niedziela, 6 października 2013

Rozdział 16.

Był to głos mojej matki...
Matka: Zrób z nią to co chcesz, nie oszczędzaj jej...- w tamtej chwili zaczęłam się szarpać.
Chłopak: Uspokój się suko!- łzy kapały mi strumieniami, chociaż to już normalne w ostatnim czasie.
S: Puszczaj! A! Nie dotykaj mnie skurwielu!
C: Mmm... Mogę robić z tobą to co chcę kochanie...- kopnął mnie, a ja upadłam na jakąś stertę belek.
S: Ał! Zostawcie mnie wszyscy! A ty!-wskazałam na moją matkę-Jak możesz mi to robić, patrzysz na moje cierpienie z głupkowatym uśmiechem, co ja Ci zrobiłam?!
M: Nie pamiętasz naszego spotkania...? Nie dotrzymałaś obietnicy więc teraz ponosisz karę!
S: I ty śmiesz nazywać się moją matką?! 
Moja matka po prostu odeszła, gdy prawie zniknęła z mojego pola widzenia, krzyknęła tylko...
M: Patrick! Wiesz co robić!- zaśmiała się tylko i poszła dalej.
S: P...p...proszę wypuść mnie...
Patrick: Mam od tak wypuścić kurwę bez wyruchania? Co to, to nie! Puknę Cię i wtedy możesz iść!
S: Nie!-zatkał mi buzię jakąś chustką, ale wyplułam ją.
Zerwał ze mnie ciuchy. Zostałam w samej bieliźnie. Wszedł we mnie, a ból przeszył mnie całą od góry do dołu, na dodatek miałam na sobie majtki co jeszcze bardziej spotęgowało ból... Krzyczałam z bólu...
S: Zostaw mnie! To boli! Aaa!- Płakałam, a raczej krzyczałam i krztusiłam się swoimi łzami... Bił mnie, okaleczał jakimiś ostrymi rzeczami, nie mogłam wytrzymać już z bólu...
P: Oh... dobra kurwo starczy...-uciekł, a ja leżałam tam w samej bieliźnie, przykryłam się jakimś workiem i próbowałam się ubrać, ale nie wychodziło mi to, gdyż cała byłam obolała i na dodatek wstrząśnięta tym wydarzeniem. Ubrana szybko wybiegłam z tamtego miejsca. Marzyłam tylko o tym, aby okazało się, że to tylko zły sen, ale niestety to niemożliwe...
***Oczami Harrego***
Po rozmowie z Louisem pojechałem do Susan, gdy zajechałem na miejsce zobaczyłem tylko resztę jej domu... Spłonął... Widziałem jeszcze moj... to znaczy Sus, płaczącą... serce mi pękało gdy na nią spojrzałem... wysiadłem z samochodu i podszedłem zdenerwowany do niej, ale ona uciekła, ruszyłem za nią... skręcała w jakiejś uliczki zupełnie mi nie znane. Chodziłem tak około 30 minut błądząc, gdy zobaczyłem ją, była w strasznym stanie, biegła, uciekała, aż w końcu upadła...
********************************************************************************************************
MOŻE BYĆ?
Mam nadzieje, żę rodział jest ok. ;) Dodaje teraz, ponieważ nie miałam czasu... Musiałam się uczyć... ;c
KOMENTUJCIE! :)

5 komentarzy: