lo: Kurwa zabije gnoja! 
Li: Cicho Lou! Nie krzycz, bo wystraszysz Susan... po tym wszystkim jest wstrząśnięta, nie powinna się denerwować.
Lo: Przepraszam Susan, ale jesteś naszą przyjaciółką i nie mogę w to uwierzyć.
S: Nic się nie stało Lou.
S: Harry...
H: Hmm?
S: Umm... Pomógłbyś mi... albo nie...
H: No mów...
S: Pomożesz mi się umyć, wiem, że to głupie, ale to tak strasznie boli, a tylko Tobie mogę zaufać, a sama nie dam rady.
H: No jasne, że tak skarbie, nie musisz się wstydzić ani bać i to nie jest głupie, ja to rozumiem.-ścisnęła mnie mocniej.
N: O czym tak szepczecie?
H: A o niczym ważnym... Przepraszam, ale możecie już iść? Muszę pomóc Susan się umyć i opatrzyć jej rany.
Lo: Dobrze, nie przeszkadzamy, a Susan... Trzymaj się.-podszedł do Susan niepewnym krokiem, chciał się wycofać, ale gestem głowy pozwoliła mu na podejście, wstała, Lou ją przytulił i pogłaskał po głowie.
Z: To dobrej nocy Wam życzymy. - uśmiechnął się.
S i H: Dziękujemy.-wyszli.
Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej swoją koszulkę i dresy Susan, które kiedyś u mnie zostawiła. Przewiesiłem je sobie przez ramie. Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do łazienki, posadziłem ją na brzegu wanny.
S: Harry, serio nie musiałeś mnie nosić.-powiedziała rozbawiona.
H: Muszę rozpieszczać swoją księżniczkę, ooo i pierwszy raz dzisiaj się uśmiechnęłaś.-powiedziałem wesoły.
S: Jak mogę się nie uśmiechać, mając takiego wspaniałego chłopaka u boku?-spytała.
H: Słodka jesteś.-cmoknąłem ją w głowę. -No! Wskakuj.
S: A wejdziesz ze mną?-spytała z uśmiechem tak szerokim, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
H: Jeśli chcesz.
S: Bardzo chcę.
Rozebraliśmy się, wsadziłem moją myszkę do wanny, a sam usiadłem zaraz za nią przytulając się do jej pleców.
S: Harry! Traktujesz mnie jak dziecko!-zrobiła śmieszną minę, zachichotałem.
***Oczami Susan***
S: Ał!-syknęłam z bólu, gdy zamoczyłam w wodzie rękę.
H: Co się stało?
S: Tak strasznie boli.-z rany na moim łokciu zaczęła sączyć się krew.-Cholera...
H: Poczekaj-sięgnął po ręcznik i chusteczki. Przyłożył do mojej rany.
S: Dziękuję.-po chwili krew przestała lecieć i kontynuowałam oczyszczanie się z zapachu tamtego skurwiela.
Po około 30 minutach byliśmy wykąpani. Hazz obejrzał mnie i zaczął opatrzać mi rany. Gdy skończył, ubraliśmy się i poszliśmy położyć się do łóżka.
H: Połóż się zaraz przyniosę Ci kanapki.
S: Nie musisz, sama sobie zrobię.
H: Muszę muszę, leż.
Nie miałam siły dalej droczyć się z nim, ponieważ byłam bardzo zmęczona. Zasnęłam , prawie natychmiastowo.
***Oczami Harrego***
Zrobiłem kanapki dla Susan, zaniosłem na górę, ale zobaczyłem, że już słodko śpi. Wycofałem się z pokoju, zrobiłem parę kroków, ale zaraz usłyszałem jej krzyk. O mało co nie wywaliłem talerza. Wbiegłem do pokoju i zobaczyłem ją przestraszoną i rozglądającą się na boki ze strachem. Usiadłem koło niej na łóżku i przytuliłem bardzo mocno. Uspokajałem ją, a po chwili w pokoju pojawił się niemrawy Lou.
Lo: Możecie troszkę ciszej? Proszę.
S: P...przepraszam Lou.
Lo: Ej, mała co się stało?-podszedł bliżej.
H: Miała jakiś koszmar.
Lo: Aha, to przepraszam nie wiedziałem, pójdę już.
S: Dobranoc Lou i przepraszam, że Cię obudziłam.
Lo: A wiesz? Nie szkodzi.Dobranoc.-uśmiechnął się.
S: Harry, chodźmy spać.
H: Najpierw coś zjedz.
S: Nie mam siły jestem strasznie wykończona.
H: To ja Cię nakarmię. - zjadła. -Widzę, że już przysypiasz skarbie, kładź się.
Położyła się, przyciągnęła mnie do siebie jak misia. Przytuliłem ją i głaskałem po plecach.
******************************************************************************************
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
Komentujcie komentujcie komentujcie komentujcie ! ! !
POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM NIE MA 20 KOMENTARZY, ALE DODAJE, PONIEWAŻ MIAŁAM NAPŁYW WENY! MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ SPODOBA!
Jak będzie minimum 5 komentarzy to dodam następną część. Przynajmniej mam taką nadzieję ;)

piątek, 11 października 2013

Rozdział 17.

Mam nadzieję, że się spodoba, szczerze to nie mam za bardzo weny i rozdziały nie będą takie perfekcyjne, jakie chciałybyście, żeby były, mam nadzieję, że to uszanujecie. Będę teraz jeszcze rzadziej dodawać rozdziały, ponieważ mam dodatkowe zajęcia po i przed szkołą więc po prostu brak czasu. KOMENTUJCIE! <3
************************************************************************************
Szybko pobiegłem w jej stronę, chciałem pomóc jej wstać, ale szybko mnie odepchnęła ze strachem w oczach.
H: Susan kochanie, co się stało? Nie bój się mnie...
S: Nie dotykaj mnie! Boli!- podniosła się nieudolnie.
H: Ale dlaczego się mnie boisz?
***Oczami Susan***

Ktoś do mnie podbiegł. Odepchnęłam tę osobę ze strachem. Tą osobą okazał się być Harry...
H: Susan? Na prawdę nie bój się... Nigdy w życiu bym Cię nie skrzywdził, proszę nie bój się...-widziałam desperacje w jego oczach, opuścił głowę w geście przegranym.
S: Harry...-wtuliłam się w niego. -Proszę Cię zabierz mnie stąd...proszę...-łkałam.
H: Dobrze skarbie... idziemy, nie płacz...-pocałował mnie w czubek głowy.
Wziął mnie na ręce i zaniósł, aż do domu swojego i chłopaków. Po drodze, szeptał mi słówka typu: ,,Nie bój się...'' , ,,Wszystko będzie dobrze...''. To bardzo urocze, że tak mówi...Kocham go... Tak...Kocham.
S: H...Harry?-spytałam nieśmiało.
H: Tak słonko?
S: Bo, ja Cię kocham i nie wiem czy chcesz jeszcze ze mną być po tym jak Cię potraktowałam, nawet Cię nie wysłuchałam, mam nadzieję, że Taylor nie jest z tobą w ciąży i w ogóle, ale jeśli nawet tak to ja Ci wyba...-uciszył mnie pocałunkiem.
H: Kocham Cię.
Doszliśmy do domu, znaczy Harry doniósł mnie do domu. Weszliśmy do salonu, a Lou i Zayn, bo tylko oni byli w domu na mój widok wstali z kanapy i szybko podbiegli.
Z: Jezu Święty! Susan co Ci się stało?!
Lo: Nic Ci nie jest? Szybko musimy jechać do szpitala!-chcieli mnie przytulić, ale gdy mnie dotknęli wszystkie złe chwili z tamtego wydarzenia napłynęły do mojej głowy. Odskoczyłam jak sparaliżowana.
***Oczami Harrego***
Susan odskoczyła od chłopaków i szybko schowała się w moim uścisku.
H: Cichutko... Chodź na górę, porozmawiamy.-chłopakom posłałem spojrzenie typu: Później Wam powiem. 
Weszliśmy do mojego pokoju. Zamknąłem drzwi. Usiedliśmy na łóżku.H: Powiesz mi co Ci się stało, że tak odskoczyłaś od chłopaków?
S: Nic...
H: Susan? Proszę Cię... 
S: No dobrze...-opowiedziała mi wszystko co tam się działo.
H: Nie płacz, proszę Cię nie płacz... Zabiję skurwysyna...-otarłem jej łzy.
S: Harry...
H: Nie kurwa! Nikt, ale to nikt nie ma prawa Cię dotykać bez twojej zgody!-spojrzała na mnie wystraszona.
*******************************************************************************************
Komentujcie! <3 20 komentarzy = next!

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 16.

Był to głos mojej matki...
Matka: Zrób z nią to co chcesz, nie oszczędzaj jej...- w tamtej chwili zaczęłam się szarpać.
Chłopak: Uspokój się suko!- łzy kapały mi strumieniami, chociaż to już normalne w ostatnim czasie.
S: Puszczaj! A! Nie dotykaj mnie skurwielu!
C: Mmm... Mogę robić z tobą to co chcę kochanie...- kopnął mnie, a ja upadłam na jakąś stertę belek.
S: Ał! Zostawcie mnie wszyscy! A ty!-wskazałam na moją matkę-Jak możesz mi to robić, patrzysz na moje cierpienie z głupkowatym uśmiechem, co ja Ci zrobiłam?!
M: Nie pamiętasz naszego spotkania...? Nie dotrzymałaś obietnicy więc teraz ponosisz karę!
S: I ty śmiesz nazywać się moją matką?! 
Moja matka po prostu odeszła, gdy prawie zniknęła z mojego pola widzenia, krzyknęła tylko...
M: Patrick! Wiesz co robić!- zaśmiała się tylko i poszła dalej.
S: P...p...proszę wypuść mnie...
Patrick: Mam od tak wypuścić kurwę bez wyruchania? Co to, to nie! Puknę Cię i wtedy możesz iść!
S: Nie!-zatkał mi buzię jakąś chustką, ale wyplułam ją.
Zerwał ze mnie ciuchy. Zostałam w samej bieliźnie. Wszedł we mnie, a ból przeszył mnie całą od góry do dołu, na dodatek miałam na sobie majtki co jeszcze bardziej spotęgowało ból... Krzyczałam z bólu...
S: Zostaw mnie! To boli! Aaa!- Płakałam, a raczej krzyczałam i krztusiłam się swoimi łzami... Bił mnie, okaleczał jakimiś ostrymi rzeczami, nie mogłam wytrzymać już z bólu...
P: Oh... dobra kurwo starczy...-uciekł, a ja leżałam tam w samej bieliźnie, przykryłam się jakimś workiem i próbowałam się ubrać, ale nie wychodziło mi to, gdyż cała byłam obolała i na dodatek wstrząśnięta tym wydarzeniem. Ubrana szybko wybiegłam z tamtego miejsca. Marzyłam tylko o tym, aby okazało się, że to tylko zły sen, ale niestety to niemożliwe...
***Oczami Harrego***
Po rozmowie z Louisem pojechałem do Susan, gdy zajechałem na miejsce zobaczyłem tylko resztę jej domu... Spłonął... Widziałem jeszcze moj... to znaczy Sus, płaczącą... serce mi pękało gdy na nią spojrzałem... wysiadłem z samochodu i podszedłem zdenerwowany do niej, ale ona uciekła, ruszyłem za nią... skręcała w jakiejś uliczki zupełnie mi nie znane. Chodziłem tak około 30 minut błądząc, gdy zobaczyłem ją, była w strasznym stanie, biegła, uciekała, aż w końcu upadła...
********************************************************************************************************
MOŻE BYĆ?
Mam nadzieje, żę rodział jest ok. ;) Dodaje teraz, ponieważ nie miałam czasu... Musiałam się uczyć... ;c
KOMENTUJCIE! :)

środa, 2 października 2013

Rozdział 15.

Zobaczyłyśmy jak mój dom płonie...Po prostu płonie, nie wiem dlaczego. Czy to przez instalacje elektryczną, czy ktoś się na mnie mści, ale przecież nie mam wrogów...Chwilę obserwowałam strażaków walczących z ogniem...
S: Nie! Co się stało?!-podbiegłam do jednego z funkcjonariuszy policji, która stała pod moim domem...byłym domem.
Funkcjonariusz: Kim pani jest?
S: Jestem Susan Leight, mieszkam tutaj.-po moich policzkach leciały łzy.
F: Mogę prosić o dowód?
S: Proszę.-wyciągnęłam z torebki dowód i podałam go policjantowi.
F: Dziękuję, a więc pani dom został podpalony, jak twierdzą świadkowie.
S: A nie wiadomo przez kogo?-wytarłam mokre stróżki z moich policzków.
F: Jeszcze nie wiadomo, ale dowiemy się. Jestem Jon Miller, będę prowadził tę sprawę.
S: D...dobrze.-zadał mi jeszcze parę pytań i mogłam pójść...tylko, że nie miałam gdzie...
E: Sus! Gdzie jesteś?!
S: Tutaj...-przyjaciółka szybko do mnie podbiegła i przytuliła.
E: I co? Jak to się stało?
S: Ktoś...ktoś go podpalił.- gdy to powiedziała zobaczyłam samochód podjeżdżający do nas z dużą prędkością, ale nie był to zwykły samochód, był to samochód Harrego. Wysiadł ze zmartwioną i zapłakaną
twarzą. Szedł w moją stronę z wystraszoną miną...
H: Susan, proszę porozmawiajmy...-pokiwałam głową z niedowierzeniem.
S: Po tym jak zrobiłeś dziecko innej chcesz ze mną rozmawiać?!
H: Ale kochanie zrozum, że ja z nią nie spałem...
S: Już nie jesteśmy razem, więc nie życzę sobie, abyś tak do mnie mówił!-krzyknęłam i uciekłam.
Biegłam tak co najmniej 20 minut, dobiegłam do parku i usiadłam na ławce. Łzy wypływały z moich oczu spadając na twardy chodnik. Nie wiem nawet kiedy, ale zapadł zmrok. Było już strasznie późno...Siedziałam tutaj, aż 4 godziny?! Chciałam wrócić do domu, ale zdałam sobie sprawę, że przecież ja nie mam domu...
Postanowiłam udać się do Emily, ponieważ do niej miałam najbliżej... Szłam już około 10 minut, gdy poczułam się dziwnie, tak jakby ktoś mnie obserwował. Nie zdążyłam się nawet obrócić, aby sprawdzić co lub kto powoduje ten dyskomfort, gdyż poczułam jak ktoś zamyka mi buzię i zasłania oczy...Usłyszałam głos, ale nie był to zwykły głos...Był to głos...
***********************************************************************************************
Mam nadzieję, że rozdział się podoba...
Jest trochę smutny, ale pisząc go miałam właśnie taki humor, więc przepraszam...
Komentujcie. <3